20 maja podczas IV Tyskiego Festiwalu Słowa wystąpiła Krystyna Janda z przedstawieniem pt. Piosenki z teatru. Towarzyszących emocji nie da się zapisać za pomocą klawiszy, na kartce papieru również nie jest to możliwe, jednak postaram się choć jeden procent oddać tego, co obecnie czuję.

Napiszę najprościej… Był to koncert mojego życia. Niektóre utwory z repertuaru zaczęłam słuchać jako gimnazjalistka. I dziś miałam okazję usłyszeć je w pełni, na żywo. Nie mogło wyjść lepiej, piękniej. Było po prostu idealnie.
Krystyna Janda to Artystka przez wielkie A, która nie zapomina o człowieczeństwie, potrafi sama z siebie się śmiać, poraża i zaraża energią. Wyjątkowe anegdoty tylko przybliżały słuchacza do całego przedsięwzięcia. Nie był to koncert tylko i wyłącznie Krystyny Jandy. W duszy, dźwiękach i całej otaczającej aurze wyczuwalna była Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, a nawet Jeremi Przybora.
Nie potrafię wyróżnić jednego utworu. Jadąc do Tychów, myślałam tylko o tym, by usłyszeć Na zakręcie, ale pozostałe utwory, takie jak: Wariatka Tańczy, Moje życie, Twoje życie, Widzisz Mała, Jeśli Ty nie istniałbyś miały w sobie tyle zaangażowania, że chciałabym jeszcze raz przeżyć coś tak pięknego.
Drodzy Organizatorzy Tyskiego Festiwalu Słowa, robicie to dobrze. Jako młoda dziewczyna widzę, że nie zawsze starsi artyści są rozpoznawalni przez młodsze pokolenia, a przecież nie można dać umrzeć takim tekstom, melodiom. Mam tylko jedno zastrzeżenie… Dlaczego LOGOS FEST odbywa się tylko raz w roku? Ja bym przyjeżdżała codziennie!



