Jakiś czas temu wzięła udział w programie Must Be The Music, gdzie dotarła do finału. Iza Kowalewska, bo o niej mowa, jest już jednak uznaną artystką. Na swoim koncie twórczość w Muzykoterapii i kilka płyt solowych. Ostatnia z nich ukazała się w ten piątek nakładem Universal Music Polska. Wokalistka w specjalnym wywiadzie dla naszego portalu opowiedziała nam o swoich wspomnieniach z Francji, o kulisach nowej płyty i o tym, że… nagrywa już kolejną!
Łukasz Jaćkiewicz: Byłaś kiedyś we Francji?
Iza Kowalewska: Byłam, w Paryżu.
Łukasz Jackiewicz: Z czym kojarzy Ci się tamten świat?
Iza Kowalewska: Głównie z muzyką i akordeonem, ale także z malarstwem i impresjonizmem.
Łukasz Jaćkiewicz: Od tej podróży zmieniło się Twoje postrzeganie tamtego rejonu?
Iza Kowalewska: Dużo się wydarzyło, oczy całego świata skierowane są na tamten rejon po wydarzeniach z 13 listopada. Ale zależy jak na to patrzeć. Jeżeli chodzi o samo miasto, to byłam tam dwukrotnie i nic się nie zmienia. Z perspektywy historycznej tak, ale Paryż wciąż ma ten sam urok. Zmienił się on na przestrzeni dziesięcioleci – nowoczesność wkomponowana jest w stare budynki i ludzie, gdy siedzą w paryskich knajpkach to cały czas czuć klimat Paryża z dawnych lat. Ja najbardziej lubię Paryż z międzywojnia.
Łukasz Jaćkiewicz: Piosenka francuska w Polsce zawsze cieszyła się dużą popularnością. Jak wyglądało Twoje pierwsze zetknięcie z nią?
Iza Kowalewska: To było bardzo dawno temu. Gdy byłam mała słuchałam często audycji o francuskiej muzyce i właściwie ta płyta jest hołdem dla Pani, która ją prowadziła. To była wspaniała dziennikarka, która malowała słowami. Pani Barbara Podmiotko.Wspaniale opowiadała o tej muzyce i jest to nieodżałowana strata dla całego dziennikarskiego środowiska muzycznego.
Łukasz Jaćkiewicz: Muzycznie Francja jest bardzo bogata. Jakie dźwięki są Tobie najbliższe?
Iza Kowalewska: Zdecydowanie akordeon, a jeśli mam zahaczyć o głos to Edith Piaf.
Łukasz Jaćkiewicz: Gdy już jesteśmy przy Edith Piaf, to bliżsi są Tobie przedstawiciele poprzednich epok francuskiej muzyki czy raczej Ci obecni na topie, którzy biją rekordy popularności?
Iza Kowalewska: Staram się nie dzielić na starszych i młodszych – w każdej epoce znajdę coś dla siebie. Wśród nich są oczywiście Jacques Brel, Edith Piaf, ale lubię też Patricię Kaas. Zaz cenię za jej muzykalność i za wspaniałe frazowanie i tembr głosu. Lubię Indilę, która ma cudowny głos.
Łukasz Jaćkiewicz: Nagrałaś płytę inspirowaną tymi dźwiękami. To Twój prywatny hołd złożony muzyce francuskiej?
Iza Kowalewska: Absolutnie. Wpadłam na ten pomysł latem i latem też weszłam do studia, aby nagrać płytę.
Łukasz Jaćkiewicz: Wiem już kiedy narodził się pomysł, ale w jakich okolicznościach on powstał?
Iza Kowalewska: Mam dużo pomysłów na płyty, one cały czas kłębią się w mojej głowie. Gdy wydaję płytę (tak było z poprzednią) zawsze zastanawiam się wtedy co będzie dalej. Po Nocnej Zmianie miałam niedosyt koncertowy i stwierdziłam, że skoro słuchacze mają moje płyty i ich słuchają, ale mniej jest mnie na koncertach, to może czas zastanowić się już nad nowością… Zawsze jednak jest obawa czy będę miała pomysły na nowe teksty i muzykę. Na szczęście pomysł z Francją kiełkował w głowie i sięgnęłam do niego. Jest to trzecia płyta z moimi tekstami i muzyką bardzo mocno inspirowana Francją.
