Kult – Wstyd (2016), recenzja Michała Kaźmierczaka

2
337

Tak, to już siedemnasta pozycja w dyskografii legendarnego Kultu, na którego czele stoi, równie legendarny, Kazik Staszewski. Bywały krążki bardziej, ale również te mniej udane. A jaka jest ta nowa płyta? Niestety nie jestem w stanie podpisać pod entuzjazmem dotyczącym Wstydu. Oczywiście wstydu nie ma, ale powodów do wielkiej dumy również.

Zaczęło się czternastego września, kiedy w sieci ukazał się oficjalny teledysk do singla promującego płytę – jest to utwór Madryt. Nie ukrywam, że po odtworzeniu go (kilkunastokrotnym) mój apetyt urósł do ogromnych rozmiarów. Po pierwsze – sam utwór zrobił na mnie duże wrażenie. Zarówno warstwa muzyczna (nienachalna, ale inteligentna, z rewelacyjnym motywem klawiszy i dęciaków), jak również tekst (nie opisujący wielkich prawd, ale szukający ich w szczegółach) i linia melodyczna (czy raczej melorecytacja) to kawał dobrej roboty i strzał w dziesiątkę. Po drugie – teledysk ze swoim klimatem, sepią i artyzmem idealnie skomponował się z warstwą dźwiękową. Tak więc moje oczekiwania były ogromne, ale niestety zderzyłem się z murem – Madryt to jeden z dwóch najlepszych utworów na płycie. A reszta? Reszta nie zostanie ze mną na długo.

Drugim utworem, który wybija się ponad resztę jest Cisza nocna. Już pierwsze dźwięki dobiegające z głośników zaznaczają wyraźnie, że będzie to kompozycja odmienna, bo przecież gitara akustyczna nie jest częstym gościem Wstydu. Ale nie to jest tutaj najważniejsze i nie to stanowi fundament – podwaliny stworzył lider pisząc świetny tekst, a takowych na krążku jest jak na lekarstwo. Dodatkowo słowa wyśpiewywane przez Kazika podparte są świetną aranżacją i linią melodyczną godną mianowania Ciszy nocnej drugim singlem. To niestety tyle z wielkich pozytywów albumu – czas pochylić się nad kolosalną większością.

Jak na Kazika Staszewskiego przystało spis utworów nie mógł się obyć bez tych, których teksty traktują o krajowej scenie politycznej. Tym razem najintensywniejszym manifestem politycznym jest dwuczęściowy Pęknięty Dom i pisząc o tych piosenkach muszę zacząć od jednego – bardzo podoba mi się pomysł stworzenia dwóch symbolicznych utworów dla każdej ze stron, ale pochwał jest niewiele, bo już sama treść tych tworów pozostawia wiele do życzenia. O ile jeszcze pierwsza część jest ciekawa – te w kółko, rytmicznie powtarzane wersy brzmią wręcz świetnie – pomimo dość przewidującego i mało odkrywczego tekstu, to już druga część przyprawia o załamanie rąk. Po pierwsze – wulgaryzmy. Ja oczywiście nie jestem ich przeciwnikiem, ale wychodzę z założenia, że używać ich również trzeba umieć, a kiedy słyszę taką, mówiąc kolokwialnie, zapchajdziurę: czemu jesteśmy na dole, o ja pierdolę; to naprawdę dalej już odechciewa mi się słuchać. Po drugie – straszne, częstochowskie rymy, pojawiające się co rusz. Ale jest też plus – panowie z sekcji dętej, tak jak i na całej płycie, robią swoją robotę genialnie!

Poza tym mamy rewelacyjną linię basu w Jeśli będziesz tam, który rozpoczyna płytę i robi to w sposób solidny. Mamy również poruszenie problemów społecznych, konkretnie tych dotyczących orientacji płciowej, w Dwururce – zdecydowanie jednej z najsłabszych pozycji na krążku. Muzycy poruszyli też temat naszej współczesnej hipokryzji w piosence Wstyd – przecież z takimi emocjami oglądamy piłkarską Ligę Mistrzów, a sponsoruje ją nie kto inny jak Gazprom. Niby to celna uwaga, ale przecież nie odkrywcza, nie świeża, bo o tym samym problemie pisał już niejeden. Natomiast cały krążek zamyka Apokalipsa. Jest to utwór, owszem zgrabny, z dobrze brzmiącymi klawiszami i ciekawie nagranym wokalem, ale całość nie wychodzi ponad standardowe kompozycje Kultu.

Problemem tej płyty nie jest to, że jest bardzo słaba i niewarta uwagi – to nie jest problem, bo ta płyta zwyczajnie taka nie jest. Problem jest w tym, że w momencie, gdy nagrywa się płyty wybitne, staje się legendą i wielką częścią historii muzyki, a co za tym – winduje poprzeczkę niebotycznie wysoko, to oczekiwania są naprawdę ogromne, a niesprostanie im skutkuje lekkim jękiem zawodu wśród słuchaczy. To jest dziś największy problem Kultu i jego rozwiązanie widzę tylko w dwóch odsłonach – przyzwyczaić słuchaczy do nowego poziomu lub nagrywać rzadziej, ale bardziej treściwie. Bo przecież ostatecznego odejścia nie wyobraża sobie chyba nikt.

2 KOMENTARZE

    • Ponoć dużo ludzi kupuje tą płytę w ciemno, bo stęsknili się za Kazikiem. Jednak ja nie powiedziałbym, że płyta ta jest taka słaba. Mi podoba się np kawałek pt „Madryt” – fajny, rytmiczny, z charakterem i nader melodyjny. :-)

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.