Rok 2020 można śmiało nazwać rokiem powrotów. Właśnie teraz ze świeżym materiałem powracają największe gwiazdy muzyki popularnej, które debiutowały na przełomie późnych lat 2000. i wczesnych 2010. Do tej pory mogliśmy usłyszeć najnowsze albumy Lady Gagi, Taylor Swift, Justina Biebiera, czy Keshy. Teraz przyszła pora na Katy Perry i jej Smile.

Ścieżka muzyczna Katy nie jest usłana różami. Tworzyła hity do pewnego czasu, kiedy jej kariera się załamała. Chodzi tu dokładnie o erę Witness. Nie przypadła szczególnie do gustu krytykom muzycznym oraz fanom. W tym momencie nieudolne ściganie list przebojów spowodowało lawinę hejtu, z jaką muszą mierzyć się wszyscy twórcy. Czwarty album studyjny zamknął pewien rozdział w życiu wokalistki. Nowa Katy, która narodziła się wraz z premierą Smile nie tworzy już muzyki pod recenzentów i Billboard, tylko dla siebie i swoich wiernych odbiorców. Dopiero teraz mamy szansę usłyszeć, co naprawdę gra w jej duszy.
Początku ery Smile możemy się już doszukiwać w połowie ubiegłego roku, gdy do sieci wszedł utwór Never Really Over. Od tego czasu Katy co jakiś czas publikowała nowe single – niektóre znalazły się na albumie, inne nie. Łączy je jedno – nie odbiły się głośnym echem w przemyśle, jak można było się spodziewać. Ale nic nie szkodzi, bo rozdział biegu za trendami został już dawno zamknięty.

Płyta składa się z dwunastu utworów. W ciągu niecałych czterdziestu minut wpadamy w muzyczny wir, który wymieszał różne gatunki i style. Ale w tym artystycznym chaosie jest metoda. W piosenkach Katy rozlicza się z ciężką przeszłością i dodaje siły wszystkim, którzy zmagają się z własnymi problemami. Chociaż teksty powtarzają dawno przetarte schematy naprawdę szybko wpadają w ucho. Już po kilku przesłuchaniach zna się je na pamięć, a później naprawdę ciężko wyrzucić je z głowy.
Smile otwiera piosenka z największym potencjałem radiowym. Gdyby stacje radiowe nie odwróciły się od Katy plecami, Never Really Over byłby ogromnym, wakacyjnym hitem. Ma wszystko, czego letni przebój potrzebuje – chwytliwy tekst, mocny refren i ciekawa muzyka. Szkoda, że jego możliwości się tak zmarnowały. Po tak porządnym rozpoczęciu albumu mamy dwie piosenki, które brzmią jak niedopracowane. Mowa tu o Cry About It Later oraz Teary Eyes. Miało być super, ale coś nie wyszło. A może po prostu po hitowym wstępie wydają się być przeciętne? Sporym zaskoczeniem było dla mnie Not the End of the World. Najbardziej eksperymentalny kawałek mocno wyróżnia się na tle reszty. Przede wszystkim ma mroczniejszy klimat, a sama Katy już nie jest taka wesoła jak wcześniej. Gra tu rolę silnej kobiety, która nie poddaje się tak łatwo. Między tym utworem, a kolejnym widać śmieszny kontrast. Dlaczego? Smile to ta najweselsza piosenka, od której bije radość i afirmacja życia. Album zamykają dwie power-ballady – Only Love i What Makes a Woman, które cały czas pozostają w optymistycznym klimacie. Nie ma tu czasu na łzy. Jeśli miałbym wybrać ten jeden, najlepszy kawałek byłoby to Daisies. Myślę, że najlepiej oddaje ideę całej płyty. Oprócz pięknego tekstu i chwytliwej muzyki niesie za sobą ważne przesłanie.
Od początku słychać, że Smile nie było nagrane pod dyktando wytwórni. Artystka miała wolną rękę, którą wykorzystała najlepiej – pozostała autentyczna. Nie ściga na albumie współczesnych trendów muzycznych, w które tak ciężko się wbić. Śpiewa o tym, co sama czuje i jak czuje. I choć dźwiękowo nie jest to nic odkrywczego – słucha się tego bardzo przyjemnie. Czuć, że Katy robi to, na co sama ma ochotę i nie zamierza być niewolnikiem przemysłu. Światowe magazyny muzyczne nie przyznają mu zbyt pochlebnych recenzji, bo jeśli porównać Smile do Future Nostalgii lub folklore widać ogromną przepaść. Wokalistka pozostaje w swojej bezpiecznej strefie, bo jej czas na eksperymentowanie się skończył. W jej przypadku to nawet lepiej, bo ta łatwa i chwytliwa muzyka przemawia do mnie bardziej niż przekombinowane utwory w jej wykonaniu.

Jednym słowem, Smile to wydawnictwo przyjemne w odbiorze i bardzo pozytywne. Nie jest niczym przełomowym w dzisiejszej muzyce, jednak w karierze Katy już tak. Proste, chwytliwe utwory szybko wpadają w ucho i zostają tam bardzo długo. Album wywołuje tytułowy uśmiech, a przecież o to chodzi w byciu twórcą – by nieść radość swoim fanom.
- Data premiery: 28 08 2020
- Single: Never Really Over, Harleys in Hawaii, Daisies, Smile
