Katy B – Honey (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Początkowo była „na misji„, później zamieniła się w „małego rudzielca„, a teraz jest słodka niczym „miód„. To ona w 2011 i 2014 roku zawładnęła dance’ową sceną muzyczną w Wielkiej Brytanii. Teraz Katy B powróciła po dwuletniej przerwie i zaprezentowała nam nową płytę. Jaki poziom prezentuje jej trzecie muzyczne dziecko?

Ciężko jednoznacznie określić jakie mam odczucia na temat nowej płyty Katy B. Artystka dwoma pierwszymi albumami dała się poznać jako osoba z pięknym głosem. Mocnym, ale zarazem łagodnym wokalem, który niestety jest niedoceniany. Odniosłem wrażenie, że krążku robiono wszystko, żeby głos Brien przyćmić. Na palcach jednej ręki można policzyć kompozycje, które pozwalają rozwinąć jej wokalne skrzydła. Spójrzmy chociażby na pierwszy utwór Honey. Produkcja na zerowym poziomie, monotonna melodia i do tego nijaki wokal Katy, który dopiero pod koniec piosenki prezentuje minimalne możliwości wokalistki. Notabene kompozycja znajduje się na początku płyty i nie zachęca słuchacza do dalszego przesłuchania, bo przecież reszta kawałków może być podobna. Na szczęście tak nie jest. Kolejny utwór, jedyny do tej pory singiel, to dobra mieszanka dance i R&B. Piosenka powstała z rąk trio Major Lazer i to im należą się największe brawa. Diplo powiedział, że wraz z chłopakami stworzył ponad 10 wersji tej kompozycji. Zabawne, że Baby zaprosiła do współpracy Davida Craiga, a wokalnie go zjadła. Angielski artysta wypadł przy Brien marnie i nijako. To właśnie Who Am I jest kawałkiem, w którym Katy prezentuje to, co najlepszego ma w swoim głosie. Emocjonalny głos w połączeniu z dobrym tekstem pod koniec utworu przyprawił mnie o gęsią skórkę.

I can’t let go, so you just take the best of me
I can’t let go, cause I don’t know who else to be.

Jeżeli jestem już w temacie duetów, to nie można wspomnieć o Lose Your Head. Kompozycja sama w sobie jest bardzo intrygująca, mroczna i tajemnicza. Już po pierwszych melodiach byłem pewien, że usłyszę zaraz zwrotki jakiegoś rapera. Myliłem się tylko w jednej kwestii. Nie usłyszymy jednego, lecz dwóch raperów, z czego ten drugi brzmi jakby przed nagrywaniem swojego wersu najadł się cytryny. Zdecydowanie psuje on efekt całej piosenki, a Katy B wypada trochę jakby to ona była gościem na LYH. Chciałbym napisać kilka słów o hicie Turn The Music Louder (Rumble), który na płycie Honey usłyszymy bez Tinie Tempaha, jednak wersja solo nie jest dostępna na Tidalu.

Wśród elektronicznych bitów na płycie możemy dopatrzeć się również ballad. Dwa piękne, emocjonalne utwory: Heavy i Water Rising. Stonowana melodia, która pozwala Brien przekazać emocje głosem – to coś na poziomie Crying For No Reason. Prawdziwe perełki. Katy mogłaby pisać teksty dla topowych gwiazd, ale woli zatrzymać je dla siebie. To, w jaki sposób Baby łączy słowa jest nie do opisania. Kunszt literacki na wysokim poziomie. To jedna z najlepszych rzeczy, które możemy spotkać słuchając tej płyty.

I used to be patient, I used to be kind
Now I’m just so empty, trying my best to fight
How I was here before, when I had that naive faith in you, my friend
Now it’s so past secure, I can’t let you see me weak again

Już od pierwszej płyty było wiadomo, że Katy B w klimatach elektroniczno-dance’owo-dubstepowych czuje się jak ryba w wodzie i nie dziwię się, że to właśnie w tym nurcie wokalistka brnie dalej. Na Honey można znaleźć piosenki, które uzależniają, zostają w głowie na długo i można je nucić pół dnia. Włączcie sobie chociażby Keep Calm i będziecie wiedzieć o czym mówię. Kilka godzin w myślach śpiewałem sobie „get down down, down down…„. Słuchając jej trzeciego wydawnictwa natkniemy się także na piosenki, które po prostu są. Co mam na myśli? Typowe zapychacze, których słucha się dobrze, ale jednorazowo. Nie mają w sobie tego czegoś. Wpadają jednym uchem, a drugim wypadają.

Z tą płytą jest jak trochę ze zbieraniem grzybów. Podczas wędrówki po lesie możemy natknąć się na przepyszne borowiki, jak również trujące muchomory królewskie. Gdyby tego było mało, to w jednym koszyku mogą znaleźć się przeciętne w smaku kurki. Katy B nie zmieniła taktyki i idzie utartymi szlakami. Myślę, że koncepcja na trzeci krążek Brien była trochę inna, a całą sprawę popsuli producenci i to im należy się największy minus. Całą płytę ratują przepiękne teksty i nieziemski wokal Katy.

Czytaj również