MENU

    „Jej koncerty to ogromna radość dla oczu, uszu oraz serca”. Lindsey Stirling wystąpiła w Krakowie. Relacja Dariusza Kozery

    18 września Lindsey Stirling zagrała swój pierwszy z dwóch koncertów w Polsce, które zostały zorganizowane w ramach trasy Artemis Tour. Był to już mój drugi koncert skrzypaczki i powiem szczerze, nie spodziewałem się czegoś tak pięknego. Do wczoraj myślałem, że koncert sprzed dwóch lat w Poznaniu był magicznym doświadczeniem, którego nawet sama Lindsey nie będzie w stanie przebić. Nawet sobie nie wyobrażacie w jak wielkim błędzie byłem.

    Muszę przyznać, że stojąc półtorej godziny przed otwarciem bramek i patrząc na niewielką ilość zebranych osób miałem pewne obawy co do frekwencji. Na szczęście, gdy udało mi się już wejść na krakowską Tauron Arenę, a początek koncertu był coraz bliżej, moje obawy znikały. Na skrzypaczkę czekał cały tłum ludzi, który wypełniał zarówno trybuny jak i płytę. To kolejny dowód na to, że Stirling ma w Polsce tysiące fanów, którzy nawet w środku tygodnia, pomimo różnego rodzaju zobowiązań zrobią wszystko by uczestniczyć w jej koncercie.

    Wydarzenie rozpoczęło się punktualnie. Już od pierwszy zagranych przez Lindsey utworów można było czuć jej radość oraz magię muzyki, którą tworzy. Na scenie towarzyszyła jej dwójka muzyków oraz cztery tancerki. Pomimo iż to skrzypaczka była główną gwiazdą, żadna z osób wyżej wymienionych nie była pominięta. Wszyscy razem tworzyli niezwykłe show, a uśmiech nie znikał z twarzy żadnego z nich. Popisy taneczne każdej z tancerek były na naprawdę światowym poziomie. Wprawdzie nie pojawiały się one w trakcie każdego utworu, jednak gdy to robiły, to naprawdę wzbudzały podziw swoimi umiejętnościami. Oczywiście Lindsey nie stała z boku, tylko uczestniczyła w większości choreografii razem z nimi, a niejednokrotnie wzbijała się w przestworza na specjalnym, okrągłym podnośniku. Najbardziej w pamięć zapadł mi występ, w trakcie którego Lindsey znajdowała się w powietrzu, części jej sukni zwisały niczym szarfy, a tancerki robiły na scenie show bawiąc się wspomnianymi częściami garderoby.

    Jeszcze przed pierwszą przemową Lindsey fani zdążyli gorąco przywitać i zaskoczyć artystkę. Gdy dziewczyna podeszła do mikrofonu wśród fanów można było usłyszeć coraz to głośniejsze „Happy Birthday” oraz „Sto Lat”. Skrzypaczka ewidentnie była wzruszona całym zajściem i serdecznie podziękowała fanom za pamięć o jej urodzinach, które odbędą się 21 września. Późnij Lindsey wprowadziła publiczność w specjalne wydarzenie, które miało miejsce podczas Master of Tides. W trakcie utworu fani głosowali za pomocą okrzyków na to którą z dwóch opcji choreografii chcą widzieć dalej. Wielkim plusem było to, że opcje były z języku polskim. To nie był jednak jedyny ukłon w stronę polskich fanów. Gdy Stirling zmieniała stroje na ekranie pojawiała się krótka animacja oraz opowieść do niej. Osobiście spodziewałem się historii w języku angielskim, jednak gdy usłyszałem polski dubbing byłem w szoku. Niby taki mały gest, a jednak naprawdę wiele znaczy.

    Na setliście koncertowej znalazły się w większości utwory z nowej płyty, jednak nie zabrakło kilku starszych kompozycji. Zgromadzona publika mogła usłyszeć między innymi Elements, Crystallize, Shatter Me czy The Arena. Oczywiście nie mogło również zabraknąć uwielbianego przez fanów Roundtable Rival, podczas którego fani w pełni dali się ponieść emocjom i głośno dawali znać o swojej obecności.

    Poza autorskimi kompozycjami Lindsey artystka postanowiła również zagrać dwa popularne w danym kraju utwory. Na potrzeby koncertu w Polsce skrzypaczka zaprezentowała dobrze wszystkim znane Prawy Do Lewego oraz Autobiografię zespołu Perfect.

    Motywem przewodnim zarówno trasy koncertowej, jak i płyty Artemis jest nadzieja. Lindsey podczas koncertu wielokrotnie wspominała o tym, że mamy nigdy się nie poddawać i pamiętać, że tak jak księżyc, choćbyśmy byli spowici ciemnością, to i tak świecimy jasno i możemy ją pokonać. Motyw ten został wykorzystany przez artystkę w trakcie utworu First Light, gdzie poprosiła nas o zapalenie latarek w telefonach i rozświetlenie całej areny. Trzeba przyznać, że efekt był naprawdę niesamowity. Warto jednak wspomnieć, że fani kilka utworów wcześniej sami wpadli na ten sam pomysł, co sprawiło, że artystka wzruszyła się po zakończeniu utworu. Sytuacja ta miała miejsce w trakcie piosenki Hallelujah z repertuaru Leonarda Cohena. Bez wątpienia był to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów tego wieczoru.

    Na zakończenie koncerty skrzypaczka zaprezentowała fanom utwór Mirage, który jest moim personalnym faworytem z płyty Brave Enough. Drugim utworem była piosenka Guardian, która podobnie jak w wersji studyjnej wzbudziła we mnie ogromną radość i ogrzała moje serce.

    Pomimo iż dwa lata temu byłem zakochany w show, jakie zrobiła Lindsey, to dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że koncert ten spadł na drugie miejsce na mojej liście. Gdybym tylko mógł, to z ogromną chęcią uczestniczyłbym również w koncercie w Warszawie, bo show takie jak to, można śmiało oglądać więcej niż raz.

    Ci z Was, którzy jeszcze nie mieli okazji uczestniczyć w pokazach Stirling powinni to koniecznie zmienić. Jej koncerty to ogromna radość dla oczu, uszu oraz serca. Gwarantuję Wam, że gdy raz weźmiecie w nich udział, to doświadczycie czegoś niesamowitego, co naprawdę trudno jest opisać słowami.

    Dariusz
    Dariusz
    Miłośnik szeroko pojętej muzyki, bez której życie nie ma dla niego sensu. Swoją przygodę z muzyką zaczynał od zagranicznego popu, a z czasem poszerzał horyzonty. Na ten moment żaden gatunek muzyczny nie jest mu obcy. Od kilku lat mocno związany z K-popem.

    Ostatnio opublikowane