
Dzięki połączonym siłom Knorr Nudle oraz Universal Music Polska i ich wspólnej akcji promocyjnej „KoncertuJEMY”, trzeci koncert brytyjskiej wokalistki w naszym kraju przeszedł do historii. Nie było to moje pierwsze muzyczne spotkanie z tą artystką, miałem więc możliwość porównania tego, co Ellie Goulding pokazała w ten upalny wtorkowy wieczór z tym, co widziałem w trakcie jej pierwszego polskiego show. Jak tym razem wypadła 27-latka?

Wieczór ten zapamiętam przede wszystkim z jednego powodu. Potwornego upału, który niestety nie pomógł w żaden sposób imprezie. Co więcej, przeszkadzał nie tylko licznie zgromadzonej publiczności, ale również samej artystce, mającej naprawdę spore problemy z wytrzymaniem tej sytuacji. Aby moje słowa zabrzmiały poważniej, prezentuję poniżej pokoncertowy wpis samej Ellie.
Sweatiest show I've ever done. Hope everyone was ok after?! Good lord. We all keeled over afterwards
— Ellie Goulding (@elliegoulding) July 15, 2014
Od razu więc nasuwa się pytanie. Czy organizatorzy nie mogli przewidzieć, że w lipcowy dzień (gdy mamy pełnię lata) możemy spodziewać się ponad trzydziestostopniowych upałów? Proponuję Teatrowi Palladium zaopatrzenie się w klimatyzację z prawdziwego zdarzenia albo zaprzestanie organizacji masowych imprez w trakcie lata. Klapa.
Pora na zdecydowanie milszy akcent. Koncert rozpoczął się występem Kasi Popowskiej, znanej przede wszystkim za sprawą serwisu YouTube, gdzie jako jedna z pierwszych osób w Polsce, prezentowała swoje wersje znanych na całym świecie utworów. Artystka pokazała się z dobrej strony i pozytywnie rozgrzała publiczność m.in. swoim najnowszym singlem Przyjdzie Taki Dzień. Przyjaźń Kasi z gitarą ma się naprawdę dobrze. Czyżby polska Katie Melua? Oby tak dalej.
Choć temperatura wewnątrz nie sprzyjała, Ellie Goulding nie zawiodła i dała dobre widowisko. Oczekiwania miałem wysokie, bowiem zeszłoroczny koncert w warszawskiej Stodole, zapamiętałem bardzo pozytywnie i byłem oczarowany samą artystką, jej życzliwością i nieschodzącym z ust uśmiechem. Setlista zasługuje na szczególne wyróżnienie. Artysta zapewniła bowiem, aby publiczność dostała od niej to, co najlepsze, czyli utwory, które zna praktycznie każdy. Mowa tutaj m.in. o Burn, Lights czy I Need Your Love, które Goulding zaprezentowała na sam koniec koncertu, doprowadzając spoconą już bardzo widownię, do jeszcze większego szaleństwa. Wokalistka sama również nie szczędziła energii i bawiła się wraz ze zgromadzonymi ludźmi. Nie zabrakło także najbardziej charakterystycznych i klimatycznych utworów z jej repertuaru, takich jak kapitalne Ritual czy Starry Eyed – jeden z najciekawszych electropopowych kawałków w dorobku artystki.
https://www.youtube.com/watch?v=PgljvWLSqKA
Wydaje mi się, że utworem na który najbardziej czekałem tego wieczoru było Guns And Horses – synthpopowy kawałek, ozdobiony świetnymi folkowymi akcentami. Występ do tego utworu, zapamiętałem najbardziej z pierwszego spotkania z wokalistką. Dlaczego? Zdałem wtedy sobie sprawę z tego, jak Goulding świetnie czuje się również w spokojniejszych utworach, gdzie poza jej słodkim głosem, słychać tylko i wyłącznie gitarę akustyczną. Podczas tego utworu, artystka nawiązała świetny kontakt z publicznością, pozwalając m.in. ludziom zaśpiewać kilka wersów tekstu. Reakcja wokalistki tym bardziej mnie poruszyła, bowiem gdy usłyszała, jak świetnie polscy fani znają jej utwory, nie mogła opanować radości i na jej twarzy zagościł jeden z najbardziej szczerych uśmiechów, jakie osobiście widziałem. Niestety, podczas wtorkowego występu do tej piosenki, tego czegoś mi zwyczajnie zabrakło. Goulding wprawdzie zaśpiewała i zagrała na gitarze świetnie, dało jednak odczuć się, iż nie czuje się komfortowo. Nie mogę jednak być zły i w pełni to rozumiem. Artystka musiała kilka razy przerywać koncert i korzystać z (jakże wtedy) potrzebnego ręcznika.
Podsumowując koncert (od strony muzycznej!) – był on naprawdę dobry. Po dwóch spotkaniach z Ellie Goulding, mogę śmiało stwierdzić jeden fakt. Pójście na jej koncert, to inwestycyjny strzał w dziesiątkę. Choć tym razem płacić za bilet nie musiałem, to zobaczenie tejże artystki na żywo, warte jest wydania pieniędzy. Naprawdę. Czeka Was półtorej godziny świetnej zabawy, okraszonej nieprzeciętnym głosem wokalistki i jej pozytywną energią.

