„Jednoosobowy band, a szkoda. Wiele na tym traci”. JAIN wystąpiła na Open’er Festival 2019. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Doroty Kutnik

Co jakiś czas organizatorzy Open’era serwują nam francuskie akty. Tym razem padło na Jain. Oto nasz krótki komentarz.

Jain znana jest w Polsce dzięki jednej z reklam, w której zasłynęła jej piosenka. Od tamtego czasu w naszym kraju kojarzona jest głównie z tego, a szkoda, bo wydała całkiem niezłą płytę. Nie jest ona łatwa i prosta, ale znajdziemy na niej wiele nawiązań i tradycji, przez co staje się jeszcze piękniejsza.

Jej występ można by ocenić naprawdę wysoko, ale mam jedno ale. Jain przyjechała do Polski praktycznie sama i nie miała ze sobą zespołu. Jej występ aż się prosił o rytmiczną perkusję, dzikie basy czy chociażby inne, żywe dźwięki instrumentów. Tego zabrakło i to jest największy minus tego koncertu. Jest chyba na tym etapie kariery, że koncertując mogłaby się zaopatrzyć w muzyków. A tak dostajemy Jain samą na wielkiej scenie, która dwoi się i troi aby ją zapełnić. Udało się częściowo, ale głównie dzięki jej charyzmie i umiejętnym poruszaniu się po scenie.

Trzeba też przyznać, że ma niezły kontakt z publicznością, a schodzenie do niej i nagrywanie ich głosów okazało się świetnym pomysłem. Sama zainteresowana poczuła się chyba zastydzona i chwilami trudno było jej aż śpiewać.

Jain! Czekamy na koncert solowy!

Czytaj również