Można przyjąć umownie, że Gabrielle Aplin wydała swój pierwszy standardowy krążek LP dopiero 13 maja 2013 r., którym jest właśnie English Rain, zatem nie będzie zbytnim nadużyciem nazwanie tego albumu dziełem debiutującym. Wprawdzie znamy już działalność tej artystki z pomniejszych prac muzycznych, które piosenkarka miała okazję zaprezentować w latach wcześniejszych (EP-ki oraz cd live pojawiające się już od 2010 roku), aczkolwiek dopiero recenzowany materiał stał się wydaniem w pełni odpowiadającym charakterystyce płyty sensu stricto. Istnieją dwie wersje albumu English Rain: podstawowa oraz deluxe. W przypadku nabycia tego drugiego zestawu mamy dodatkowo w zanadrzu do odsłuchania drugi krążek składający się z sześciu kawałków.
Zacznę może od opisania tego, co najbardziej mnie odstręczyło podczas słuchania English Rain. Będzie to mianowicie uderzająco niedopracowana część wokalna, która niestety nie była w stanie mi zbyt mocno zaimponować. Bardzo wygładzony i nieco wątły głos Gabrielle może przy pierwszym z nim kontakcie brzmieć dość zachęcająco, aczkolwiek na dłuższą metę wydaje się być mocno nużący, gdyż niewiele można w nim uświadczyć finezyjności czy oryginalności. Ta dość powszednia artykulacja zgłosek może przypaść do gustu głównie słuchaczom ceniącym naturalność oraz płynność wymowy, natomiast sprawi zapewne dużo zawodu wielbicielom muzycznego kunsztu oraz artystycznej inwencji. Według mnie technice pani Aplin brakuje jakiegoś bardziej urozmaiconego warsztatu wokalnego, przez co też niewiele mogłem odnaleźć w jej głosie elementów przynoszących mi jakąś muzyczną satysfakcję. Jakby tego było mało, to wsłuchując się w wyższe fazy śpiewu Gabrielli, można wyłapać w nich wiele niechlujności, bowiem wokalistka dopuszcza się zauważalnego detonowania przy charakterystycznym akcentowaniu niektórych wersetów, co w efekcie przynosi dość mało przyjemny dla ucha efekt uciążliwego pisku (szczególnie w refrenie piosenki How Do You Feel Today, ale równie uporczywe potknięcia słychać też przy takich wykonaniach jak Please Don’t Say You Love Me, Home, Alive czy nawet November). Poza tym nie jestem w stanie odnaleźć żadnej nowatorskości w śpiewie pani Aplin, mimo że posiada on kilka charakterystycznych odcieni. Łatwo można zauważyć, że pewne zróżnicowanie stylistyczne zostało wprawdzie nieco usadowione w wykonaniach Gabrielli, ale jest ono w pełni manieryczne. Nie ma w głosie tej piosenkarki właściwie nic, czego nie można by było unaocznić w innych artystkach wykonujących zbliżoną muzykę. Na pewno bardzo podobne metodyki wokalne uprawiały już takie śpiewaczki jak Kathryn Calder, Rose Elinor Dougall czy Isobel Campbell (tyle że czyniły to z o wiele silniejszym efektem niż Gabrielle).
