Kim Petras – TURN OFF THE LIGHT (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Wydać dwa krążki w ciągu roku jest wyzwaniem dużym, choć możliwym do zrealizowania. Jednak to, czego dokonała Kim Petras,wydając w tym roku dwa wprost kapitalne albumy, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Trzy miesiące po swoim debiucie pod tytułem Clarity, światło nocne ujrzał pachnący dynią, śmiercią oraz luksusem projekt TURN OFF THE LIGHT.

Drugi pełnoprawny album Petras to w istocie duża niespodzianka dla jej fanów. Pierwotnie mieliśmy otrzymać w swe rozszalałe z ekscytacji ręce TURN OFF THE LIGHT, VOL.2, czyli kontynuację powstałego z okazji zeszłorocznego święta Halloween TURN OFF THE LIGHT, VOL.1. Jak się jednak okazało na dzień przed premierą, Kim postanowiła podzielić się „pełnym doświadczeniem”, tym samym zapraszając nas na blisko pięćdziesięciominutową krwawą dyskotekę, gdzie świat popowej niewinności, miesza się z tajemniczym życiem nocnych klubów. W ramach tego niecodziennego projektu usłyszymy aż dziesięć standardowych dla Petras elektro popowych przebojów oraz siedem płynnie łączących je kompozycji instrumentalnych, które stworzyły jedno z najbardziej niepokojących dzieł muzyki pop jakie kiedykolwiek miałem szansę usłyszeć.

Niepokój związany ze słuchaniem TURN OFF THE LIGHT tworzony jest głównie dzięki samej muzyce, która często nawiązuje do klasów kina grozy, gdzie grupa młodych ludzi próbuje mierzyć się z zabójcą, by na końcu tegoż starcia pokonała go niczym niewyróżniająca się dziewczyna. W przypadku tego dzieła, tak zwaną ‘final girl’ jest sama Kim Petras, która metaforycznie przetrwała bardzo trudny okres w swoim życiu, by na końcu zwyciężyć ze wszystkimi przeciwnościami losu.

Inną wartą uwagi interpretacją jest ta, gdzie Halloween jest jednym z niewielu dni dla osób związanych z LGBT, więc również i dla samej Petras, gdy część z nich może bez zbędnych pytań być tym kim naprawdę chcą. Dlatego nie dziwi mnie fakt, że Kim świetnie odnajduję się w tejże tematyce. Tym samym TURN OFF THE LIGHT nie tylko jest krążkiem wprost związanym z Halloween, ale mówi również o akceptacji swojej potworności, bo tak część społeczeństwa nadal uznaje osoby homo, czy transseksualne, za potwory z najbardziej porażających koszmarów właśnie. Petras przejmuje określnie potwora, tak jak angielskie słowo queer, które kiedyś było największą obelgą wobec osób LGBT, a dziś jest przymiotnikiem pozbawionym niegdysiejszej negatywnej konotacji.

Choć nie jestem wielkim fanem Halloween, tak szanuję i uznaję jego istnienie w światowej oraz co raz częściej polskiej pop kulturze. Jednak to przefiltrowane przez styl Kim Petras, nijak ma się do śmieszno-strasznych kostiumów i zbierania słodyczy po sąsiadach z okolicznych domów, czy bloków. TURN OFF THE LIGHT to doświadczenie przeznaczone dla dorosłego i seksualnie aktywnego człowieka, bo nie tylko teksty mają w sobie ukryty podtekst seksualny, ale i sama muzyka silnie kojarzy się z klubami, gdzie nie tylko dzikie tańce mają miejsce. To już trzeci sposób na odczytanie tego dzieła, gdzie miłość oraz łączący się z nią seks również jest nierzadko straszną życiową przeprawą. Na końcu takich relacji zostaje tylko jedna strona, bo były już partner zginął w oczach tej drugiej strony, by z nowo zdobytą wiedzą rozpocząć nowe łowy.

Pomijając fakt, że TURN OFF THE LIGHT składa się tak naprawdę z dwóch części, tak jest to dzieło kompletne oraz spójne. Pomimo pewnych, choć niewielkich wad, ekipa pod wodzą Kim, zaserwowała nam najbardziej soczysty elektro bit, o jakim świat może teraz marzyć. Muzyka tworząca styl oraz klimat tego krążka jest wręcz upiornie genialna. Na dodatek, duet Petras i Dr. Luke postanowił nieco poeksperymentować, przynajmniej w przypadku niedoszłego TURN OFF THE LIGHT, VOL.2. Dźwięki wbijających się noży, alteracja głosu wokalistki, muzyczny kolarz, czy melorecytacja – to właśnie one jeszcze bardziej podbijają upiorny charakter tego krążka. Co do TURN OFF THE LIGHT, VOL.1, muzycznie jest zdecydowanie bardziej taneczny i skoczny, przez co równoważny mroczniejszy początek i daje nadzieję na zmianę losu bohaterki tego upiornej opowieści.

Niestety, tak jak cała praca poszła w melodykę krążka, tak przy niektórych tekstach, w szczególności tych z pierwszej części albumu, zabrakło mi w nich nieco twórczej inwencji. There Will Be Blood, Wrong Turn, Massacre Death By Sex są bardzo proste i w oderwaniu od wszystkiego, z pewnością tracą na swej ukrytej głębi, która jest fundamentem całego TURN OFF THE LIGHT. Sądzę jednak, że prostota niektórych kompozycji w zupełności mi nie przeszkadza, bo album nadrabia swym charakterem i całym artystycznym zapleczem, którego nadal brakuje wielu największym gwiazdom światowych scen.

Tak, Kim Petras to anioł i demon współczesnej muzyki pop. Mieć taką muzyczną wyobraźnię to sprawa równie niebiańska, co szatańska. TURN OFF THE LIGHT jest jedynym takim albumem w historii wszechświata, dlatego zasługuje na wszelakie pochwały, nagrody i błogosławieństwa z mojej, ale i całego świata strony. Z lekką trwogą, ale i z wielką radością czekam na dalsze artystyczne działania Petras. Aż strach się bać, co będzie dalej!

Kim Petras - TURN OFF THE LIGHT
  • Data premiery: 01 10 2019
  • Single: brak
Najlepsze utwory: wszystkie
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Wydać dwa krążki w ciągu roku jest wyzwaniem dużym, choć możliwym do zrealizowania. Jednak to, czego dokonała Kim Petras,wydając w tym roku dwa wprost kapitalne albumy, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Trzy miesiące po swoim debiucie pod tytułem Clarity, światło nocne ujrzał pachnący dynią, śmiercią oraz...Kim Petras - TURN OFF THE LIGHT (2019), recenzja Christiana Cieślaka