„Król jest tylko jeden, a Królową jest Iwona”. Relacja z koncertu w Toruniu

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby, ludzie stoją, ludzie grający na instrumentach muzycznych i gitara
Zdjęcie: Fb Centrum Kultury Dwór Artusa

Zaskakujący, świeży, ciągle zmieniający się jak kameleon. Każdy, kto choć kilka razy był na koncertach króla, może odnieść wrażenie, że nie stoi w miejscu. I to jeśli chodzi o wizerunek jak i muzykę. Pretekstem do spotkania się z królem i jego ekipą był toruński Artus Festival. To właśnie dzięki temu festiwalowi artyści wystąpili na otwartej przestrzeni Amfiteatru Muzeum Etnograficznego.

Ponad godzinny koncert to przede wszystkim promocja najnowszego albumu ekipy zatytułowanego po prostu Dziękuję. Wydany na wiosnę album przez okres pandemii niestety nie mógł być promowany koncertowo, dlatego teraz ze zdwojoną siłą król ruszył w Polskę. Nie oznacza to jednak, że podczas koncertu nie usłyszeliśmy jego utworów z poprzednicj płyt, które każdy z nas bardzo lubi. Co ciekawe toruńska publiczność nie składała się tylko z ludzi młodych, na widowni można było zobaczyć także dużo ludzi w średnim wieku. To pokazuje jak muzyka króla otwiera się nie tylko na młode organizmy. A ta jest żywiołowa, różnorodna, raz porywa do tańca, a raz do nostalgii. Choć to ostatnie uczucie sam zainteresowany tłumił, bo gdy był w trakcie wykonywania smutniejszego brzmieniowo utworu, nagle przerwał, powiedział, że koniec i zaczęła się istna impreza. Choć miejsca były siedzące, to już w połowie koncertu publicznośc za namową Iwony, wstała z miejsc i wreszcie mogła potuptać. Bo jak tu stać, gdy wykonywane są tak żywiołowe utwory?

Król jest tylko jeden, ale otaczają go niesmaowite osobowości. Jego prawą ręką jest żona Iwona, która odpowiada za instrumenty klawiszowe, a także często śpiewa. Ich słowno-muzyczne potyczki w piosenkach nadają kolorytu całemu koncertowi. Niesamowity jest także basista Jan Migdal, który z całą pewnością mógłby zawodowo tańczyć na parkecie. Takiego luzu i szyku nie widziałem od dawna. Trio dopełniają perkusista i saksofonista. Trzeba także zwrócić uwagę na outfit króla, który wyglądał jak blonwłosa odmiana Pablo Escobara. To kolejna odsłona jego niesamowitych przebieranek.

Cieszę się, że po raz kolejny miałem okazję pojawić się na koncercie króla. Każdy kolejny uświadamia mnie, że król znalazł niesamowitą niszę na polskim rynku muzycznym i choć uznawany jest za muzyka alternatywnego, to jego muzyka to coś więcej. Życzę każdemu, aby zaczarował go jak mnie!

Czytaj również