Katarzyna Groniec to ważna postać dla polskiej kultury. Piosenkarka, a także aktorka teatralna, która nie wywołuje skandali, tylko zajmuje się tym, co trzeba- tworzy piękne piosenki. Ostatni wydany album to ZOO z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Trasa koncertowa była znakomitym widowiskiem, zarówno wzrokowym, jak i wokalnym. W 2018 powróciła z nowym repertuarem. Płyta Ach! ukazała się 16 marca. Czy i tym razem artystka nie zawiodła swoich słuchaczy?
Tej płyty się nie słucha. Z tą płytą się płynie po najcichszej i najbardziej gładkiej tafli najczystszego jeziora. Tutaj wszystko zespolone jest ze sobą i żaden dźwięk nie wytrąci słuchacza. Nic nie jest przegadane. Jedenaście fantastycznych, poetyckich utworów. Moim numerem jeden jest utwór Koniec. Znamienne dla moich recenzji – ze względu na tekst.
W Warszawie zimny i gwałtowny wiatr tęsknię, ale już nie dzwoń do mnie…
Wbrew pozorom, uważam to za radosny kawałek, pełen akceptacji otaczającego świata. Poniekąd utożsamiam się z nim. Z całej ramy wyłamuje się utwór Nie kocham, który jest mocniejszy od pozostałych. Mimo wszystko nie burzy całości.
Powiem zwięźle. Karierę „Nie kocham” można streścić jednym zdaniem: od niechcianej piosenki do singla! Brzmi niemal jak: od pucybuta do milionera. Normalnie American Dream.
Najsłabiej oceniam dwa utwory Rescue oraz Goodbye. Szkoda, że płyta nie jest w 100% utrzymana w języku polskim. Nie znaczy to oczywiście, że piosenki są słabe. Jednak twardo stoję, że artyści tworzący w Polsce powinni śpiewać w języku polskim.
Katarzyna Groniec do współpracy zaprosiła znakomitych muzyków. Teksty piosenek Na pół, Nie kocham, Się rozpłacz wyszły spod pióra Barbary Wrońskiej. Produkcją zajął się Marcin Bors, a muzykę skomponował Marcin Macuk wraz z wokalistką i wcześniej już wspomnianą Barbarą Wrońską. Już same nazwiska sygnalizują, że nie spotkamy się z czymś kiczowatym.
Lubię, kiedy twórca wyraża zdanie na temat swojej twórczości. Zawsze można skonfrontować to ze swoimi wrażeniami i dostrzec rzeczy niewidzialne na pierwszy rzut oka, w tym przypadku rzut ucha. Wokalistka mówi tak:
„Ach!“, bo taki jest tytuł nowego albumu, opowie o ziemi jałowej, ziemi utraconej i, wreszcie, ziemi obiecanej do której docieramy, rozmieniamy ją na drobne i znów tracimy. I od początku, bo wszystko jest cyklem co jakiś czas kończącym się dobrze! W końcu wracamy do życia, ale pod jednym warunkiem. Że wciąż mamy kogo kochać. Czy jestem szczęśliwa? Tak. Właściwie mogłabym powiedzieć: jak nigdy dotąd. Spokojna, jasna, świadoma. Dlaczego więc moje piosenki są smutne? Nie wiem. Najłatwiej byłoby powiedzieć (często to mówię na odczepnego) – bo lubię smutek. I nie mówić nic więcej. Ale to jest coś więcej. Coś, co wypływa gdzieś z głębi, z trzewi, kiedy zdarza mi się układać melodię i dopasowywać do niej słowa. Jak gdybym zapadała się w jakiś inny świat pełny echa i błękitu, który swoim pięknem onieśmiela tę drugą, starającą się twardo stąpać po ziemi, mnie. Z kolei ta druga ja, którą zawstydza miękkość tej pierwszej, potrafi ten melancholijno-lazurowy świat bezlitośnie wykpić. Wyciągam zatem samą siebie z błękitnego jeziora za włosy, jak baron Munchhausen wyciągnął siebie z bagien, a potem znów w to jezioro nurkuję.”
Album z pewnością nie jest dla każdego. Potrzebna jest duża wrażliwość, by dostrzec piękno całości. Warto przesłuchać kilka razy- każdorazowo coś innego zwróci uwagę słuchacza. Katarzyna Groniec moim zdaniem nie zawiodła słuchaczy. Poziom jej twórczości jest naprawdę wysoki i nie boję się jej nazwać artystką przez wielkie A.


