MENU

    James Bay zagrał w legendarnym Shakespeare’s Globe. Relacja Darii Radomskiej

    Choć nadeszły trudne czasy dla nas wszystkich, co raz częściej pojawiają się akcje, dzięki którym kultura na świecie nie pozostaje tylko i wyłącznie mglistym wspomnieniem. Koncerty on-line dają namiastkę normalności, co jest teraz tak bardzo potrzebne. Jak to jest uczestniczyć w takim wydarzeniu? Czytajcie dalej!

    Shakespeare’s Globe jest rekonstrukcją Globe Theatre, teatru elżbietańskiego, dla którego William Shakespeare pisał swoje sztuki. Znajduje się on w Londynie, na południowym brzegu Tamizy. 21 października w tym miejscu z tradycją wystąpił James Bay, kojarzony z utworów takich jak Hold Back The River, Let It Go, czy najnowszego hitu Chew On My Heart.

    Miałam już okazję widzieć artystę na żywo, w związku z czym bardzo ucieszyłam się na ten koncert. Dawka energii, charyzmy i radości jaka bije z jego występów pozostawia bowiem uśmiech na twarzy na długi czas.

    Punktualnie o 21 zostaliśmy przeniesieni do świata muzyki, dostępnego na wyciągnięcie ręki. Całość rozpoczęło intro, wykonane solo przez artystę bez towarzyszenia innych muzyków. Z gitarą w dłoniach, James wykonał utwór Scars, pochodzący z jego debiutanckiego albumu Chaos and the Calm. Piosenka była doskonałym wprowadzeniem do tego, co miało dopiero nadejść.

    Na początek usłyszeliśmy balladę Peer Pressure, która w oryginale wykonywana jest w duecie z Julią Michaels. Po delikatnych, romantycznych dźwiękach pojawiła się petarda – najnowszy singiel artysty, czyli będący wspomnieniem lata utwór Chew On My Heart. Później kolejno pojawiły się Us, Let it Go oraz If You Ever Want to Be in Love, które przygotowały drogę kolejnej perełce – Break My Heart Right. Ten niezwykle emocjonalny utwór został zaśpiewany przez wokalistę przygrywającego sobie na pianinie.

    W jednym z wywiadów James Bay powiedział, że chciałby robić to, czego nauczyli go Prince i Dawid Bowie: zaskakiwać ludzi, być istotnym, a także ewoluować. I tutaj, na koncercie on-line, pojawił się również element zaskoczenia. Mogliśmy posłuchać coveru jednej z moich ulubionych, choć dość popularnych, piosenek BowiegoLife On Mars?. Również w tej wersji utwór przyniósł ciarki na całym ciele!

    Trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że wirtualne koncerty pozbawiają wydarzeń pewnej warstwy emocjonalnej. Siedząc przed ekranem ciężko ekscytować się ulubionym utworem, choć na pewno i takie przypadki się zdarzają. Jedną z takich piosenek jest dla mnie Pink Lemonade, pochodząca z ostatniego longpleja muzyka, Electric Light (2018). Energia tego utworu sprawia, że człowiek ma ochotę tańczyć, nawet jeśli znajduje się wyłącznie w swoim pokoju, nie na koncertowej sali. Podobnie jest z Craving czy nieco spokojniejszym, lecz równie ekspresyjnym kawałkiem Wild Love, które wybrzmiały w następnej kolejności.

    Na koniec artysta wraz z towarzyszącym mu całym zespołem wykonali pochodzące z debiutanckiego albumu Best Fake Smile. Wisienką na torcie była najbardziej popularna piosenka, dzięki której świat poznał tego wtedy długowłosego chłopaka w kapeluszu i z gitarą na plecach. Mowa oczywiście o Hold Back The River, bez której ten wieczór nie mógł się obyć.

    Całość, pomimo tego jakże trudnego dla nas wszystkich czasu, wywołała na mojej twarzy nie mały uśmiech. Sprawiała wrażenie intymności dzięki artystom siedzącym w okręgu. Poniekąd można było odnieść wrażenie, że uczestniczy się fizycznie w tym pięknym wydarzeniu. James Bay wielokrotnie pomiędzy utworami wypowiadał się o fanach, jakby faktycznie tam byli. Dziękował i cieszył się, że ma możliwość zagrać dla wielu osób, chociaż w nieco innej formie. Pozostaje nam wspierać branżę muzyczną i mieć nadzieję, że już niedługo sytuacja się ustabilizuje i będziemy mogli zobaczyć swoich ulubionych artystów na żywo, nie tylko na ekranie.

    Daria Radomska
    Daria Radomska
    Zawieszona pomiędzy alternatywnym graniem a zdecydowanymi krzykliwymi wokalami. Zakochana w rocku lat 80tych. Na pewno spotkasz mnie na jakimś koncercie!

    Ostatnio opublikowane