Brodka to artystka obecna na rynku muzycznym już od kilkunastu lat. Właśnie ukazał się album Sadza, najnowsze wydawnictwo artystki. W końcu otrzymaliśmy płytę po polsku, na którą tak wielu z nas czekało. Jednak z pewnością nie jest to Brodka, którą kojarzymy z 2010 roku, z czasów Grandy. Ale chyba nikt z nas nie spodziewał się powtórki z rozrywki, gdyż każdy fan artystki wie, że Brodka lubi zaskoczyć i poeksperymentować muzycznie. Wydawałoby się, że to właśnie za Brodką z tych czasów tęsknią ludzie, więc ciężko stwierdzić, czy tym wszystkim oczekującym na Brodkę po polsku Sadza przypadnie do gustu. Ale, jak dobrze wiemy, Brodka nie bierze jeńców i tworzy to, na co przede wszystkim sama ma ochotę.
Co album dostajemy Brodkę w nowym wcieleniu i tak też jest przy tej płycie. Ja nie potrafię przyrównać Sadzy do żadnego poprzedniego wydawnictwa artystki. I myślę, że nikt nie potrafi, bo po prostu jest to coś nowego, innego. W roli producenta mamy tutaj 1988. Szczerze ciężko mi powiedzieć na ile jego styl jest na Sadzy odczuwalny, ponieważ nie znam dobrze twórczości Przemysława Jankowiaka, ale wiadome jest to, że jako producent, miał istotny wkład w tę płytę. Chociaż, jak mogliśmy już zobaczyć przy Sadzy i Monice, to Brodka jest główną autorką tekstów i muzyki. Jedynie w utworze Hydroterapia w stworzeniu muzyki wsparł Brodkę 1988, czyli producent minialbumu, a współautorem tekstu jest pojawiający się gość, czyli Zdechły Osa. I mamy jeszcze Outro, które jest specyficzne samo w sobie, ale o nim nieco później.

Pierwszym singlem zapowiadającym minialbum została tytułowa Sadza. To utwór opowiadający o miłości – palącej i pełnej namiętności. I mimo, że w gruncie rzeczy tekst tej piosenki nie jest jakoś mocno rozbudowany, to ma ona w sobie to coś. Coś, co sprawia, że po prostu chce się słuchać tego utworu. Drugim singlem została Monika. Ten numer to opowieść o młodzieńczych latach pełnych szaleństwa. Mimo, że nie brzmi jak romantyczna ballada, to jednak jakiś rodzaj romantyzmu niesie za sobą. Słuchając utworu możemy zadawać sobie pytanie: gdzie tu sens, gdzie logika? Brodka nam odpowiada, że nie wszystko musi mieć sens i logikę, że czasem warto podążać intuicyjnie, spontanicznie. I być może będzie to naiwne, ale nie ma to znaczenia.
Powiem szczerze, że jak po raz pierwszy włączyłam utwór Wpław to dopóki nie przesłuchałam dłuższego fragmentu, niż pierwszy wers, miałam wątpliwości właściwie w jakim języku śpiewany jest ten kawałek. Ale szybko się rozjaśniło, że jednak po polsku. Jest to utwór opowiadający o pewnym mężczyźnie, prawdopodobnie kimś bardzo ważnym dla autorki. Ale piosenka, mimo tego że jest dość nostalgiczna, niesie również jakiś niepokój. Fragment „Płyniemy dziką rzeką wpław i zbliża się burza” nie brzmi optymistycznie. Natomiast muzycznie utwór jest bardzo spokojny, tworzy łagodne otwarcie albumu. Widzę tutaj pewien kontrast właśnie pomiędzy tekstem a muzyką .
Jaka jest zima Brodki? Po przesłuchaniu piosenki Taka to zima aż chce się powiedzieć, że sparzona zapałem do wiosny. Pytaniem pozostaje kto ten zapał sparzył? Utwór jest bardzo osobisty, zresztą jak cała EP-ka. Numer posiada wyróżniające się, od pozostałej części piosenki, zakończenie. Utwór Taka to zima moim zdaniem ma potencjał singlowy. Swoją drogą ciekawe, czy do któregoś z numerów doczekamy się jeszcze teledysku.
Utrata to piosenka o wirusie, ale wcale nie koronawirusie, a wirusie łasym na dane. Utwór jest, rzekłabym, dość wciągający, acz raczej prosty. Choć mamy tutaj porównanie ludzkiego organizmu, bardziej mózgu, do komputera, dysku i przetwarzania danych. Ale co najbardziej zapada w pamięć słuchając tego numeru? To, że RAMA NIE TA SAMA. Słuchając tego utworu, pod względem tekstu, mam minimalne skojarzenia z piosenką Bez tytułu z Grandy. Tam również mamy opowieść o ludzkim mózgu, który przedstawiony jest jako organ wręcz zawalony informacjami.
Hydroterapia to chyba najbardziej osobisty utwór na tej płycie, mimo pojawiającego się gościa. Rzekłabym, że jest nawet dość obnażający. Ale też smutny, szczególnie w refrenie. W Hydroterapii na feacie pojawia się Zdechły Osa. Przyznam, że nigdy nie byłam fanką tego artysty i po tej piosence raczej się to nie zmieni. Aczkolwiek spodziewałam się, że duet Brodka x Zdechły Osa prędzej czy później się ziści. Czy to na albumie Zdechłego Osy czy też Brodki. Jak się okazało, ziścił się prędzej i jednak na płycie Moniki. Z drugiej strony fajnie, że w ogóle ktoś gościnnie pojawia się na albumie i może trzeba to docenić. Wiemy, że Brodka, do tej pory, nie była specjalnie skłonna do gości na wokalu na swoich wydawnictwach (nie licząc oczywiście płyty MTV Unplugged, której jednym z wymogów nagrania jest zaproszenie gości).
Outro można by uznać za swojego rodzaju hołd do dawnej twórczości Brodki. Słyszymy tam zniekształcony fragment utworu Miał być ślub. I to w sumie tworzy całą końcówkę płyty, która trwa niecałe dwie minuty. Zresztą, to nie pierwsze nawiązanie do tej piosenki na Sadzy. Co prawda na wersji płytowej tego nie usłyszymy, ale oglądając cierpliwie do końca teledysk do utworu Monika usłyszymy jak aktor występujący w teledysku śpiewa właśnie fragment Miał być ślub. Przyznam, że całe Outro tworzy dość ciekawy zabieg, gdyż chyba każdy fan Brodki wie, że artystka nie lubi wracać do twórczości z tamtych czasów. Nasuwa się pytanie czy Outro będzie grane na koncertach, ale o tym będzie można się przekonać już wkrótce!

