Jarecki – Za wysoko (2017), recenzja Macieja Muszyńskiego

0
326

Jarecki to osoba powiązana ze światem hip hopowym, jednak nie zamyka się tylko w ramach muzycznych jak i tekstowych, wyznaczonych przez ten gatunek. Jego najnowsza produkcja dowodzi doskonale, że jednostajność i monotonność w tworzeniu muzyki nie jest najlepszą ścieżką rozwoju. Jeżeli satysfakcjonuje kogoś poprawność możne w tym trwać, jednak by być coraz lepszym należy próbować nowych rzeczy. Niekiedy nawet kosmetyczne poprawki dostarczają nowej wiedzy i doświadczeń, co potem przenosi się na całokształt twórczości.

Tworzenie płyty zajęło Jareckiemu 3 lata, więc można domniemać, że każdy utwór został skonstruowany bardzo dokładnie i każdy potencjalny słuchacz powinien znaleźć tu coś dla siebie. Muzyk zawarł na płycie swoje 20-letnie doświadczenie poparte wieloletnią współpracą m.in z Grubsonem czy BRK. Jak sam mówi jest to jego największy i najważniejszy projekt, który uznaje za swoją najbardziej dojrzałą produkcję. Słysząc takie słowa możemy spodziewać się wiele po tym krążku i postawić mu wysoko poprzeczkę.

Jarecki świetnie łączy ze sobą różne style muzyczne co sprawia, że cała kompozycja staje się przyjemna dla ucha i nie jest męcząca w odbiorze. Nie jest to monotonny krążek, na którym usłyszymy tylko ciężkie hip hopowe brzmienia i ten fakt może sprawić, że album Za wysoko może stać się dla Ciebie warty uwagi.

Podzieliłem wszystkie utwory na trzy style, które udało mi się usłyszeć na tej płycie, i które według mnie nadają jej kolorytu.

  • Soul – Za wysoko, Lepiej, Kochanie, Porozmawiaj ze mną, Mogę Ci dać, Twoje tematy

Te kawałki ewidentnie wprowadzają nas w klimat dojrzałości, która jest tematem przewodnim tej płyty. Odczuwamy w nich emocje, które chciał nam przekazać autor. W tą koncepcję najlepiej wpisuje się utwór Kochanie, gdzie można usłyszeć słowa o miłości i uczuciach skierowanych w stronę drugiej połówki. Charakterystycznego klimatu nadaje dodatkowo gitarzysta Robert Cichy (współpracujący z Jareckim również na poprzedniej płycie), który kończy utwór delikatnymi, a zarazem mocnymi pociągnięciami strun.

  • Funk – Zróbmy to, Ja chcę tylko funk, Dajesz, Zioła, Zamieniam się w słuch

To jest zdecydowanie ta strona, z której kojarzymy Jareckiego grającego z Grubsonem czy w 3odzie Kru. Tymi utworami chce przypomnieć, że mimo tego, że przez 3 ostatnie lata tworzenia płyty dużo się zmieniło, to jednak tworzenie funkowych numerów ze świetnym feelingiem nadal jest mu bardzo bliskie. Myślę, że po przesłuchaniu kawałka Zioła będziecie wiedzieli o czym piszę. Dodatkowo można tu usłyszeć małą domieszkę reggae, która sprawia, że zaczynamy tupać nogą jeszcze żwawiej.

  • Hip hop – Obok, Dystans, Matrix, Kompas, Ten sam lot

Tutaj natomiast mamy do czynienia z powrotem do korzeni oraz do wcześniejszej płyty, z takimi utworami hip hopowymi jak Powstań czy Otwórz Szeroko Oczy. Uważam, że z tego zestawienia najbardziej pasuje tu singiel Ten sam lot, nie tylko ze względu na to, że na nagraniu pojawiają się Ten Typ Mes i Grubson, ale też na to, że w linii melodycznej słyszymy dźwięki z konsolety, nie ma żadnych dęciaków czy gitary.

Żeby całokształt mojej recenzji nie wyszedł aż nadto kolorowo, znajdzie się jedna rzecz, która mogłaby wymagać poprawki. Widać, że do współtworzenia płyty Jarecki starannie dobrał artystów. Znajdziemy przecież tutaj Marikę, Grubsona, Roberta Cichego i Tego Typa Mesa. Nie do końca jednak odpowiada mi postać Eldo – rapującego w utworze Dystans – która mimo swoich zdolności jest tutaj zbyt kontrastowa. Chociaż możliwe również, że aby zrozumieć ten wybór potrzebuję nabrać tytułowego dystansu.

Szkoda, że artyści tego pokroju co Jarecki, którzy działają na polskim rynku od lat, a do tego tworzą świetne materiały, nie znajdują dużego uznania wśród słuchaczy spoza ich kręgów. Wiem, wiem o gustach się nie dyskutuje, ale może właśnie dlatego na tej płycie pojawiło się mnóstwo różnych muzycznie i lirycznie utworów. Każdy słuchacz może znaleźć tu dla siebie chociaż jeden utwór, który będzie mógł przerabiać od rana do nocy. Mimo tego, że można dopatrzyć się jednego małego niedociągnięcia, tak w mojej ocenie Za wysoko to jedna z lepszych polskich produkcji jakich miałem przyjemność słuchać w tym roku. Chociaż nie wiem czy słowo słuchać jest w tym przypadku adekwatne, ja się po prostu naprawdę dobrze bawiłem.