W ciągu swojej blisko już dziesięcioletniej kariery – Julia Marcell – dała poznać się jako świetna autorka tekstów, która znakomicie łączy muzykę popularną z alternatywnym brzmieniem. Swoją twórczością odważnie rozliczała się z własną przeszłością. Opowiadała z sentymentem o dawnych czasach, skupiała się w tekstach na tym, co było. Czwarta płyta artystki przynosi spore zmiany. To pierwsze wydawnictwo, na którym Julia śpiewa wyłącznie po polsku i zostawia historię za sobą. Wokalistka przemierza oraz obserwuje rzeczywistość XXI wieku.

Złożoność muzycznego talentu Marcell robi wrażenie. Olsztynianka (od lat mieszkająca w Berlinie) przyzwyczaiła do tego, że zaskakuje fanów z każdą kolejną płytą. Jej muzykę można śmiało uznać za intrygująca, niejednorodną, nieuchwytną gatunkowo. Artystka pokazała już, że potrafi bawić się różnymi dźwiękami, często z dwóch odległych biegunów. Było spokojnie i nastrojowo (album It Might Like You), melodyjnie oraz zadziornie (June), aż w końcu mrocznie czy surowo (Sentiments). Jak jest tym razem? Zdecydowanie najbardziej przebojowo.
Album PROXY promują oficjalnie dwa utwory. Oba znakomite, oba totalnie różne. Pierwszy singiel Andrew zachwyca smutnym, melancholijnym klimatem, piękną linią melodyczną i nieprzeciętną warstwą tekstową. Wydźwięk utworu jest niezwykle emocjonalny oraz słodko-gorzki. To osobisty apel współczesnej kobiety, przytłoczonej rzeczywistością i codziennym życiem. Przebojowo groteskowe Tarantino chwyta od pierwszego przesłuchania. Marcell trafnie nawiązuje na albumie do wszechobecnej popkultury czy znanych stereotypów. Krytykuje obecną kondycję kapitalistycznego społeczeństwa – głupiejącego, tracącego swoją prawdziwą tożsamość, ulegającego dziwnym modom i trendom. Opowiada o konsumpcjonizmie, samotności, zagubieniu człowieka oraz życiu w cyberprzestrzeni. Tyle gorzkiej prawdy.
Cała płyta robi wrażenie na poziomie tekstowym, ale również wokalnym. Głos artystki zdecydowanie wysuwa się na główny plan (m.in. w utworze Marek), dzięki czemu produkcja oraz instrumentarium nie dominują, a stanowią jedynie przyjemne tło. Zabieg jak najbardziej udany – słuchacz może bardziej skupić się na śpiewie i zaangażować w warstwę liryczną. Melodyjność albumu pomaga w odbiorze, a osiem utworów słucha się niezwykle szybko oraz przyjemnie. Trudno przejść obojętnie obok kompozycji: Tesko, Więcej niż Google albo Tetris. Imponuje także szeroka paleta różnych dźwięków. Na PROXY słyszymy gitary, klawisze, syntezatory czy perkusję. Nie ma jednak mowy o przesycie, album jest świetnie wyprodukowany, a każdy dźwięk idealnie znajduje swoje miejsce.
Alternatywny pop Julii Marcell ewoluuje po raz kolejny. Artystka cały czas dojrzewa i pokazuje nam kolejne karty swojego niezwykłego talentu. Album wyłącznie w języku polskim był strzałem w dziesiątkę. Wielowarstwowość i złożoność tekstów powoduje, że PROXY jest niezwykle szczerym studium o kondycji współczesnego świata. Osiem świetnych utworów. Brawo, Julia.