Łukasz Jaćkiewicz: Przyznasz jednak, że polscy artyści rzadko sięgają do muzyki francuskiej.
Iza Kowalewska: Jest to muzyka słowem pisana. Jeżeli mówimy o artystach – aktorach, to tam tej muzyki jest bardzo wiele. Wiele jest przekładów, tłumaczeń na język polski. Spójrz na popularny Youtube, da się zauważyć, że jest tam tego bardzo wiele. Jeżeli jednak mówimy o artystach topowych i alternatywnych to rzeczywiście bardzo rzadko sięgają do tej muzyki.
Łukasz Jaćkiewicz: Na płycie znajduje się jednak tylko jeden utwór typowo po francusku Sous Le Ciel De Paris. Nie ciągnęło Cię do nagrania wszystkiego po francusku?
Iza Kowalewska: Mieszkam w Polsce i myślę, że odbiór kompletnie francuskiej płyty byłby inny. Mamy przecież Zaz i Patricię Kaas i to one śpiewają w swoim ojczystym języku. Absolutnie nie ciągnęło mnie do tego. Chciałam żeby to były polskie słowa i moje teksty. A jeśli chodzi o wspomniany przez Ciebie utwór to nie można powiedzieć, że jest to cover, a bardziej standard. Pokusiłam się jednak na to, aby zaśpiewać po francusku. Recenzje są dobre od moich znajomych Francuzów, aczkolwiek nie wszystko rozumieją, więc wiesz jak to jest (śmiech).
Łukasz Jaćkiewicz: Dokładnie (śmiech)
Iza Kowalewska: To trudny język. Podobnie jest tak, że jeśli czasami komponuję w języku angielskim, to potem słowa przekładam na nasz, ojczysty język. Żeby pisać słowa piosenek po angielsku trzeba mieć jego bardzo dużą znajomość.
Łukasz Jaćkiewicz: Rozumiem więc, że ten utwór jest po prostu Twoim ulubionym?
Iza Kowalewska: Tak, to jest moja ukochana piosenka Edith Piaf.

Łukasz Jaćkiewicz: Mam wrażenie, że polscy słuchacze we francuskiej muzyce skupiają się głównie na muzyce, bo nie do końca rozumieją słowa w niej zawarte. Twoja płyta jest po polsku. Myślisz, że jest ona taką alternatywą, aby ludzie zrozumieli Twoje piękne teksty?
Iza Kowalewska: Dziękuję bardzo za komplement, bo to było głównie moim założeniem. To nie są przecież przekłady, to są moje teksty.Dla niektórych będzie to prosty refren jak w Los jak zegar czy Serce w butelce, a dla innych będzie on miał drugie dno i oto mi chodziło. Proste piosenki o miłości do zanucenia.
Łukasz Jaćkiewicz: Który z tych tekst jest więc najważniejszy?
Iza Kowalewska: Myślę, że Jak wosk. Jest on bardzo osobisty . Tak naprawdę jesteśmy takimi kukiełkami na scenie życia, pociągani za sznurki. To nie koniecznie musi być odniesione do muzyki i do życia muzyka, ale również do życia dyrektora banku czy pani nauczycielki. Ktoś nad nami czuwa i pociąga za sznurki, a my tak naprawdę jesteśmy tylko kukiełkami na scenie życia.
Łukasz Jaćkiewicz: Na płycie mamy dźwięki akordeonu i gitary, więc klimat jest na pewno zachowany. Mnie jednak ciekawi czy trudno było Ci napisać te utwory w taki sposób, aby efekt końcowy Cię zaspokoił. Idąc dalej, czy jesteś na tyle wymagającą artystą w studiu, że niektóre utwory potrafisz nagrywać po kilkanaście razy?
Iza Kowalewska: Obiecałam sobie kiedyś, że wydam swoje demo czyli pierwsze wersje piosenek, pierwsze emocje, które moim zdaniem są najlepsze. Potem gdy już się pracuje w studiu, to teksty już mam ułożone, zwrotki się zgadzają, aranż również. Nie nagrywam kilkadziesiąt razy jednej zwrotki, rzadko tnę i zawsze nagrywam tak zwanym longiem całą piosenkę, ponieważ wierzę w to, że jest to najlepsza droga, aby przekazać treść i emocje, które zawarte są w liryce tekstu. Mi zależy szczególnie na tym, aby to było szczere w stosunku do słuchacza.
