Koncertowy grudzień w Klubie Stodoła to kilkanaście występów polskich artystów. Swój koncert, 5 grudnia, dała Kasia Kowalska – jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej sceny muzycznej. Zachęcamy do przeczytania naszej relacji z koncertu!
5 grudnia w Klubie Stodoła wystąpiła Kasia Kowalska, artystka, która na scenie obecna jest już ponad 27 lat! I mimo tego, że tworzy i koncertuje już od lat, był to mój pierwszy koncert Kasi Kowalskiej. Warszawskie wydarzenie było występem akustycznym, podsumowujących 25 lat działalności artystki. Podczas koncertu wybrzmiały największe hity Kasi Kowalskiej, takie jak Gemini, Antidotum, czy Prowadź mnie. Wydarzenie rozpoczęło się chwilę po godzinie 19.00 utworem Jeśli blask Twój zwiódł. Już po pierwszej piosence artystka zaczęła nawiązywać relację z publicznością, a właściwie z fotografami obecnymi na koncercie, którym zadała pytanie „Czy nie mają jakichś stołków?”. Skąd to pytanie? A to stąd, że Kasia Kowalska powiedziała (żartobliwie), że jak robią jej zdjęcia od dołu, to potem wychodzi na nich tak, że nie może się nimi nigdzie pochwalić. Następnie artystka przykucnęła, żeby być bliżej fotografów i dała im chwilę na wykonanie zdjęć, żartując, że już wystarczy i mogą skończyć fotografowanie. Już wtedy wiedziałam, że będzie to wieczór pełen dobrej muzyki, ale również humoru!
Należy zaznaczyć, bo być może nie każdy z Was wie, że w 2019 roku artystka wydała płytę MTV Unplugged, na której zebrane zostały największe hity, które zostały przedstawione w nowych, akustycznych aranżacjach. Cieszę się, że mimo upływu już kilku lat od ukazania się tej płyty, artystka gra utwory w aranżacjach zbliżonych właśnie do Unplugged. Jak wiadomo format MTV Unplugged jest bardzo specyficzną serią, często po wydaniu takiego albumu artyści ruszają w jedną trasę koncertową i na tym następuje koniec – niespecjalnie jest okazja posłuchać później piosenek w aranżacjach „bez prądu”. Oczywiście niedzielny koncert nie był 1:1 koncertem MTV Unplugged, gdyż np. nie towarzyszyła sekcja dęta, jednak wykony były bardzo zbliżone i było równie pięknie!

Piosenki, które mogliśmy usłyszeć podczas niedzielnego koncertu, to m.in. Gemini, Co może przynieść nowy dzień, a także Czekam, boje się. Muszę zaznaczyć, że sama scena była bardzo ładnie przystrojona – można było podziwiać piękne tło, które momentami podświetlane było na czerwono, a także dekoracje zwisające z sufitu (co widać na powyższym i następnych zdjęciach autorstwa Andrzeja Wasilkiewicza). Pojawiły się również lampki które zapalane były w odpowiednich momentach i nadawały jeszcze piękniejszego klimatu danym utworom. Genialna była też gra świateł, którą z balkonu, na którym zostałam usadzona, mogłam podziwiać w pełni! Początkowo o balkonie pomyślałam „ehh, daleko od sceny”, ale jak się okazuje, oglądanie koncertu „z góry” ma swój plus!
Na wydarzeniu w Stodole nie mogło zabraknąć utworu Antidotum, czy Pieprz i Sól – prywatnie moich ulubionych piosenek Kasi Kowalskiej. Myślę, że swojego rodzaju standardem jest to, że podczas koncertu Kasi wybrzmią kawałki Aya i Alannah, nie inaczej było tym razem. Cały koncert był magiczny, ale jednym z piękniejszych momentów był ten, kiedy wybrzmiał utwór Oto ja. Najpierw śpiewany przez publiczność, potem przez artystkę. Coś pięknego! Kasia Kowalska ma bardzo wiernych i oddanych fanów, co dało się zauważyć podczas niedzielnego koncertu. Naprawdę, każdemu artyście życzę takiej widowni!
Na niedzielnej setliście znalazły się również utwory takie jak: Wyrzuć ten gniew, Maskarada, Domek z kart oraz Coś optymistycznego, którym koncert, teoretycznie, się zakończył. Dlaczego teoretycznie? Bo przecież nie mogło zabraknąć bisu, podczas którego wybrzmiał utwór A to co mam – cieszę się, że nie zabrakło go podczas tego wieczoru! Na sam koniec otrzymaliśmy pewną niespodziankę, ponieważ artystka zaśpiewała utwór Bella Ciao! Choć być może śpiewała go również na innych koncertach, jednak dla mnie, laiczki koncertów Kasi Kowalskiej, było to pewne zaskoczenie, acz bardzo miłe i uważam, że był to utwór idealny na zakończenie całego show.
Można rzec, że koncert był przekrojem przez całą działalność artystyczną Kasi Kowalskiej, gdyż wybrzmiały utwory zarówno z płyty Gemini, która ukazała się w 1994 roku, jak i najnowszego wydawnictwa AYA, z 2018 roku. Do tego oczywiście utwory z płyt wydanych pomiędzy, czyli m.in. albumu Koncert inaczej, czy Antidotum. Należy zaznaczyć, że na niedzielnym koncercie wybrzmiało wiele utworów, które znalazły się na płycie MTV Unplugged, jednak nie tylko, gdyż usłyszeliśmy również inne piosenki w akustycznych aranżacjach.

