Mimo że kariera zespołu One Direction nigdy szczególnie mnie nie interesowała, Harry Styles często rzucał się w oczy. Charyzmatyczny, zawsze dobrze ubrany i interesujący wokalnie. Czułem, że może mieć muzycznie do powiedzenia bardzo dużo. Na wieść o debiutanckim albumie, zacząłem zastanawiać się, w którą stronę podąży ten 23-latek. Zaskoczy czy postawi jednak na komercję? Kierunek, który wybrał zadziwi wielu.
Bez owijania w bawełnę. One Direction to zespół, który powstał i został uformowany w jednym celu – aby przynieść milionowe zyski. Pomimo że brzmienie muzyki tworzonej przez chłopaków było dokładnie planowe przez wytwórnię, członkowie grupy pokazywali przez kilka dobrych lat, że faktycznie mają sporo talentu i z sukcesem walczyli z negatywną łatką typowego boysbandu.
Komercyjny sukces przyniósł Stylesowi niewyobrażalną rozpoznawalność i rzeszę fanów gotowych skoczyć za nim w ogień. Nie dało się nie zauważyć, że Brytyjczyka ciągnie jednak w zdecydowanie inną stronę. Z dala od radia i milionów wyświetleń na Youtube.
Premiera Sign of the Times przyniosła ogromne zaskoczenie. Mało kto spodziewał się takiego materiału od 23-latka, a krytycy muzyczni byli już gotowi, by wystartować z falą krytyki. Styles zaserwował jednak singiel, który wywołał sporą burzę, zwłaszcza na Wyspach. Długa, fortepianowa soft rockowa ballada mocno odwołująca się do brytyjskiej muzyki lat siedemdziesiątych. Bez komercyjnego pierwiastka. Trzeba przyznać, że to odważne posunięcie. Opłaciło się, bowiem singiel na pewno powalczy w wielu zestawieniach o tytuł utworu roku. Tej piosenki chce się po prostu słuchać.
Na szczęście nie skończyło się jedynie na kapitalnym przedsmaku. Muzyka Harry’ego czerpie garściami z klasycznego rocka. Album ten brzmi niczym echo dźwięków rodem sprzed czterdziestu lat. Wystarczy posłuchać otwierającego Meet Me in the Hallway, melancholijnego Two Ghosts czy folkowego Sweet Creature.
Brytyjczyk kłania się w stronę tych największych. Nie da się bowiem nie usłyszeć akcentów znanych już dobrze z historii muzyki. Na tym imiennym debiucie mamy naprawdę wiele z Davida Bowiego, The Beatles, The Rolling Stones, Pink Floyd czy popularnego dziś Becka.
Spoglądając na te słynne nazwiska może dziwić fakt, że tak wielu internautów porównuje albumy Stylesa i dawnego kolegi z zespołu Zayna Malika. Zestawianie ze sobą dwóch tak różnych dzieł nie ma najmniejszego sensu. Chociaż obaj wybrali zupełnie inne muzyczne kierunki, łączy ich sporo – tworzą coś interesującego.
Mimo że na płycie Stylesa przeważają rockowe ballady, lubi on bawić się też nieco mocniejszymi dźwiękami. Na pewno pomaga mu w tym niezwykle charyzmatyczny wokal. Zadziorne Carolina, rockandrollowe Only Angel czy wyrwane niczym z płyty Arktycznych Małp Kiwi udanie współgrają ze spokojniejszą częścią krążka i nadają dziełu jeszcze więcej charakteru.
Tyle różnych inspiracji na jedynie czterdziestominutowym albumie. Czy to przypadkiem nie strzał w kolano? Nic z tych rzeczy. 23-latek nadzwyczaj dobrze odnajduje się w tym vintage klimacie. Jego debiut to zdecydowanie nie jest dzieło przypadku i nic się tu nie gryzie. Zachowanie spójności – na piątkę z plusem.
Z innej parafii mogą być co najwyżej wielkie fanki Stylesa, przyzwyczajone do nieco odrębnego brzmienia, jeszcze za czasów One Direction. Album może jednak nieść ze sobą prawdziwą funkcję edukacyjną. Pierwszymi odbiorcami dzieła będą przede wszystkim młodzi, dla których Harry to wciąż wielka gwiazda boysbandu. Wielu z nich nie miało nawet okazji zetknąć się z całą gamą rockowych dźwięków. Kto wie – może to płyta, która z sukcesem poszerzy horyzonty nastoletnim słuchaczom.
Muzyczny popis dostajemy w finałowej części krążka. Kompozycji Woman i From the Dining Table nie powstydziłaby się żadna gwiazda rocka. Obie fantastyczne, obie niezwykłe. Fanatycy gitarowych brzmień będą wniebowzięci.
Debiut Harry’ego jest niczym zakurzony winyl znaleziony w kartonie gdzieś w czeluściach piwnicy. Artysta ten udowadnia, że brytyjski rock wcale nie jest passé, a muzykę inspirowaną latami siedemdziesiątymi można z sukcesem tworzyć także dziś – w świecie popu i wszechobecnego EDM. Styles złożył piękny i dojrzały hołd wielkiej rockowej tradycji. A to przecież dopiero początek!
- Data premiery: 12 05 2017
- Single: Sign of the Times