Łukasz Jaćkiewicz: Skoro taki klimat, to czy w w studiu pomagali Ci również francuscy muzycy, czy tylko Polacy?
Iza Kowalewska: Typowo Polacy. Był Piotrek Lewandowski, wspaniały gitarzysta, z którym nagrałam poprzednią płytę i Nadzieję dla Czarnego HiFi. Był Michał Grot; rewelacyjny basista akordeonista Fabian Włodarczyk, który złapał piękny klimat. Płytę nagrywaliśmy w moim mieście w Sulejówku, blisko miałam rowerkiem do studia (śmiech), a za miks i mastering odpowiedzialny jest oczywiście Czarny HiFi – musi być przecież kontynuacja.
Łukasz Jaćkiewicz: Słuchając Twojej płyty mam wrażenie, że na pierwszy plan wysuwa się Twój charakterystyczny głos. To jest tak, że warstwa muzyczna zawsze będzie tłem dla Twojego głodu, który stawiasz na czele?
Iza Kowalewska: Jako wokalistka mogę powiedzieć: tak, ale jeżeli grałam z Muzykoterapią to tam inne rzeczy się działy: była wokalistka i był zespół, który grał bardzo ważną rolę. Teraz gram pierwsze skrzypce i z egoistycznego punktu widzenia chcę po prostu żeby mnie słuchano. Muzyka jest natomiast tłem i bazą do melodii, do tekstu.
Łukasz Jaćkewicz: Na poprzedniej płycie wielu zauważyło, że jesteś tam silną i zdecydowaną kobietą. Ta płyta to kontynuacja tej drogi, mimo innego klimatu muzycznego?
Iza Kowalewska: Jestem zdecydowanie silną kobietą, ale chciałam też odkryć drugą stronę mnie. Romantyczność, lekkość -delikatność. Kobieta ma w ogóle tysiące kolorów, a teraz jako kobieta i Iza odkrywam tę sferę. Samo słowo miłość, podkreślam to w wywiadach, bo nie ukrywam, że ta płyta jest także o tym uczuciu, powinno być rozbite na kilkadziesiąt słów, a mnie jako „badacza” pochłaniają najczystsze formy miłości, także tej grzesznej. Powiedzmy, że jest to kontynuacja, ale w lżejszej bardziej przystępnej odsłonie.
www.youtube.com/watch?v=HO1B6y00F5w
Łukasz Jaćkiewicz: Śpiewasz również polską wersję Paroles Paroles Dalidy, w której słyszymy Adama Struga.
Iza Kowalewska: Bardzo chciałam tę piosenkę zaśpiewać, bo kojarzy mi się z moim dzieciństwem, a moja mama często jej słuchała. Kiedyś obiecałam sobie, że ją nagram, ale nie było możliwości. Teraz się ona zdarzyła i myślałam nad męskim głosem.Oczywiście fajnie by było, żeby to był Alain Delon, ale to jest niemożliwe, więc myślałam, kto by mógł tak pięknie i sensualnie mówić, być tym kochankiem deklamującym.Na pomoc przyszła mi wytwórnia oraz wpadł mi do głowy pomysł, aby to był Adam Strug, którego uwielbiam i jestem jego wielką fanką.
Łukasz Jaćkiewicz: A gdy już spotkaliście się to mieliście wspólną wizję piosenki czy raczej były one inne?
Iza Kowalewska: Nasza wizja piosenki była taka, że ja miałam zapalenie zatok, a Adam miał zapalenie oskrzeli (śmiech). To było 20 minut nagrań, bo na tyle było nas stać, żeby starczyło nam głosu, oddechu. Wszystko e-mailowo sobie wcześniej ustaliliśmy, jak widzimy i jak odczuwamy tę piosenkę i po prostu przyszliśmy przygotowani do studia. Jak profesjonaliści (śmiech) nagraliśmy w 20 minut ten duet.
Łukasz Jaćkiewicz: Nie wiem czy słyszałaś ten utwór w wykonaniu Pani Magdy Umer i Janusza Gajosa, który został niedawno wydany.
