Indios Bravos – Jatata (2013), recenzja Szymona Jaremy

Album Jatata autorstwa polskiego zespołu muzycznego Indios Bravos został wydany 18 października 2013 r. za pośrednictwem wytwórni Mystic Production. Jest on dość egzotyczną próbą zamanifestowania rodzicielskiego natłoku emocji, który powstał w wyniku powołania do życia potomka przez uszczęśliwionego ojca. Nazwa tytułowa jest oczywiście wskazówką, iż reprodukcja genów dokonała się za sprawą samego artysty. A właściwie to było ich nawet kilku, bowiem w podobnym okresie czasowym poszerzyła się rodzina nie tylko Banacha, ale i większości muzyków z zespołu. Ojcostwo oraz uczucia wynikające z udanej prokreacji są przewodnim motywem całego krążka. Niepohamowana radość z narodzin dziecka stała się silnym bodźcem artystycznym do sklejenia muzycznych wygibasów będących tyglem prądów reggae’owych, rockowych, bluesowych, a nawet ska.

Mieszanka różnych stylów może niekiedy wywołać drobną konsternację, mimo to jednak trudno nie docenić tych bogatych przedsięwzięć zaserwowanych nam przez artystów. Mamy okazję posłuchać zarówno radosnych i żwawych piosenek (np. Ja Twój Cien, Lubię to), jak też i wykonań nieco bardziej melancholijnych (np. Zmienne, Czas pokoju). Bardzo pozytywnie odebrałem umiarkowane partie saksofonu, które sporadycznie występują w module instrumentalnym. Możemy także dodatkowo nasycić zmysł słuchowy podziwiając dorywczą parantelę kompozycji ze skromnymi, ale udanymi udziałami akordeonu (Łatwo, Niełatwo; Unikaj Mnie). Jeśli ktoś się uważnie wsłucha w okazjonalnie wyakcentowane partie gitarowe, to może wychwycić również hiszpańskie rytmy flamenco obecne na takich utworach jak Lubię to (warstwa akustyczna) czy Czas spełnienia 2 (w części basowej). Ogólnie rzecz biorąc zaryzykowałbym nawet tezę, iż kreacje gitarzystów utrwalone w artystycznej kompilacji albumu Jatata noszą silne znamiona rockowego zapału charakterystycznego dla Maanamu czy Hey (to akurat nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, iż ostatni z wymienionych zespołów został założony właśnie przez Piotra Banacha). Z drugiej strony, wartki okaz bluesowego tętna można unaocznić w sugestywnych przygrywkach obecnych na Ja Twój Cień czy Nie pytaj. Natomiast całkiem wygładzone i nieco kurtuazyjne reggae słychać na takich kawałkach, jak Until, Dobre Siano, czy Trzeba tak.

Sądzę, iż spośród wszystkich propozycji zaprezentowanych na tej płytce audio, na top wybija się przede wszystkim nutka zatytułowana Lubię to. Owe dzieło epatuje zdecydowaniem, jest ono pełne wigoru, przodujące oraz dynamiczne. Trudno zaprzeczyć, iż zasługuje na status bardzo starannie skomponowanego kawałka, które doskonale nadaje się na rozpoczęcie dnia lub też do jazdy samochodem. Uważam ten utworek za powabny i lekki do strawienia, daje on duże natchnienie dla ducha i wpływa ożywczo na funkcje motoryczne. Melodyka oraz rytm w wielu miejscach przypominają nad wyraz łudząco dokonania innej polskiej grupy muzycznej Tata Nas Wysłali. Nie zdziwi to słuchacza, gdy weźmie pod uwagę fakt, iż ze względu na intensywne i bardzo sprężyste tempo odgrywanej tu warstwy dźwiękowej, można rozpoznać w melodii wiele podzespołów charakterystycznych dla prądu muzycznego ska; a jest to też typowe dla ww. przeze mnie kapeli.

