Kilo Kish – MOTHE (EP 2018), recenzja Zuzanny Janickiej

Wasting my time with you zanuciła Kilo Kish w utworze Melt Cheta Fakera a ja już wiedziałam, że czas spędzony z muzyką wciąż kręcącej się po obrzeżach show biznesu wokalistki nie będzie czasem straconym. Chętnie sięgnęłam po epkę Across, a w 2016 roku ucieszyłam się na wieść o premierze jej debiutanckiego longplay’a Reflections in Real Time. I kiedy ponownie o niej ucichło, łącząca elektronikę z r&b i kobiecym hip hopem Kish postanowiła przypomnieć o sobie epką MOTHE.

Znalezione obrazy dla zapytania Kilo Kish

Podejrzewam, że artystyczny pseudonim Lakishy Kimberly Robinson większości z was mówić może bardzo mało. Brak hitów na listach przebojów. Idąca za tym kompletna ignorancja ze strony kapituł przyznających muzyczne nagrody. Na szczęście Kish liczyć może na znajomych w branży, którzy chętnie angażują ją w swoje projekty. Być może trafiliście na jej wokal w utworach Gorillaz, Vince Staplesa, Childisha Gambino czy The Internet.

Już pierwsza kompozycja (San Pedro) udowadnia, że w muzyce Kilo Kish zaszły zmiany. I to zmiany na lepsze. Mglista produkcja, elektroniczny minimalizm i słodkie, ale zarazem mroczne wokale Amerykanki – wszystkie te elementy złożyły się na utwór, który zahipnotyzował mnie od razu. Numer zwinnie przechodzi w połamane, dynamiczniejsze Like Honey. Dobrą zabawę kontynuujemy w lżejszym Void, w którym Kilo tak prowadzi z boku swoje wokale, by wysunąć na pierwszy plan klubową melodię. I gdy myślimy, że impreza na dobre się rozkręci, artystka proponuje nam wolniejsze, ale intrygujące Alive będące czymś na kształt ballady z lat 80., którą ktoś postanowił odświeżyć i ubrać w elektroniczne, psychodeliczne wdzianko. Dobre to. Do ciekawszych kompozycji należy także zamykające epkę Prayer. Utwór jest tajemniczym, lekko niepokojącym nagraniem, które kojarzy mi się z tym, co Kylie Minogue robiła na Impossible Princess. Elektroniczny poemat. Z MOTHE nie przekonuje mnie jedynie Elegance, w którym nie podoba mi się zderzenie delikatnych wokali Kish z konkretnym, wyrazistym bitem. W tym przypadku bardziej mnie ten kontrast irytuje niż zachwyca.

Wydana w 2014 roku epka Across przedstawiała nam Kilo Kish jako wokalistkę, która dobrze odnajduje się w brzmieniach z pogranicza alternatywnego r&b i hip hopu, ale której brakuje odwagi lub chęci do większych eksperymentów. Lepiej pod tym względem wypadała płyta Reflections in Real Time, która była znacznie mniej piosenkowa a bardziej narracyjna i posiadająca cechy albumu koncepcyjnego. Prawie godzinne wydawnictwo było sprawdzianem nie tylko dla Kish, ale i słuchaczy. Przyjemnie sączyło się z głośników, ale chętnie zastępuję je epką MOTHE. Mini album jest porcją intensywnych muzycznych barw lekko przyciemnianych przez mrok tanecznego klubu. Warto oderwać się od rzeczywistości i zapaść w trans.

oceny

autor recenzji

Zuzanna Janicka
Zuzanna Janickahttp://www.the-rockferry.pl
Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Autorka strony The-Rockferry, na której oprócz recenzji płyt znaleźć można całą masę innych muzycznych artykułów. Nałogowa uczestniczka koncertów. Wielka fanka Christiny Aguilery, Amy Winehouse, Kate Bush, Finka, Leonarda Cohena i zespołu The National.

Sprawdź nasze inne

Recenzje