Goya – Widoki (2015), recenzja Beaty Prętnickiej

Za co kocham Magdę Wójcik? Przede wszystkim za to, że pisze szczere teksty a muzyka jest zawsze do nich dopasowana, tworząc przy tym niepowtarzalny, a zarazem charakterystyczny klimat. Chociaż po latach wydaje się, że to wszystko jest odtwórcze, nadal po latach czujesz, że nadal kompozycje są aktualne. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: to nie jest aż taka ponadczasowość, jaką może poszczycić się wczesna Madonna czy Adele. Prawda, są to podobne klimaty, lecz Goya definiuje to pojęcie na nowo… O ile poprzednia płyta, Chwile nie zapadła mi w pamięć, o tyle Widoki mają szansę powtórzyć to, co działo się dziesięć lat temu. Dlaczego mam taką pewność? Już powoli uzasadniam.

Każdy z Was zapewne kojarzy takie hity jak Smak słów, W Zasięgu Twego Wzroku czy stworzony na potrzeby filmu Tylko Mnie Kochaj. Magda Wójcik niewątpliwie wie, jak przekazywać emocje i przede wszystkim, jak być szczerym. Tego naprawdę brakuje, dlatego doceniam każdą osobę, która potrafi to powiedzieć wprost, bez ogródek. I dzięki temu właśnie dziesięć lat temu Goya zaistniała w naszej świadomości.

Widoki przywitały nas dość przewidywalną Aurorą. Jest to bardzo dobry początek… ale to już słyszeliśmy kiedyś. I w tej chwili jest to mój jedyny zarzut: powtarzalność – a muszę powiedzieć, że takie kryterium spełnia zdecydowana większość utworów zawartych na krążku (w tym momencie musiałabym wymienić prawie całą tracklistę). Z drugiej strony jest to zrobione w tak genialny sposób. Dokładnie w ten sam, o jakim marzyłam. Około trzy miesiące temu miałam tak zwaną chętkę na Goyę. Pomyślałam sobie: Madzia, kiedy do nas wrócisz i zaprezentujesz nam coś tak fajnego jak Smak Słów albo Kawałek po Kawałku? Serio, nie wiedziałam wtedy że szykuje się taakie wydawnictwo.

Każdy utwór jest ciut inny, odznacza się. Jest jednak kilka, na które warto zwrócić uwagę. Jednym z nich jest singlowe Najlepsze czeka nas. Szczerze mówiąc, nie pamiętam żeby kiedykolwiek został wydany podobnie brzmiący kawałek. Narobiło mi to jeszcze większy apetyt, by zaznajomić się z całością materiału. Tutaj również można nie być rozczarowanym. Dostajemy wysoki poziom, z nutami, słowami i głosem, którego nie można pomylić z nikim innym. Udowadniają to chociażby piosenki odmienne od całej reszty. Oprócz wymienionej wcześniej, nie można przejść obojętnie wobec Doceniam oraz Zaćmienie serca. Od tej pierwszej nie mogę się wprost uwolnić od początku. Może to przez pewnego rodzaju niepokój oraz mądre słowa, a tych w tekstach piosenek innych wykonawców można szukać ze świecą? Zaćmienie serca z kolei wita nas słownymi zarzutami i istnie kościelną melodyjką.




Jak zauważyliście (albo i nie), raczej nie potrafię uzasadniać w dość konstruktywny sposób, dlaczego dana kompozycja mi się podoba. W przypadku każdej płyty szukam tak zwanych „czarnych owiec”, a więc… mam do wymienienia jeszcze dwie. Sentyment na dzień dobry niczym się nie wyróżniło. Ot taka jedna z licznych historii o miłości. Nagle przemienia się ona w tą utraconą, a przez to nieszczęśliwą. Znamy wszyscy dobrze porzekadło, że czas goi rany… lecz ten sam miernik sprawia, że chcemy pamiętać o chwilach, rzeczach których wspomnienie sprawia wielką radość. Kolejną, podobną kompozycją jest Lubię Takie Dni. Ona akurat jest w stosunku do swojej poprzedniczki bardziej radosna.



Nie wiem, czy cokolwiek do tej historii można dopisać, więc demokratycznie się w sobie zamknę :). W tym momencie uważam, że wszystko zostało już na temat tego krążka powiedziane. Szczerze mówiąc, jestem dość zmieszana efektem końcowym, gdyż dostajemy retrospekcję zdarzeń sprzed dziesięciu lat. Byłabym hipokrytką, twierdząc że obecny materiał całkowicie mi się nie podoba. Wszak często wracam do Smaku słów, a po przesłuchaniu Widoków mam wrażenie jakbym słuchała ciąg dalszy nagrań z przeszłości. Magda nadal zachwyca nas prostotą, jednocześnie trafiając w uczucia, które przeżywamy w większym lub mniejszym stopniu, z różnego punktu widzenia. W każdym razie stykamy się z nimi codziennie – nie są nam obce. Mimo zmienności (niezauważalnej na pierwszy rzut oka) zawsze pozostaje pewien czynnik niezmienny… w przypadku Goyi jest GUST, który chce zarazić nowe pokolenie słuchaczy. Polecam chociaż jednorazowe przesłuchanie tej płyty każdemu z Was. Mam nadzieję, że mimo różnic charakterów przyznacie mi rację w tym co napisałam wyżej… O uniwersalności.

Przytaczając słowa jednego ze znanych redaktorów muzycznych… Dzięki, że wróciłaś.

I przepraszam za bałagan. :)

Czytaj również