Iza Kowalewska – Pod dachami Paryża (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Iza Kowalewska po roku ciężkiej pracy powraca do nas z najnowszą płytą. Album jak sama wokalistka mówi jest hołdem dla muzyki francuskiej. Coś w tym jest, ponieważ już po pierwszym przesłuchaniu Pod Dachami Paryża, odniosłem wrażenie, że znalazłem się w paryskim pubie, gdzie w powietrzu unosi się dym wydobywający się z cygar, na stole stoi lampka wina, a scena należy do Izy Kowalewskiej. Nie pozostało mi nic innego, jak zaprosić Was do tego lokalu.

Polski naród od zawsze kochał muzykę francuską. Początkowo była to twórczość Edith Piaf, później Joe Dassina, a teraz Indila i Louane. Jestem pewien, że w naszym kraju znajdują się miliony fanów romantycznych brzmień znad Sekwany. Do grona tych osób zalicza się Iza Kowalewska, która zauroczona zachodnią muzyką, postanowiła nagrać płytę, która skupia się wokół tych brzmień.

Płytę Pod Dachami Paryża otwiera kompozycja Jak Wosk. Utwór świetnie pokazuje w jakich klimatach utrzymana jest reszta albumu, tworzy idealny wstęp do całości. Muzyka, która stanowi tło całej piosenki, od razu skojarzyła mi się z ulicznymi grajkami. Jest prosta, a piękno tkwi w prostocie. Pozwala na pierwszy plan wysunąć się nieziemskiemu wokalowi Izy. Najbardziej klimatycznym utworem jest Paroles, Paroles. Jedyna piosenka, w której występuje ktoś, oprócz Kowalewskiej. Gościnnie w kompozycji udziela się polski poeta i śpiewak – Adam Strug. W kawałku na zmianę przeplata się wokal Izy i recytujący głos wcześniej wspomnianego artysty. Jest to spokojny numer, jednak nie można mówić tu o nudzie. Wręcz przeciwnie. Słuchając ten utworu, można zamknąć oczy, zrelaksować się, rozmarzyć i zapomnieć o bożym świecie.

W swoich recenzjach lubię szufladkować utwory. Do jednego worka wypada tutaj wrzucić Tak Czy Nie i Asfaltowe Country. Dwie piosenki, które budzą u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony posiadają ładne teksty, które równie dobrze komponują się z melodią i głosem Izy. Z drugiej strony jednak pozostawiają ogromny niedosyt ze względu na fakt, że wspomniane kompozycje trwają zaledwie ponad dwie minuty.

Po sześciu naprawdę dobrych, romantycznych, radosnych i smutnych utworach natrafiamy na piosenkę, która zupełnie odstaje od reszty albumu ze względu na swoją jakość. Karuzela oprócz tekstu, nie ma w sobie niczego porywającego, czegoś, co mogłoby zachwycić moje ucho i podbić serce. Wolałbym słuchać Pod Dachami Paryża bez tej kompozycji. Ciekawy jednak jestem, jakby ten utwór brzmiał w innej aranżacji.

Nieodłączną wizytówką każdej płyty są single. Jak na razie trzeci album Izy Kowalewskiej promuje jeden utwór i jest nim Los Jak Zegar. Jeszcze w ubiegłym roku do tej piosenki ukazał się teledysk, a sama wokalistka zaśpiewała go w programie Must Be The Music, w którym zachwyciła publiczność i jury. Nigdy nie przypuszczałbym po odsłuchaniu tego kawałka, że reszta materiału na krążek zostanie nagrana w klimatach francuskich. Spekulowałem, że nowa płyta będzie jeszcze lepszą wersją ostatniego popowego albumu Nocna Zmiana Kobiet.

Wisienką na torcie jest Wenus Z Milo. Najpiękniejsza ballada na całej płycie. Spokojny głos artystki niesie w sobie wiele emocji, muzyki mogłoby tutaj nie być, ponieważ nie zwraca się na nią uwagi. Na pierwszy plan wysuwa się wokal Kowalewskiej, która maluje dźwięki swoim głosem. Warto wsłuchać się w tekst, ponieważ to on najlepiej wprowadzi słuchacza w stan melancholii.

Czytaj również