Halsey to artystka, która od zawsze zaskakuje i zaskakiwać będzie. Piosenkarka już od dobrych kilku lat dzieli się z nami swoją muzyką, z każdym albumem prezentując zupełnie nowe brzmienia. Tym razem artystka również nie zawiodła – jej najnowszy krążek If I Can’t Have Love, I Want Power jest zupełnie inny od poprzednich. Jego tematyka skupia się na ukazaniu kobiecej siły, co niewątpliwie związane jest z wyjątkowym okresem, w którym powstał. Halsey bowiem tworzyła album będąc w ciąży ze swoim pierwszym dzieckiem. Podczas odsłuchu płyty można wyczuć emocje, towarzyszące artystce w tym niezwykłym okresie. To wszystko pomogło wokalistce stworzyć jeden z najlepszych albumów tego roku.
If I Can’t Have Love, I Want Power to już czwarty studyjny album Halsey. Wydawnictwo składa się z 13 utworów, wydanych pod skrzydłami wytwórni Capitol Records. Album od początku do końca jest utrzymany w klimacie, który kojarzy się ze średniowiecznym dworem, przepełnionymi magią baśniami i tajemniczymi legendami.
Krążek otwiera utwór Tradition, który jest zdecydowanie jednym z moich ulubieńców, jestem w niej całkowicie zakochana i to była miłość od pierwszego przesłuchania! Ta piękna piosenka, stworzona w nieco baśniowym klimacie, spokojnie mogłaby znaleźć się na soundtracku do „Gry o Tron” czy „Wiedźmina”. Tradition to kawałek o bardzo wielowymiarowym podkładzie, dopracowanym na wszystkich płaszczyznach, jednak chyba największą uwagę zwraca przepiękne pianino. Mówiąc o Tradition, nie sposób nie zwrócić uwagi na świetny tekst, a przede wszystkim na jego aktualność i trafność. Halsey trafia w punkt, śpiewając zarówno o sobie, jak i o całym problemie, dotykającym kobiety na całym świecie. Dzięki unikalnemu klimatowi utworu, wydaje się jakby piosenkarka opowiadała przy ognisku jakąś baśń lub legendę. Coś niesamowitego i jednocześnie najmocniejszy początek albumu, jaki mogliśmy otrzymać.
Po Tradition przychodzi czas na klasyczną balladę pt. Bells in Santa Fe. Ta również bardzo przypadła mi do gustu, wśród dość sporej dawki rocka na If I Can’t Have Love, I Want Power, Bells in Santa Fe zdecydowanie wyróżnia się na tle innych utworów. Dodatkowo, jej refren, złożony zaledwie z dwóch wersów, już po pierwszym przesłuchaniu wpada w ucho i zostaje w głowie na długi czas.
Bells in Santa Fe płynnie przechodzi w kolejny track na płycie. Tym razem jest to coś mocniejszego i bardziej wyrazistego, a konkretnie piosenka Easier than Lying, będąca rockowym kawałkiem w klimacie lat 00’s. Jej refren nieodparcie kojarzy mi się z brzmieniami w stylu Avril Lavigne z tego okresu. W Easier than Lying możemy usłyszeć agresywniejsze brzmienia, z czasem jednak podkład staje się trochę męczący. Mam wrażenie, że jest zbyt głośny, a w niektórych momentach zagłusza nawet samą Halsey. Podobne odczucia żywię do piosenki Girl is a Gun, którą generalnie bardzo polubiłam, lecz w pewnych momentach ciężko mi się jej słuchało – właśnie ze względu na zagłuszający artystkę podkład muzyczny. Pomimo to, uważam, że oba kawałki mają wielki potencjał i są naprawdę mocnymi, jeśli nie jednymi z mocniejszych, pozycjami na If I Can’t Have Love, I Want Power.
Lilith jest jedną z mniej wyrazistych i słabiej wpadających w ucho piosenek. Owszem, kawałek jest przyjemny dla ucha i miło się go słucha, jednak nie nazwałabym go jakimś wyjątkowym i szczególnie wyróżniającym się na tle innych. Podobnie jak Whispers i The Lighthouse, muzycznie kojarzy mi się z pierwszą płytą Halsey pt. Badlands(którą swoją drogą ostatnio udało mi się zakupić :) Pomimo koncepcyjnego podobieństwa pomiędzy piosenkami, Lilith, Whispers i The Lighthouse są zupełnie inne. Ta druga to ballada, w której rzeczywiście możemy momentami usłyszeć szepty, natomiast The Lighthouse nieodparcie kojarzy mi się z soundtrackiem do filmu. Słuchając jej od razu przed oczami pojawia mi się obraz kobiety pędzącej w samochodzie podczas deszczowej nocy i nic dziwnego, że sama nie mogę się doczekać aż dodam ją na własną samochodową playlistę!
You asked for this to kolejny kawałek, do którego z pewnością będę powracać i powracać. Naprawdę uwielbiam tę piosenkę i już od pierwszego przesłuchania wiedziałam, że będzie jednym z moich faworytów. Podobnie jak Easier than Lying daje mi vibe rockowych piosenek z mojego dzieciństwa. You asked for this ma jednak nieco łagodniejszy i lżejszy podkład, a muzyka, co najważniejsze, nie zagłusza Halsey.