Koncert był bardzo wyważony – mimo akustycznych aranżacji nie zabrakło tych „mocniejszych utworów”, ale był także czas dla ballad. Koncert taki jak ten, Kasi Kowalskiej w warszawskiej Stodole, pokazuje, że grając akustycznie wciąż można grać bardzo energicznie. Dla mnie repertuar był dobrany idealnie, gdyż wybrzmiały (głównie) największe hity artystki, ale również kilka mniej znanych, przynajmniej mi, utworów Kasi. Dlatego miałam okazję usłyszeć znane mi i lubiane utwory, czyli to na co w sumie liczyłam idąc na ten koncert, ale również te, które kojarzyłam mniej, czyli pojawił się też fajny element zaskoczenia. Zdecydowanie nie nudziłam się, a zachwycałam każdą minutą koncertu!
Mimo, że koncert odbył się na siedząco, do czego nie jestem zbytnio przyzwyczajona, to mogę stwierdzić, że bawiłam się świetnie! Akustyczne aranżacje są zazwyczaj spokojniejsze, dlatego siedzący format wcale nie przeszkadzał, a można rzec, że nawet pasował do tego konkretnego wydarzenia. Sama Kasia Kowalska żartowała, że ma niewiele, a w sumie tylko jeden utwór (Domek z kart), przy którym jak się człowiek uprze, to może potańczyć. No nie do końca się z tym zgadzam, bo koncert był naprawdę pełen energii, a domyślam się, że gdy artystka nie gra akustycznie, to jest jeszcze „mocniej” i nie trzeba się wcale upierać, żeby potańczyć!
Zaznaczę raz jeszcze, że artystka podczas całego koncertu utrzymywała niezwykłą relację z publicznością, nie zabrakło krótkich dopowiedzeń pomiędzy utworami i żartów. I super, gdyż to tworzy niepowtarzalność koncertu! Oczywiście, to muzyka jest najważniejsza podczas koncertu, ale inne aspekty mogą spowodować, że stanie się on jeszcze bardziej magiczny i na jeszcze dłużej zostanie w pamięci widza. Artystka w pewnym momencie koncertu wytłumaczyła również swoje 10 minutowe spóźnienie. Nie byłaby sobą, gdyby nie zrobiła tego w żartobliwy sposób. Otóż powiedziała, że z racji wieku, tego, że jest coraz starsza, a nie młodsza, to makijaż i całe przygotowanie do koncertu zajmuje jej coraz dłużej. Zdaję sobie sprawę, że opisane przeze mnie anegdotki (które artystka opowiadała podczas koncertu) nie oddają tego, jak to brzmiało naprawdę. Ale musicie mi uwierzyć na słowo, że naprawdę nie raz nie tylko uśmiechałam się, ale wręcz śmiałam podczas tego wieczoru. No coś pięknego! Nie dość, że przez prawie 2 godziny słuchałam magicznej muzyki, genialnego wokalu i niezwykle mądrych tekstów, to jeszcze się uśmiałam. Ah tak, bo właśnie, to trzeba zaznaczyć, koncert trwał dobrze ponad 1,5 h, prawie 2 h, za co również bardzo doceniam i dziękuję, gdyż nie każdy artysta daje tak długie występy.
Warto dodać, że artystce towarzyszył wspaniały zespół, z którym stworzyła wyjątkowo magiczną atmosferę. I mimo, że koncert był akustyczny, był pełen energii i emocji. Kasia Kowalska to wyjątkowa postać na polskiej scenie muzycznej, czego dowodem są m.in. liczne nagrody (Fryderyki, statuetka MTV European Music Awards „Dla najlepszego polskiego artysty”) oraz platynowe, czy złote płyty. Każdemu polecam wybranie się na koncert Kasi Kowalskiej – na pewno nie będą to stracone pieniądze ani czas, a niepowtarzalne wspomnienia!
Koncert był świetną okazją, aby posłuchać ujmujących aranżacji piosenek artystki. Kasia Kowalska wciąż jest jedną z najlepszych wokalistek w Polsce. Jej dyskografia i liczne koncerty mówią same za siebie. Artystka jest w doskonałej formie i przede wszystkim – ma utwory, które są wspaniale odbierane przez publikę! Cieszę się, że w końcu udało mi się wybrać na koncert Kasi Kowalskiej. Kiedyś zorientowałam się, że tak w sumie, to znam więcej jej utworów niż mi się wydawało – to dlatego, że artystka przez lata wylansowała wiele hitów, które często były grane w radiach, a nawet stanowiły ścieżkę dźwiękową w różnego rodzaju filmach.
Jak powiedziała sama Kasia Kowalska, ten wieczór był dla niej i zespołu wyjątkowy, gdyż w Stodole po raz pierwszy grali swoje utwory w akustycznych aranżacjach. A do tego zawsze na warszawskie koncerty artystki przychodzą jej znajomi, co dodatkowo ją stresuje (ale wcale żadnego stresu nie było widać, czuć ani słychać). Dla mnie ten wieczór również był bardzo wyjątkowy, ponieważ, może to wstyd, ale był to mój pierwszy koncert Kasi Kowalskiej na żywo. Obiecuję jednak poprawę, pójdę jeszcze nie raz i nie dwa!


