MENU

    Jej nie da się nie kochać, czyli Nosowska w Praga Centrum. Relacja Alicji Surmiak

    Te wakacje odbywam pod znakiem koncertów, korzystając z trwającej muzycznej wolności i łapiąc emocje, których tak długo mi brakowało, na zapas. Pojawiam się więc na koncertach tych samych artystów kilkukrotnie, po prostu ciesząc się, że mam taką możliwość. Z Nosowską terminowo było mi dotychczas nie po drodze, dlatego ogromnie się ucieszyłam, że nareszcie, po paru latach będę mogła zobaczyć tę ikonę polskiej sceny ponownie na żywo. Artystka wystąpiła w ramach cyklu koncertów Lato na Pradze 31 lipca. 

    Brak opisu.
    fot. https://www.instagram.com/orbitadzwiekow/

    Nosowską ostatni raz udało mi się zobaczyć jeszcze u boku muzyków z Hey, podczas jubileuszowej trasy zespołu tuż przed zawieszeniem jego działalności. Gdy artystka podzieliła się ze światem BASTĄ – swoim ostatnim solowym krążkiem, nie do końca wpasował się on w mój gust. Dałam mu jednak szansę i byłam ogromnie ciekawa, jak te utwory wybrzmiewają na żywo. I nie zawiodłam się, bo ich aranżacje nadają im nowego życia. Z szczególną przyjemnością bawiłam się do singlowych Ja pas! (do którego teledysk został zrealizowany właśnie w Praga Centrum!) i Nagasaki, ale wspaniale było też zobaczyć wokalistkę u boku syna, Mikiego, z którym wykonała utwór Mówiła mi matka. Nie sposób nie docenić też wyjątkowej ekspresji Nosowskiej podczas kompozycji Dosyć, a dźwięki, które wydała z siebie podczas Kto ci to zrobił? pozostawiły nieopisywalne wrażenie. 

    Miłośnicy starszej solowej twórczości artystki z pewnością też byli usatysfakcjonowani. Nosowska nie szczędziła bowiem w wykonach piosenek sprzed BASTY. Wkroczyła na scenę wykonując poruszający utwór Polska pochodzący z płyty – i nie był to jedyny akcent z tego krążka. Zagrany na drugi bis Rozszczep w zupełnie nowej, bardziej dynamicznej aranżacji powalił na kolana. Ten koncert był jednak prawdziwym – nawiązując do pierwszej piosenki – patchworkiem z niemal całej twórczości wokalistki. Pięknie wypadły Nerwy i wiktoriańscy lekarze (z UniSexBlues), Keskese (z Sushi) czy Pani pasztetowa (z puk.puk). 

    Sama Nosowska to osoba taka, jaką zapamiętałam z koncertów sprzed kilku lat – to kobieta, od której bije najszczersze ciepło i której poczucia humoru nie sposób podrobić. Choć artystka urzeka swoją skromnością, ogromnie doceniam jej komentarze przed niemal każdym wykonywanym utworem. Jej słowa rozjaśniają o czym tak naprawdę są te teksty i dlaczego powstały. Mówi dużo, ale wcale nie chce się, by kończyła. Tym bardziej, że wcale nie wpływa to na muzyczny aspekt jej koncertu – 19 utworów to naprawdę sporo, a determinacja wielbicieli w wołaniu o drugi bis zdaje się najlepiej podsumowywać to wydarzenie: Nosowskiej nie da się nie kochać. 

    Ostatnio opublikowane