Z kolei obniżona prędkość tonów w takich nutkach jak Jatata, Nie pytaj , czy Ja Twój cień, a także dość wyraziste składniki basowe w wielu utworach zawartych na krążku przywodzą nawet na myśl pierwotne fazy przed-reggae’owskie, które również rozwijały się na Wyspach Karaibskich. Chodzi oczywiście o zapomniany już i pokryty kurzem przeszłości rytm rocksteady, który był pielęgnowany na Jamajce w latach 70. ubiegłego stulecia. Miło odsłuchać barwy i tonacje mające podkład w tej zarchaizowanej sztuce, bowiem owocuje to sentymentalnym sprzężeniem zakrawającym o wiele ważnych prekursorów takiej muzyki, a jakim był np. Alton Elltis. Dla mnie jest to bardzo silny atut przygotowanego materiału muzycznego, toteż słucham tych wykonań ze szczerym uśmiechem na ustach.

http://www.youtu.be/Ih4Fvr8Uo3o

Niestety, nie jestem skłonny docenić utworu O czymkolwiek i wywołał on w mojej degustacji doświadczenia skrajnie pejoratywne. Tego kawałka wyjątkowo trudno mi się słucha ze względu na obecne w nim przesłodzone keyboardy, monotonną rytmikę i nietypowy bas, przypominający niekiedy skrzeczenie ropuchy. Ilekroć wraca sekwencja klawiszowa, mam wrażenie jakby mi ktoś do głowy przykładał wiertło i znęcał się nad moimi sfatygowanymi nerwami czaszkowymi. Głównie właśnie ten fragment jawi mi się jako niezwykle męczący, tym bardziej, że jest cyklicznie powtarzany w kilku miejscach piosenki.

Specjalną dygresją chciałbym otoczyć utwór Czas spełnienia 2. Niekiedy ciężko mi było pozbyć się wrażenia, iż jego trakcja melodyczna w znacznej mierze jest złagodzoną wersją utworu Kombinat, który został nagrany przez post-punkową Republikę. Może to powodować duże wrażenie kontrastu, biorąc pod uwagę to, w jak odmiennej frakcji gatunkowej znajduje się Indios Bravos. Aczkolwiek doznanie to pojawia się tylko momentami, wyłącznie wtedy gdy wokalista milczy, bowiem jego barwa głosu mocno odwraca uwagę od tej dyferencjacji dźwiękowej. Partie gitary basowej, lekko podsycone klawiszami, powinny znakomicie zadowolić nawet bardzo wybrednych miłośników instrumentów strunowych. Od której strony nie próbować by ugryźć tego wykonania, nie można mu odmówić czystości wydawanych brzmień oraz wciągającej giętkości, miłych dla zmysłu estetycznego.

http://youtu.be/mdUXFzz1hQU

W stosunku do ostatniego krążka zespołu Indios Bravos płyta Jatata poszybowała swoją melodyką i rytmiką bardziej w rejony kojącej kontemplacji pod deseniem umiarkowanego reggae niż ku agresywnej żywiołowości typowej dla rock’n’rolla. Obecna kompozycja muzyczna grupy zawiera więcej elektroniki niż ich ostatnie dzieło, co uwydatnia swoje pokrewieństwo z dawniejszymi projektami zespołu, czyli z Part One i Mental Revolution. Cięższe riffy instrumentalne i natchnienia bluesowe tak mocno wyartykułowane na poprzedniej płycie, tzn. na Indios Bravos, zostały stanowczo odepchnięte w cień. Dlatego też najnowszy dorobek zespołu, w swoistym połączeniu ze wspomnieniami za minionym etapem grupy, może dać czasem poczucie jakiegoś niedosytu. Nadmiar skondensowanych uczuć skoncentrowanych na narodzinach dziecka i mający swe odzwierciedlenie w monotematycznej oprawie tekstowej zatrąca odrobinę ekshibicjonistyczną egzaltacją i na dłuższą metę może się wydawać zbyt wyolbrzymiony i forsowny. Zatem brakuje mi też jakiegoś urozmaicenia w oprawie lirycznej albumu. Trudno jednoznacznie uznać, czy ta płyta jest dla zespołu postępem, czy też krokiem w tył, jako że wydawało się, iż to specyfika reggae w dorobku artystów miała zostać oddalona w kąt razem z krążkiem Peace. Nie ma to jednak znaczenia, styl może się elastycznie zmieniać i wracać do poprzednio demonstrowanych motywów. Jatata ma odrobinę swoich defektów, ale nie jest ich aż tak wiele, by można się było zniechęcić do wykonawców. Koniec końców, płyta jest warta przesłuchania, polecam serdecznie.

Indios Bravos - JATATA

Czytaj również