Od momentu postawienia swojego pierwszego kroku w branży muzycznej, kreował się on na postać niesamowicie kontrowersyjną. Co więcej cały świat ma ochotę skoczyć mu do gardła. Tak należałoby zacząć jakikolwiek artykuł o tym amerykańskim raperze. Ale wiecie co? Nie tym razem. Nie będę próbował tłumaczyć zachowania Kanye’go Westa. Nie obchodzi mnie jego arogancja, bezczelność czy agresywność. Wyrzuciłem całą swoją niechęć i złość. A dlaczego? Teraz muzyka zabrała głos.
Nie można zaprzeczyć jak bardzo istotna dla rozwoju gatunku jest twórczość Westa. Każdy jego kolejny album otwierał nowe ścieżki i bramy w raperskim świecie. A to głównie dzięki ciągłej zmianie estetyki, której dopuszcza się Kanye. Bywały wydawnictwa kompletnie bezpłciowe, ale i genialne. Do tej drugiej grupy należy choćby wizjonerski krążek My Beatiful Dark Twisted Fantasy czy agresywny Yeezus. Po trzech latach przyszedł czas na siódmy album amerykańskiego muzyka, który po wielu perypetiach został zatytułowany The Life of Pablo.
Cała muzyczna przygoda zaczyna się bardzo dobrze. Wszystko dzięki kompozycji Ultralight Beam, która świetnie przypomina nam o tym wizjonerskim rapie z poprzednich płyt. W tejże piosence pełno jest inspiracji muzycznych. Czuć, że piosenka powstała w oparciu o gospel, ciężki bit i podniosły rap. Idąc dalej moją uwagę przykuł utwór Feedback, który ociera się o agresywność z Yeezus. Artysta udowadnia nam jaki to wielki warsztat posiada. Rapowanie rozbudowanych wersów idzie mu świetnie i w tej sprawie nie ma żadnej wątpliwości. Nie znana nam wcześniej twarz Westa ukazuje się w fenomenalnym utworze stworzonym przy współpracy z The Weekndem. Konkretyzując chodzi o piosenkę zatytułowaną FML. Minimalistyczna melodia wspaniale wypada przy wokalach artystów. Bomba wybuchła pod numerem dwunastym, kiedy to zabrzmiało intro do Real Friends. Tego trzeba po prostu wysłuchać. Nie ma chwili odpoczynku, bo za rogiem już czeka na nas Wolves z gościnnym udziałem Franka Oceana. Co prawda utwór jest bardzo specyficzny, jednak na mnie wywarł bardzo duże wrażenie. Być może stało się tak za sprawą właśnie tego wokalisty. Nie ma co tu dużo mówić. Frank wracaj do nas! Zestawienie najlepszych utworów na The Life Of Pablo zamyka oczywiście No More Parties in LA. Choć Kanye wypadł w tym utworze nawet dobrze, to Kendrick Lamar pokazał kto tu tak naprawdę rządzi. Tak charakterystyczne flow cały świat zapamięta na długie lata.
Jak dobrze, że Kanye West jest gościnny. Nie wiem jak wyglądałby ten album bez zaproszonych muzyków. The Life Of Pablo skupia wokół siebie prawdziwą śmietankę. A każdy z współpracowników udowodnił swoją własną klasę. Potencjał pokazali przede wszystkim zaproszeni raperzy. Żaden z nich nie wypadł gorzej od reszty. Silną reprezentację miała też muzyka R&B, bowiem jej szeregi zajęli m.in. Rihanna, Chris Brown, The Weeknd i Frank Ocean. Cóż myślę, że każdy na świecie chciałby mieć możliwość nagrania kompozycji z takimi artystami.
Choć plusów mnoży się z każdym odsłuchem albumu, to nie mogę zapomnieć o klęsce w warstwie tekstowej. Nie raz Kanye West udowadniał, że potrafi dobierać słowa w swojej muzyce. Niestety nie występuje to przy The Life o Pablo. Amerykański twórca porzucił wszystkie podniosłe zwroty. Na tym albumie nie ma już wielkich przemów i oświadczeń. Co więcej tematyka niesamowicie odbiega od tej z poprzedniego albumu. Tym razem Kanye opowiada o tym samym, co wszyscy czyli o pieniądzach i subkulturze. Wydawnictwo The Life of Pablo jest dokładnie takie jak się spodziewano, co oczywiście nie jest komplementem. Jakby się tak zastanowić to temu albumowi najbliżej jest do My Beatiful Dark Twisted Fantasy. A no i ataki w kierunku całego świata wcale nie wzbudzają podziwu.
Skłamałbym gdybym powiedział, że nie czekałem na ten album. Wiedziałem, że będzie on na swój sposób wizjonerski. Tylko ekscytacja powoli umierała gdzieś wśród tych wszystkich bzdur, które musieliśmy wysłuchiwać. Efektem tego był moment, że gdy mogłem przesłuchać już album to uznałem, że to kropla w morzu wszystkich doskonałych wydawnictw hip-hopowych. A do pana Westa mógłbym powiedzieć tylko to, żeby bardziej się skupił na pracy, a trochę mniej na gadaniu. Konkurencja ucieka i to coraz szybciej.