Iza Kowalewska: Oczywiście, zresztą Adam mi podesłał ten utwór z pozdrowieniami. Rewelacyjny, świetny pastisz i dobrane słowa. Jak to tekst może mieć drugie dno, prawda?
Łukasz Jaćkiewicz: Dokładnie. W ogóle teraz jestem ciekawy co Wy chcieliście przekazać przez Waszą interpretację, co u Was jest najcenniejszego?
Iza Kowalewska: Iskrę miłości i namiętności. Mam nadzieję, że to się udało i słuchaczom się udzieli. Wiadomo, ta piosenka jest ponadczasowa i zwykle, gdy jest grana wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Chcieliśmy po prostu zawrzeć w dialogu tę namiętność między kochankami.
Łukasz Jaćkiewicz: Swoje solowe płyty wydajesz w krótkich odstępach czasowy. To oznacza, że jesteś tak płodną artystką i ciągle masz ochotę dzielić się ze słuchaczami czymś nowym, co wychodzi spod Twojego pióra?
Iza Kowalewska: Chcę dużo pokazać. Ogromnie mnie cieszy wspaniały odzew szczególnie po Must Be The Music. Za to dziękuję słuchaczom z całego serca! Mam wiele pomysłów, ale nie są to pomysły chomikowane. Ja tego nie chowam do szuflady i zawsze piszę na bieżąco i często to jest dedykowane emocji i chwili.
Łukasz Jaćkiewicz: A czy po niewątpliwym sukcesie w Must be The Music posypały się propozycje czy przybyło Ci nowych fanów? Jak to wygląda z Twoje perspektywy?
Iza Kowalewska: Nic się nie zmieniło pod względem artystycznym, nadal jestem tą samą Izą z pierwszej solowej płyty , z Nocnej zmiany , nadal jestem również a może przede wszystkim mamą. Dokładnie wiedziałam, że to nie będzie wielki i spektakularny sukces, i nagle zostaną moje płyty obsypane platyną, takie rzeczy się bardzo rzadko zdarzają. To jest po prostu kolejny krok do przodu. Jestem przede wszystkim muzykiem, potem dopiero wokalistką i staram się pisać dobre teksty.Wszystko co robię, robię dla słuchaczy! To jest moje motto życiowe, żeby nie oszukiwać w muzyce i żeby iść własną drogą! Must be the Music to była przygoda, aby pokazać się wielomilionowej publiczności przed telewizorami. Ja nawet w domu nie mam telewizora (śmiech), więc nie śledzę poczynań uczestników i nigdy nie widziałam w całości żadnego odcinka. Wracając na ziemię jestem już na początku pracy nad nową płytą.
Łukasz Jaćkiewicz: Tu mnie zaskoczyłaś!
Iza Kowalewska: Płyta pod Dachami Paryża jest już w sklepach i ona żyje własnym życiem, a gdy będą nagle koncerty to już nie będę miała tyle czasu. Teraz mam dwa miesiące wolniejszego, takiego luzu, gdzie mogę się skupić i pomyśleć, co bym chciała dalej słuchaczom przekazać. Mam nadzieję, że będą mnie chcieli dalej słuchać (śmiech).

Łukasz Jsćkiewicz: Nie będzie to już jednak kontynuacja tej płyty?
Iza Kowalewska: Nie, absolutnie. Na pewno znajdzie się pierwiastek wspólny w tekstach i linii melodycznej, bo np. jeden fan napisał, że utwór Wenus z Milo z nowej płyty, bardzo mu się podoba i kojarzy mu się z Kowalewską z Muzykoterapii. Rozumiem go, bo jest tam ta romantyczność i długie dźwięki. Na pewno będą takie porównania, bo nie da się tego uniknąć , gdy artysta robi ileś płyt w życiu. Tak jak Sting będzie Singiem, wspólny pierwiastek na jego płytach zawsze będzie mimo, że nagra musical albo płytę na lirze korbowej.
Łukasz Jaćkiewicz: Super, bardzo mnie to cieszy. A jeśli chodzi o Pod dachami Paryża, to szykuje się jakaś trasa koncertowa?
Iza Kowalewska: Mam na nią ogromną nadzieję!
Łukasz Jąckiewicz: W takim razie życzę Ci wypełnionych po brzegi koncertów.
Iza Kowalewska: Bardzo Ci dziękuję.