Omawiając płytę warto również pochylić się nad klipami. Pierwszy – do Sadzy – to czarno-biały teledysk, którego produkcja odbyła się na terenie nowo budowanej stacji metra. Główną bohaterką jest tutaj w zasadzie sama Brodka. Klip to opowieść z pogranicza snu i jawy. I mamy klip drugi – do Moniki – który jest czymś zupełnie innym. Nakręcony w kolorze, głównymi bohaterami jest dwójka młodych ludzi, nie sama Brodka. Chociażby na samym YouTubie możemy znaleźć wiele negatywnych opinii o tym teledysku, że jest odpychający, wręcz patologiczny i tak dalej i tak dalej. Ja muszę przyznać, że do mnie również nie do końca przemawia, choć kompletnie nie uważam, żeby był patologiczny czy odpychający. Ale sam utwór zdecydowanie bardziej mi się podoba niż klip. To, co trzeba przyznać, to fakt, że oba klipy pasują do tematyki samych utworów. Nie są przypadkowe, a spójnie z piosenkami i odpowiadanymi w nich historiami.
Wspólną cechą utworów na tej EP-ce są łatwo zapadające w pamięć refreny. Ale niestety też refreny te nie są specjalnie rozbudowane. Ale… coś za coś. Warto zwrócić uwagę, że na albumie pojawia się autotune. Czy jest on potrzebny? Ja bym się obeszła bez niego, ale zdecydowanie jest to coś nowego w twórczości artystki. A przecież wiemy jak bardzo Brodka lubi eksperymentować.
Moim zdaniem single zapowiadające Sadzę zostały wybrane wręcz idealnie. Po przesłuchaniu albumu stwierdzam, że Sadza i Monika najlepiej reprezentują te płytę. Są najbardziej energiczne i rzekłabym, w porównaniu do reszty piosenek, w miarę wesołe. Choć prawdopodobnie „wesołe” to złe określenie, ale na pewno nie są tak smutne, jak pozostałe utwory. Są raczej nostalgiczne.
Podsumowując, Sadza to dla mnie ciekawe wydawnictwo. Intrygujące. Inne. Zgodzę się z tym, co mogłam przeczytać w opisie albumu, czyli tym, że Sadza to płyta osobista, intymna, szczera. Ale uważam też, że jest to wydawnictwo bardzo smutne, po części przez swoją prawdziwość, intymności i w ogóle podejmowane na EP-ce tematy. I to zakończenie, do którego został wybrany akurat taki fragment utworu Miał być ślub, jeszcze bardziej potęguje smutny wyraz tej płyty.
Cieszę się, że Brodka zdecydowała się na album śpiewany po polsku. Myślę, że był to już odpowiedni moment na taki krok, po wydaniu płyt Brut i Clashes, a jeszcze wcześniej EP-ki LAX. Sadza to z pewnością Brodka w nowym wydaniu, które nie każdemu się spodoba. Ja z ciekawością podchodzę do tego wydawnictwa, z pewnością jeszcze będę się z nim osłuchiwać. Z wielką chęcią sprawdzę również, jak brzmi na żywo. Na tę chwilę miałam okazję usłyszeć live kawałki Monika oraz Sadza i zdecydowanie mogę stwierdzić, że na żywo brzmią bardzo intrygująco!
Ciekawa jestem również czy na kolejnych wydawnictwach Brodka będzie kontynuowała śpiewanie po polsku. Chociaż, biorąc pod uwagę to, że artystka wypuszcza płyty raczej co kilka lat, a nie rok – sama jestem zadziwiona tym, że Sadza ukazała się niespełna półtora roku po premierze albumu Brut – to na kolejne wydawnictwo poczekamy jeszcze trochę…

- Data premiery: 28 10 2022
- Single: Brodka - Sadza, Brodka - Monika
