Estońska wokalistka Kerli już od ponad dekady próbuje swoich sił w szeroko rozumianej muzyce pop jako reprezentantka wszystkiego co rodem ze świata najdziwniejszych i najdzikszych fantazji. Jednak na pełny rozkwit jej unikatowej stylistyki przeszło mi czekać aż do roku 2016, a to za sprawą takich utworów jak Blossom czy Diamond Hard. Wraz z końcówką 2018, świat obiegła nowina, że już w lutym 2019 roku usłyszymy drugi w jej karierze pełnoprawny krążek. I choć na wydanie Shadow Works czekałem z umiarkowaną niecierpliwością, to muszę przyznać, że po jego premierze czuję wysoki poziom zadowolenia.
Zanim jednak zagłębię się w ocenę tego co nowego przygotowała dla nas Kerli, to wyrażę swoją ogólną opinię na temat jej dotychczasowych poczynań. Estonka zawsze gdzieś muzycznie istniała i robiła swoje. Pomimo jej stylu i pomysłu na siebie, który bardzo do mnie przemawiał, to z już samą muzyką było nieco gorzej, która, wybaczcie jej wszyscy zagorzali fani, nie była tym, czego bym od niej oczekiwał. Dla mnie nie potrafiła stworzyć ani bezkompromisowej dźwiękowej baśni, ani umiejętnie połączyć swojej ekscentryczności z popem, co z sukcesem uczyniła na przykład Melanie Martinez. Jak już wcześniej wspomniałem, przełom nastąpił w roku 2016 i od tamtej pory Kerli wreszcie jest na dobrej muzycznej drodze, co zdecydowanie podkreśla Shadow Works.
Przechodząc już do właściwej recenzji, swoje wywody zacznę od singli. Początkowo uznałem je za dość przeciętne, jednak z kolejnym przesłuchaniem zdawały się być co raz to lepsze i ciekawsze. Najmniej do gustu przypadł mi pierwszy z nich, czyli Savages. Dlaczego? Po prostu, nie mogę mu niczego zarzucić, poza tym, że nie trafił w mój gust tak bardzo jak niepokojący w melodii Legends, czy bliższy popowej stronie wokalistki Better. Wraz z premierą albumu, wszystkie trzy single zyskały w moich oczach na wartości artystycznej, ponieważ stały się częścią spójnej i logicznej muzycznej wizji Kerli, przestając być wyrwanymi z kontekstu piosenkami. Najmniej intrygującymi kompozycjami na Shadow Works są dla mnie One oraz Giving Up the Ghost, które podobnie jak w przypadku Savages, pomimo bycia dobrymi pod względem technicznym i artystycznym kompozycjami, te nie błyszczą tak bardzo, jak reszta propozycji zawartych na tym krążku.
À propos tych „błyszczących” utworów, to na takie wyróżnienie zasługują z mojej strony Mimicry, Where the Dark Things Are oraz Tuleloits. Mimicry uwiodło mnie swoją wyjątkową melodią. Spokojną i prostą, acz pulsującą energią oraz unikatowością. Jedna z najpiękniejszych kompozycji jaką usłyszałem na tym krążku, jak i w całym dotychczasowym 2019 roku. Where the Dark Things Are jest zaś kompletnym przeciwieństwem Mimicry. Ostry i wyrazisty bit buduje atmosferę mroku, strachu i niebezpieczeństwa, która w tym utworze jest moim zdaniem najsilniejsza. Co do Tuleloits, to jest on czymś, na co czekam zawsze z otwartymi muzycznymi ramionami. Utwór, którego treści tekstu zupełnie nie rozumiemy, przynajmniej od razu, jednak nie ma to w istocie większego znaczenia. Utwór, który jest dla nas kompletną zagadką, a słuchamy go i mamy wrażenie, że rozumiemy każde słowo każdą najmniejszą sylabę i uczestnicząc w jego istnieniu. Fajerwerki, bo taki jest tytuł tej kompozycji, tłumacząc z estońskiego, są jedyne w swoim rodzaju i chociaż nie są klasyczną piosenką do tańca czy luźnego posłuchania, błyskawicznie zapadają w pamięci, a to znaczy bardzo dużo.
I chociaż na Shadow Works mamy teoretycznie dwanaście utworów, to aż trzy z nich to kompozycje instrumentalne i muszę przyznać, że i na ten aspekt tego krążka nie mogę powiedzieć złego słowa. Nie są to zapychacze, którego istnienia kompletnie nie rozumiem, a wręcz przeciwnie, dodają krążkowi konceptualnego oblicza, przez co dzieło Kerli jest jeszcze bardziej interesujące artystycznie i wyjątkowe na tle europejskiej, a nawet światowej sceny awangardowej muzyki pop.
Shadow Works to świetna kombinacja popu oraz muzyki z gatunku dark wave z nienagannym wyrazistym bitem, iście poetyckimi tekstami oraz wyjątkowym stylem jego autorki. Jak widać, na artystyczny sukces trzeba nierzadko pracować całymi latami, który Kerli za sprawą swojego drugiego krążka z pewnością osiągnęła. Oby więcej takich sukcesów, doprawionych dodatkowo sukcesem komercyjnym!
- Data premiery: 22 02 2019
- Single: Savages, Better, Legends
