Po tym jak Julia Marcell wydała nową płytę, w redakcji zgodnie uznaliśmy, że jest to póki co najlepsza polska płyta tego roku. Oczekiwania mieliśmy duże, ale przyznajemy się bez bicia, że to co prezentuje na Proxy bardzo nas zaskoczyło w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jak wypada materiał na koncercie? Tego dowiecie się z naszej relacji i zdjęć które Wam przedstawiamy.
Julia Marcell wystąpiła w Toruniu w ramach trasy koncertowej promującej nowe wydawnictwo Proxy. Choć ma za sobą wydanie kilku świetnych albumów i singli, wciąż wydawała mi się nieco niszowa i lekko niedoceniana ze strony polskich sympatyków. Tę tendencję mam nadzieję, że odwróci najnowsze wydawnictwo, które ku mojemu zdziwieniu zawiera jedynie utwory w języku polskim. I podkreślę to od razu – są to świetne kompozycje. Julia na Proxy pokazuje rzeczywistość opisaną w bardzo chwytliwych tekstach. Nie boi się śpiewać o Internecie, programach typu talent – show, kapitalizmie, świecie z Ikei, tym co nas otacza i tym co się aktualnie dzieje. Nie potrzebuje przy tym niecenzuralnych słów, wszystko jest w stanie opisać za pomocą przepięknych tekstów. Zaledwie osiem utworów albo aż. Z jednej strony szkoda, że nie więcej, a z drugiej mam wielką nadzieję, że już wkrótce usłyszymy kolejne.
Koncertowo trochę się jednak zmieniło, ale wciąż jest ta sama, mocna energia, która towarzyszyła przy trasie promującej Sentiments. Wówczas obserwowaliśmy widowisko trochę psychodeliczne, z długimi pięknymi wstawkami gitarowymi i ciemnymi światłami, w której mrok i szarość grały pierwszy plan. Teraz jest to trochę stonowane na rzecz przekazywania nam tekstów w języku polskim, które każdy z nas jest sobie w stanie przysposobić. Trzeba przyznać, że świetnie się na to patrzy i słucha – Julia po prostu ma wiele odsłon, które chce nam przekazać i w każdej wypada bardzo dobrze. Pojawiają się jaśniejsze światła, masa balonów, które są wysyłane do publiczności.
Julia z zespołem (Mandy Pink-Pong na instrumentach klawiszowych i altówce, Thomsen Slowey Merkel na basie i Thomas Fietz na perkusji) zaprezentowali nam materiał z Proxy przeplatany starszymi kawałkami. Największy odzew ze strony publiczności odbył się oczywiście przy Andrew i Tarantino. Dało się jednak zauważyć, że przy takich utworach jak Tesko, Tetris czy Więcej niż Google ludzie chętnie się bawili i śpiewali wraz z wokalistką. To się ceni, sam przychodzę na koncerty, aby sobie trochę pośpiewać. Nawet Marek (zmieniony w Toruniu na Janusza) okazał się koncertowo świetnym wyborem. Z starszych kawałków usłyszeliśmy też Cincinę (piosenkę, którą mogę słuchać godzinami), świetne Manners, dziką Matrioszkę czy gitarowe i całkiem przearanżowane Lost My Luck. W wielu utworach Julia sama grała na gitarze i to jest coś, co nigdy mi się nie znudzi. Słuchając jej gitarowych wstawek mam wrażenie jest trochę jak polska St. Vincent – świetnie wypada w tym aspekcie. No i wokal, który świetnie się sprawdza w polskich tekstach i nabiera trochę innych barw.
Trasa Julii dopiero się rozpoczęła i jeśli macie okazję pojawić się na jednym z koncertów, koniecznie się na niego wybierzcie. Niektóre z nich zostały wyprzedane, a to znaczy, że w Polsce dopiero teraz następuje mały szał na Julię Marcell, a jej muzyka zostaje w pełni doceniana. Mam nadzieję, że już wkrótce zdobędzie jeszcze większą grupę odbiorców, bo to co robi, zasługuje na wielki rozgłos. Julia – powodzenia!
Zdjęcia – Jakub Molin































