J. Cole – Born Sinner (2013), recenzja Kamila Gajdka

Jeżeli chodzi o rap to jestem niesamowicie wymagającym słuchaczem. Kolejni raperzy wylatują z mojego nośnika szybciej niż ministrowie z gabinetu obecnego premiera. Kiedy do zrecenzowania dostałem J. Cole’a od razu pomyślałem o tym strasznie ckliwym utworze Work out, który Pan Jermaine poczynił dwa lata temu. Oj chłopcze, ale Cię zaraz zdissuję – pomyślałem!

Nie znoszę takich numerów. Refren jest zapożyczony z utworu Pauli Abdul – Straight Up, a oliwy do ognia dolewa klip, gdzie Cole podrywa jakąś dziewczynę obok boiska do koszykówki! WTF?! Jesteśmy rówieśnikami panie kolego, a Ty czynisz klip o jakim ja marzyłem w 8 klasie podstawówki gdy miałem fryzurę na grzybka wzorowaną na New Kids on the Block?!

Jermaine Lamar Cole (Lamara jednego już mamy, stąd pewnie J.Cole) jest wykształconym człowiekiem, ukończył prywatną uczelnię w Nowym Jorku z wyróżnieniem, ojciec służył w marynarce wojennej, przypuszczam, że to grzeczny chłopak, który raczej by uciekał przed panami z N.W.A. na przykład. Dwa lata temu znakomicie zadebiutował płytą Cole World: The Sideline Story, która otworzyła mu wrota do świata biznesu, pieniędzy i dziewczyn (już nie musi ich poznawać na boisku do koszykówki.) Mało tego, należy do labelu Roc Nation, czyli pieczę nad nim sprawuje Jay-z, przepraszam, bez myślnika przecież… Jay Z. Ma Cole, więc wszystko by robić naprawdę porządny rap, co zatem zrobił na nowej płycie Born Sinner?

W rapie cenię sobie kilka rzeczy: flow/technikę, teksty oraz rzecz jasna bity/podkłady czy jak tam kto woli nazywać muzykę w tym gatunku. J. Cole wyprodukował ten album sam i tak naprawdę, wystarczy pierwszy numer Villuminati by stwierdzić, że producentem jest dobrym. Kolejne numery są zróżnicowane, ale utrzymane w podobnym klimacie i trzymają poziom. Szczególnie przyjemnie się słucha utworu, który doczekał się video, a mowa tu o Power Trip gdzie gościnnie pojawił się Miguel. Tutaj też pokazuje, że dysponuje niezłym flow, potrafi zanucić, zwolnić, przyspieszyć, rymy poskładane też całkiem, całkiem. Pierwszy punkt dla Cole’a. Przy okazji jakby ktoś chciał wiedzieć co jest samplowane w tym kawałku to proszę sobie na youtube sprawdzić: Hubert Laws – No More (zacne sample!)

J. Cole – Power Trip

J. Cole wybił mi jednak wszystkie argumenty przeciw niemu dwoma utworami. Pierwszy to Runaway (niesłychanie klimatyczny kawałek z wpadającym w ucho samplem), drugi to Rich Niggaz (refren!!!) według mnie dla tych dwóch utworów warto kupić płytę.

J. Cole – Runaway

http://www.youtube.com/watch?v=aYZszB_PB1g

J. Cole – Rich Niggaz

http://www.youtube.com/watch?v=F6jKKVwqRug

Płyty się słucha naprawdę dobrze, wybrałem utwory, które mnie najbardziej przypadły do gustu, ale tak naprawdę ciężko znaleźć słabe strony (chociaż miałem taki plan). Pamiętajmy też, że ten rap to mainstream, ma się dobrze sprzedawać i okupować czołówki list sprzedaży, a mimo wszystko brzmi trochę jak undergroundowa produkcja, co osobiście uważam za plus albumu. Nie ma tu hitów na siłę, z refrenami w stylu Rihanny (ram pa pa pam, ela ela, ela itp.), no może Ain’t that some shit jest słabym ogniwem, ale tutaj za to mamy popis flow rapera.
Jeszcze jedna rzecz warta uwagi. Nas usłyszał kiedyś utwór Work out i go skrytykował (tu się rozumiemy w 100%). J. Cole postanowił nagrać utwór Let Nas Down, który nie jest w żadnym wypadku dissem, a wręcz przeciwnie, opowiada o tym jak zawiódł swojego rapowego guru. Brawo za pokorę i pomysł!

J. Cole – Let Nas Down

http://www.youtube.com/watch?v=bLF39513uwM

Podsumowując. Solidna dawka rapu, ze znakomitymi bitami. Plusy ogromne za utwory Runaways, Rich Niggaz i największy za pomysł w Let Nas Down. Ocena zawyżona bo J. Cole mi mocno utarł nosa tą produkcją.

j cole born sinner

Czytaj również