Jamie xx – In Colour (2015), Recenzja Kacpra Rogalewskiego

Słuchacze elektroniki nie mają konkretnych oczekiwań wobec swoich ulubieńców. Nikt nie wiem czego można się spodziewać po artystach reprezentujących ten nurt muzyczny. Spowodowane jest to tym, iż elektronika niesie za sobą morze możliwości. W tym gatunku muzycznym liczy się siła kreatywności i umiejętności odnalezienia nowych  dźwięków. Istnieje taki stereotyp, iż taka muzyka tworzona jest bez jakiegokolwiek wysiłku, a koncerty polegają na odtwarzaniu muzyki z pen drive’a. Jednak to jest bardzo żmudne myślecie, bowiem ci twórcy to bardzo często również producenci, kompozytorzy czy nawet twórcy całego zaplecza muzycznego. Takie wykształcenie jest wręcz gwarantem świadomości muzycznej.

Jamie xx jest już artystą znanym szerszej publiczności. Bowiem większość kojarzy go z popularnego trio The xx. Z sukcesem muzyk nagral ze swoimi przyjaciółmi aż dwie studyjne płyty. Przygoda z zespołem na pewno zapewniła mu ogromny bagaż doświadczeń. To widać też na jego najnowszym, a zarazem debiutanckim albumie In ColourLongplay ten jest niesamowicie dojrzały i przemyślany. Jamie xx przedstawia się nam jako nieświadomy swojej muzykalności artysta. Wsłuchując się w muzykę poznajemy nieśmiałego artystę, którego niestety  chyba przerasta własna dojrzałość estetyczna.

Cały album jest niesamowicie przesycony dźwiękami. Od cymbałek po trapowe dźwięki.  Jamie xx jako perkusista wyniósł swój instrument na pierwszy plan. Pewnie dzięki temu wszystkie utwory z płyty są bardzo rytmiczne oraz wbrew pozorom pobudzające. Album otwiera największa niespodzianka całego wydawnictwa czyli utwór pt. Gosh. Piosenka, która dzięki swoim surowym dźwiękom bardzo szybko przekonuje, iż warto zapoznać się z całym krążkiem. A pod numerem drugim niesamowicie unikatowy utwór czyli Sleep Sound. Zdecydowanie jest to najciekawsza kompozycja pod względem instrumentalnym. Nie trudno jest doszłyszeć się w niej ogromnego wachlarza aparatów muzycznych. Połączeniem tych dwóch kawałków ma miejsce w utworze Obvs. Który jest dowodem na to, że Jamie xx wciąż bawi się każdą melodią. A do tego jest artystą, który ciągle poszukuje nowy ciekawych rozwiązań.  Najbardziej zaskakującą częścią tego lonplaya z pewnością jest utwór I Know There’s Gonna Be (Good Times). Piosenka w zestawieniu z resztą kompozycji  wypada wręcz absurdalnie. Pozornie utwór ten nie ma żadnego związku z twórczością artysty. Jednak to cały czas jest ten sam artysta. Muzyk, który cały czas niesmiało mówi o swoich emocjach artystycznych. Całą historię kończy utwór Girl. Wówczas na samym zakończeniu albumu możemy usłyszeć piosenki będące bardzo charakterystyczne schematy Jamiego XX. Jest to po prostu klasyczna estetyka perkusisty z brytyjskiego zespołu. Pomimo różnic każda piosenka ze sobą współgra tworząc ogromną przygodę po elektronicznym świecie. Artyści elektroniczni bardzo chętnie funkcjonują jako twórcy niezależni. Dzięki temu są mniej narażeni na wymagania wielkich wytwórnii. Tak jest też w przypadku debiutu Jamiego xx. Przesłuchują cały album można poczuć, że ten krążek jest rzeczywiscie w pełni autorski i autentyczny.

Jamie xx podczas tworzenia albumu In Colour uzykał pełną aprobatę swoich kolegów z zespołu. Ponadto Oliver oraz Romy kilkukrotnie wspierają wokalnie przyjaciela. Owocem całej współpracy są takie utwory jak  Loud Places, SeeSaw czy Stranger in a Room. Te piosenki zdecydowanie spowalniają cały album wszczepiając maleńki pierwiastek stylistyki zespołu do świetnego debiutu Jamie xx. Wydaje mi się, że są to najbardziej dopracowane utwory na płycie In Colour. Podczas tych dźwięków nie ma miejsca na jakikolwiek błąd. Co dowodzi nam, że Jamie xx  przyjął maskę perfekcjonisty podczas tworzenia jego najnowszego wydawnictwa. Mogłoby się odnieść wrażenie, że skoro te utwory są takie perfekcyjnie to nie mogą być autentyczne. Otóż w żadnym wypadku. Każdy krok podjęty na tym albumie jest zanalizowany i rozsądny. Ostatecznie słuchacz otrzymuję po prostu pełno miłych dla ucha kompozycji.

Płyta poza świetnymi piosenkami jest także niezwykle dobrze przygotowana od strony producenckiej. Jamie xx jako także producent wspaniale dopracował każdy szczegół na In Colour. Na tym krążku nie ma miejsca na wersje demo czy niezaadoptowane dźwięki. Wszelkie instrumenty brzmią nieskazitelnie czysto. Osobiście uważam, ze to właśnie to jest największy plus tego wydawnictwa. Młody artysta z Londynu z ogromnym szacunkiem dla swoich odbiorców podarował im perfekcyjnie przygotowane dzieło.

Niestety kompletnie niepotrzebne są takie utwory jak Just Sayin oraz The Rest in Nose. Uważam, że te dwie kompozycje niezwykle usypiają czujność i uwagę obiorcy. Oba utwory nie niosą za sobą jakiejś ogromnej wartości tylko stanowią formę pewnego odpoczynku dla każdego z nas. Momentu odetchnięcia przed odkryciem kolejnych kart przez Jamiego. Nie można odmówic albumowi klimatu. Tylko niestety czasami ta cała otoczka jest nad wartością muzyczną. Świetnie przygotowane zaplecze ginie gdzieś w ciemnej i mrocznej otchłani stworzonej na potrzeby wykreowania albumu. To jest największy błąd jaką popełni twórca tworząc dźwięki.

In Colour to  bardzo ważny album w świecie muzyki popularnej. Bowiem jest to wydawnictwo, które trochę szerzej otworzyło nam oczy na elektorniczną muzykę. Wydaje mi się, że takie właśnie było zadanie tego krążka. Jamie xx chciał na pokazać wszystko co mu w duszy gra. Nie przejmując się różnicami w brzeminiu czy potrzebami rynku. Dzięki In Colour poznajemy co możemy doznać w wielkim świecie pełnego potencjału i dojrzałości czyli w elektronice.

 

Czytaj również