Hanson – Finally It’s Christmas (2017), recenzja Justyny Rojek

Dwadzieścia lat, tyle dokładnie minęło od ich debiutu Middle of Nowhere oraz świątecznej płyty Snowed In. I chociaż panowie z Tulsy dorzucili do tego jeszcze sześć albumów studyjnych, rynek muzyczny zawojowali na krótko. Ich słynny kawałek Mmmbop do dziś nie znalazł godnego następcy, a bracia Isaac, Taylor oraz Zac Hanson nadal są kojarzeni przez pryzmat dziecięcych gwiazd lat 90-tych. Nie ustają jednak w podbojach i z bożonarodzeniowym krążkiem Finally It’s Christmas próbują w nas zaszczepić świątecznego ducha. Z jakim skutkiem tym razem?

Ten rok dla Hanson jest szczególnie ważny. 25-lecie ich działalności muzycznej, czy światowa trasa koncertowa z okazji multiplatynowego debiutu Middle Of Nowhere, to z pewnością wyjątkowe okazje do świętowania. I jak dodaje gitarzysta Isaac Hanson: Nie chodzi tylko o celebrowanie tych lat poświęconych tworzeniu muzyki, ale przede wszystkim o niewiarygodnych fanów, którzy są przy nas i śpiewają nasze piosenki rok po roku. Również z myślą o nich zaprezentowali najnowsze gwiazdkowe dzieło Finally It’s Christmas – kombinację nowych, ale również kultowych piosenek, które jednakowo próbują wprowadzić nas w aurę tego magicznego czasu.

Na efektowne otwarcie albumu otrzymujemy tytułowy kawałek Finally It’s Christmas. Od razu można więc odczytać zamiary zespołu – płyta ma zarażać entuzjazmem oraz pogodą ducha, a same piosenki mogłyby spokojnie posłużyć jako soundtrack do amerykańskiej komedii świątecznej. Idąc dalej tropem nowych kompozycji nie sposób pominąć Till New Years Night. Jeszcze mocniej niż poprzednik ma za zadanie oferować dobrą zabawę, ale już z rock’n’rollowym pazurem. Natomiast szalone brzmienie fortepianu i trąbek skutecznie nadaje zawadiackiego tonu całej kompozycji. W kontraście do powyższej dwójki pozostaje Peace On Earth – ballada lekko zabarwiana rockiem, stworzona pod bardziej nastrojowy klimat Bożego Narodzenia. Do you know the reason for the season?, pyta Zac i jednocześnie skłania nas, do przemyśleń. Czy aby na pewno rozumiemy ducha świąt?

Rozochocona nowym gwiazdkowymi brzmieniami, dość szybko schodzę na ziemię – album Finally It’s Christmas jest przede wszystkim próbą odświeżenia bożonarodzeniowych hitów. Bracia Hanson mierzą wysoko sięgając po artystów największego kalibru: Paul McCartney, Aretha Franklin, Elvis Presley czy oczywiście Mariah Carey. Jednak w kwestii interpretacji nie specjalnie wspinają się na wyżyny świątecznego grania. Wszystko jakby projektując pod jeden standard – ma być głośno, słodko i nachalnie, co jednak po chwili przejada się i wystarczy do przesłuchania na raz. Znika więc uroczy klimat A Wonderful Christmas Time oraz baśniowy wydźwięk Winter Wonderland. Żadnego zaskoczenia nie przynosi również wszechobecna podczas świąt All I Want For Christmas. Lekka i pełna energii kompozycja, „zyskuje” jedynie na ciężkości brzmienia. A dancingowa wersja Blue Christmas finalnie przytłacza tą bezustanną celebracją dobrego samopoczucia bożonarodzeniowego. I oczywiście na koniec to czego na albumie nie mogło zabraknąć najbardziej – ponadczasowych klasyków jak Rudolph the Rednose Reindeer i Jingle Bells. Odśpiewane w wyjątkowym towarzystwie – dzieci Hansonów – z pewnością wprowadzą element rozczulenia i rodzinnej atmosfery.

Bajkowy świat Bożego Narodzenia w wydaniu braci Hanson niestety, ale pełen jest komercyjnego blichtru i nadmiernego silenia się na świąteczną atmosferę. W efekcie nowe kompozycję zalatują wtórnością, a cover’y najsłynniejszych amerykańskich przebojów nie próbują nawet dorównać oryginałom. Zapowiadało się na niespodziewany świąteczny prezent, a tak mamy oklepany upominek z dużą ilością gwiazdkowego lukru.

Czytaj również