Wyżej pisałam już o Easier than Lying, która przypomina mi rockowe brzmienia młodej Avril. Słuchając kawałka Darling, odwracamy się jednak o 180 stopni. Darling to klimatyczna ballada, mogąca spokojnie znaleźć się na albumie folklore od Taylor Swift. Wierzcie mi lub nie, ale kiedy pierwszy raz jej posłuchałam, czułam się jak wtedy, gdy zeszłej jesieni zaszywałam się w pokoju pod kocem i słuchałam wieczorami folklore. Nie wiem czy to przez mój sentyment i miłość do Taylor, ale Darling, pomimo łudzącego podobieństwa, nie powalił mnie na kolana. Owszem, piosenka jest jak najbardziej w porządku, ale jakoś, z niewiadomych mi przyczyn, nie mogę przekonać się do Halsey w takim wydaniu.
Opowiadałam już o Tradition, która dotychczas wydawała mi się najbardziej emocjonalną piosenką na If I Can’t Have Love, I Want Power.Po przesłuchaniu 1121 mam jednak wątpliwości co do tego założenia. 1121 jest emocjonalna, ale w innym wymiarze. To bardzo osobista piosenka o tajemniczym tytule, który okazał się być wyjątkową datą – dniem, kiedy Halsey dowiedziała się o tym, że będzie mamą. Utwór w całości poświęcony został wówczas jeszcze nienarodzonemu dziecku – piosenkarka śpiewa o początkowym strachu przed ciążą i macierzyństwem, ale również o miłości do dzieciątka, za które byłaby w stanie „złamać swoje serce”. Jeśli jesteście fanami emocjonalnych i refleksyjnych piosenek, gorąco polecam Wam kawałek 1121, a obiecuję, że nie zawiedziecie się i tak jak ja pokochacie ten utwór!
Jednym z moich absolutnych ulubieńców na If I Can’t Have Love, I Want Power jest kawałek honey. Według fanów wokalistki, na jej albumie nie mogło zabraknąć „gay song”. I nie zabrakło. Halsey po raz kolejny nie zawiodła i zaprezentowała nam honey – pop-rockowy kawałek, w którym tym razem śpiewa o kobiecie, będącej „sweet like honey”. Honey jest energicznym i łatwo wpadającym w ucho kawałkiem. To jedna z lżejszych i luźniejszych piosenek na If I Can’t Have Love, I Want Power, których momentami brakowało mi na albumie. Wydaje mi się jednak, że wśród refleksyjnych tekstów, utwory takie jak honey również są pożądane i potrzebne. A sam kawałek – po prostu uwielbiam!
W przeciwieństwie do innych wydawnictw, If I Can’t Have Love, I Want Power nie zostało wypromowane przez single. Pierwszym i jednocześnie jedynym kawałkiem, który doczekał się teledysku jest I am not a women, I’m a god. Pomimo tego, że piosenka nie jest jedną z moich ulubionych na albumie, myślę, że ten wybór był dobrą decyzją. I am not a women, I’m a god to wpadający w ucho, chwytliwa i przyjemny kawałek. Co więcej, zdecydowanym atutem jest również mocny tekst, a w szczególności refren, który będzie wam chodził po głowie już po pierwszym przesłuchaniu!
If I Can’t Have Love, I Want Power zamyka tajemniczo zatytułowana Ya’aburnee, co jest zapożyczeniem z języka arabskiego. Ya’aburnee ma piękny tekst, mówiący o miłości, będący idealnym podsumowaniem całej płyty i różnorodnych emocji, targających artystkę podczas ciąży. Szczególnie poruszyły mnie słowa: „I can’t decide / If I love you more at Morning / Or I love you more at night”, doskonale oddające rozterki Halsey. Oprócz warstwy lirycznej, Ya’aburnee zaskakuje również melodią. Piosenka brzmi jak kołysanka, śpiewana na dobranoc. Łagodny wokal artystki połączony z delikatnym podkładem tworzą naprawdę magiczną całość, którą koniecznie musicie przesłuchać!
Po pierwszym przesłuchaniu If I Can’t Have Love, I Want Power nie byłam przekonana co do tego albumu. Owszem, większość utworów podpadła mi do gustu, jednak po zapowiedziach i fantastycznej okładce spodziewałam się jeszcze większego „efektu wow”. Przesłuchawszy jednak płytę drugi i trzeci i kolejny raz, zrozumiałam jak bardzo się myliłam. Po czasie, mogę śmiało stwierdzić, że If I Can’t Have Love, I Want Power to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów tego roku (w mojej głowie wciąż konkuruje z Olivią Rodrigo, Demi i Justinem). Pomimo różnorodności styli i inspiracji muzycznych, krążek niezmiennie pozostaje spójny zarówno tematycznie, jak i klimatycznie. Jednakże mogę zagwarantować, że każdy z Was znajdzie na nim coś dla siebie. Uwielbiasz Avril i rockowe klimaty – to na pewno pokochasz Easier than Lying, a jeśli wolisz klimatyczne, tajemnicze utwory – koniecznie posłuchaj Tradition! Także, jeśli jeszcze nie udało Wam się wsłuchać w nowe wydawnictwo Halsey, to musicie to nadrobić, a obiecuję, że nie pożałujecie.
- Data premiery: 27 08 2021
- Single: I Am Not a Woman, I’m a God
