Jan Bo – Kawa i dym (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

1
474

Raczej nie ma w Polsce osoby, która nie zna takich przebojów jak Mniej niż zero, Zamki na piasku czy Zostawcie Titanica. Tak samo jak każdy zna zespół Lady Pank i jego wokalistę Janusza Panasewicza. Jednak nie byłoby tego zespołu gdyby nie, zwykle drugoplanowy, gitarzysta Jan Borysewicz. To właśnie za jego sprawą od ponad 30 lat powstają hity Lady Pank. Wszystko byłoby w porządku, gdyby taki sam sukces odnosiły solowe płyty Borysewicza. Kilka dni temu ukazał się piąty krążek spod znaku Jana Bo zatytułowany Kawa i dym. Jednak słuch po nim zaginął…

Cały problem tkwi chyba w tym, że o ile kompozycje obu projektów są zbliżone, to na albumie Kawa i dym brakuje siły wokalu. Słuchając utworów Lady Pank muzyka jest muzyką, jednak Janusz Panasewicz nadaje jej sporo charakteru. Natomiast na najnowszym krążku solowego projektu Borysewicza nie czuje się odzwierciedlenia melodii w wokalu. Janowi Bo zdecydowanie lepiej wychodzi tworzenie muzyki niż solowy śpiew.

Wyjątkami od reguły są utwory, w których swój udział mają rozmaici goście. Na płycie pojawiają się bowiem Igor Herbut, Piotr Cugowski, Damian Ukeje ora Ruda z zespołu Red Lips. Cztery wyraziste wokale, które sprawiają, że w tych pojedynczych momentach krążek staje się interesujący. Z tej grupy delikatnie wyróżnia się utwór Jeśli Tam Nie Ma Nic z udziałem wokalisty zespołu LemON, gdyż jako jedyny nie jest typowo rockową kompozycją. W pozostałych featuringach jak Bananowy Dżem, Zawsze Można Dalej, Zostanę z Tobą na Zawsze oraz Farby Piekła, pojawiają się rockowe pazury, słyszalne zarówno w muzyce jak i wokalach.

Na tle kompozycji, w których usłyszymy głos Jana Borysewicza nie można nie zwrócić uwagi na utwór Odczep się Kostucho. Gitara chodzi tam jak idealnie wyjęta rodem ze starych rock’n’rollowych melodii. Dlatego zamiast promować płytę dość słabym singlem Na Drugi Raz, Borysewicz powinien skupić się na takich perełkach. Przynajmniej wtedy nikt nie odbierze mu tytułu jednego z najlepszych kompozytorów w tym kraju. Drugą, jednak tylko muzyczną perełką, jest kawałek Trzy Wiadomości. Gdyby tylko zmienić wokal, byłby to kolejny przebój spod znaku Jana Bo.

Odnoszę jednak wrażenie, że cała tracklista albumu powinna być przekształcona. Początkowe utwory jak Na Drugi Raz, Znów od Początku czy tytułowy Kawa i Dym są tą słabszą częścią krążka. Jeśli ktoś zasiądzie do odsłuchania całości, może zniechęcić się po kilku pierwszych piosenkach i nie dotrwać do późniejszych, naprawdę ciekawych kompozycji.

Jedno, czego nie można odebrać Janowi Borysewiczowi w żaden sposób, to perfekcyjnie brzmiące gitary. Poza tym, tych dźwięków nie można przypisać żadnemu innemu gitarzyście. Żałuję, że solowy projekt Jana Borysewicza trochę odbija się echem i znika w cieniu Lady Pank. Słuchacze bardzo często nie są świadomi, że ten genialny kompozytor tworzy coś poza najlepszymi przebojami LP.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.