MENU

    Jak rozmawiać muzyką, czyli „Swobodnie Tour” Ani Karwan w Warszawie. Relacja Kamila Chromego

    Piątkowy wieczór przepłynął pod znakiem swobodności, ponieważ to właśnie wtedy w teatrze Palladium swój koncert zagrała Ania Karwan. Warszawski występ był zwiastunem nowego materiału oraz jednym z ostatnich wydarzeń z jesiennej trasy wokalistki.

    Pierwsze co zobaczyłem wchodząc na salę koncertową to fakt, że nie będzie to zwykły występ, gdzie artysta gra na scenie, a ludzie stoją pod bramkami i razem z nim szaleją – cała sala wypełniona była miejscami siedzącymi, co dawało bardzo kameralny nastrój.

    Koncert podzielony był na trzy części, o czym informowała nas sama autorka. Pierwsza z nich to taki wstęp do wszystkiego. Ania zaczęła od piosenki, z której wzięła się nazwa trasy, czyli „Swobodnie” i od razu jej głos zaczarował publiczność. Ale nie tylko śpiew się liczył, ponieważ artystka przed kolejną piosenką skierowała parę słów do publiczności. Opowiedziała o tym, dlaczego artyści zazwyczaj boją się grać w Warszawie i dlaczego postanowiła, że sama nie będzie odczuwać już tego strachu. Wspomniała też o nowej płycie, która pojawi się w 2023, a ten koncert to jej przedsmak, bo oprócz piosenek z debiutanckiej płyty usłyszeliśmy również te, które dopiero zadebiutują.

    Drugą część zaczęła piosenka „Czarny Świt”, która wiąże się z przykrymi wspomnieniami. Piosenkarka kazała każdemu zachować te osobiste sprawy w sobie aż do końca piosenki, kiedy to symbolicznie mieliśmy krzyknąć i wysłać te przykrości w przestrzeń, aby zniknęły na zawsze. Nie powiem było to przekonujące i bardzo emocjonalne dla słuchaczy. Piosenka ta była też rozpoczęciem the best of z pierwszej płyty, ponieważ zaraz pojawili się „Głupcy”, a później oczywiście „Słucham Cię w Radiu Co Tydzień”, która podbiła serca słuchaczy, a Ani pozwoliła wygrać festiwal w Opolu. Co ciekawe artystka przytoczyła anegdotę, że piosenka za pierwszym razem wydawała jej się w ogóle niepasująca do płyty i za trudna dla niej, a jeden z twórców przewidywał nawet, że będzie najczęściej odtwarzana… ale na weselach. Na szczęście oprócz wesel piosenka była częstym gościem w radiostacjach i pozwoliła na większy rozgłos, na który od dawna Ania zasługiwała.

    Trzeci akt rozpoczęły istnie karnawałowe dźwięki, które niestety zapowiadały koniec koncertu. Publiczność już przy „Głupcach” postanowiła, że to czas by wstać z krzeseł i bawić się razem z Anią, więc w ostatniej części sala zamieniła się w mini parkiet. Jako finałowy utwór na scenie wybrzmiały „Papierosy”, za który piosenkarka podobno o mały włos nie wyleciała z wytwórni. Dobrze jednak, że tak się nie stało, bo singiel jest naprawdę przyjemny i przyznam się, że mam go w swojej codziennej playliście. Po tym utworze publiczności było zdecydowanie za mało, więc na bis wokalistka zaśpiewała jeszcze dwie piosenki, które otwierały trasę, przez co wielką klamrą zamknęła cały występ.  

    Muszę przyznać, że koncert Ani Karwan zdecydowanie mnie zachwycił. Czułem się jak na prywatnym występie, gdzie Ania gra dla zaufanych ludzi. Myślę, że fanów piosenkarki zdecydowanie można nazwać zaufanymi ludźmi, ponieważ wokalistka wiele razy ze sceny dziękowała za wszystko co jej się przytrafiło. Widać było, że to działa również w dwie strony, ponieważ gdy Ania śpiewała te mniej znane utwory jak „Babilon” to na sali było słychać śpiewy, ale nie tylko, ponieważ były też śmiechy, łzy, a panie obok mnie z każdym utworem wykrzykiwały kocham tę piosenkę!

    O czym warto wspomnieć, to o tych melodiach, których jeszcze nigdzie nie znajdziemy. Nowe utwory na czele z najnowszym singlem „Kiedy mrugam” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i wzbudziły apetyt na nową płytę, którą z chęcią już bym sobie włączył. Było trochę o miłostkach, trochę o skowronku i o rzeczach ważnych i osobistych. Zdecydowanie i w piosenkach i na koncercie dominował motyw „swobodnie”, bo wszystko było takie piękne, niewymuszone i dopracowane. O głosie Ani chyba nie muszę wspominać, bo kto widział choć jeden występ wie jak genialną jest wokalistką. Podobała mi się też minimalistyczna scena z motywem białej róży, która idealnie pasowała do całości oraz gra świateł. Nie zapominajmy też o całym zespole, który pięknie dopełnił głos wokalistki, a w którego skład wchodzą Piotr Bogutyn, Bartosz Śniadecki, Michał Piotrowski oraz Michał Burzymowski.

    Niestety z trasy Swobodnie został już tylko jeden koncert, więc tym, co mają czas i chęci serdecznie polecam, a tych, co jeszcze nie byli to przy następnej trasie proszę od razu kupować bilety.

    Ostatnio opublikowane