Sądzę, że piosenkarka najlepiej poradziła sobie ze wstępnym kawałkiem Panic Cord, gdyż nie ma w nim aż tak wielu wokalnych mankamentów jak w pozostałych nutach. Dodatkowo barwa głosu Gabrielli przy tym wykonaniu w jakiś zaskakujący sposób przywoływała mi stanowczo na myśl ugładzoną wersję śpiewu Dolores O’Riordan (The Cranberries) połączoną z subtelną akcentacją zgłosek typową dla dokonań Katie Meluy. Szczątkowe partie tej muzycznej kolorystyki można również uświadczyć np. na początku kawałka Salvation albo w trakcie słuchania Take Me Away. Jednakże ta niesamowita koneksja brzmieniowa przewija się w nich praktycznie niepostrzeżenie i jej wyraźniejsze fragmenty można podziwiać jedynie w przypadku wymienionego już utworu Panic Cord. Szkoda, że artystka nie podążyła właśnie w tym kierunku estetyzacji dźwiękowej swojego głosu, bowiem przysporzyłoby to materiałowi niebywałych zalet muzycznych. Gdyby pozostałe utwory zachowały sporadyczne cechy stylu tej piosenki, to śpiew pani Aplin zdecydowanie zyskałby więcej przychylności w mojej ocenie. Warto jednak zwrócić uwagę na nieco gospelowe znamiona chóralne występujące w takich kawałkach jak Ready to Question, Human czy Home, bowiem w gwoli sprawiedliwości należy je uznać za wyjątkowo udane wobec większości zagrań wokalnych. Niektóre fragmenty coveru Power of Love (oryginalnie wykonany przez zespół Frankie Goes to Hollywood) zostały również zaśpiewane dość przyzwoicie, aczkolwiek znaczna część tej piosenki powraca zarazem w te rażące rejony nieczystych artykulacji.
Natomiast kompozycja instrumentalna utrwalona na albumie English Rain spotkała się z nieco mniejszym krytycyzmem z mojej strony, aczkolwiek daleki jestem od uznania jej za jakiś ponadczasowy rarytas. Przede wszystkim większość wykonań z dzieła Gabrielle Aplin dysponuje specyfiką łagodnych i uspokajających ballad (np. Alive, Ready to Question, Take Me Away czy Home), więc materiał ten będzie służył głównie celom relaksacyjnym. Zrównoważona dynamika melodyczna oraz bardzo kojące gitarowe szarpnięcia stwarzają wyciszony nastrój idealny dla odprężenia umysłu po ciężkim dniu pełnym aktywności. Wygrywające w tle skrzypce czy klawisze wykazały niestety dość skromne udziały w całej manierze artystycznej. Stylistyka tego albumu zmierza wyraźnie ku wytycznym w sztuce, które zostały rozpropagowane przez takich wykonawców jak chociażby Sophie Zelmani czy Katie Melua. Utwory z omawianej płyty w przeważającej większości są właściwie pozbawione jakiejś oryginalnej specyfiki i stanowią bardzo silne odbicie twórczości wspomnianych wyżej artystek. Tyle tylko, że płyta English Rain dysponuje o wiele mniejszą precyzją artystyczną i dlatego też nie przynosi zadowalających rezultatów. Wyjątkiem może będzie kawałek Keep on Walking, który odznacza się potężnym kopem perkusyjnym oraz wiodącymi partiami gitarowych zagrywek. Aura kompozycyjna tryskająca z odważnych odgłosów instrumentalnych zbliża poniekąd ten utwór do brzmień ugruntowanych w klimacie U2, chociaż nie jest to jeszcze z pewnością ten etap metodycznej zaradności, którą dysponują ci irlandzcy artyści. Trzeba jednak przyznać, iż płyta zawiera kilka niesamowicie urzekających fragmentów piosenek. Chociażby warto wymienić dziką energiczność, którą można unaocznić w fazie końcowej nutki Start of Time (warto też wspomnieć, że ten utwór dysponuje bardzo ciekawym aspektem tekstowym). Z powolnej trakcji dźwiękowej melodia wskakuje nagle w żywiołowość muzyczną opartą na zmierzających coraz wyżej dźwiękach keyboardu oraz mocno wystukiwanej perkusji. Epilog tego utworu jest wręcz zdumiewający, stanowi swoiste przemieszanie organów oraz skrzypiec w trybie niecodziennego legato. Innym przykładem takiej ciekawej inicjatywy artystycznej będzie końcówka piosenki Salvation, bowiem wówczas rozpoczyna się linia brzmieniowa pełna wyniosłości oraz wyrafinowania. Wpierw pojawiają się potężne riffy gitarowe na tle wyśmienicie wstukiwanych organów, by za chwilę melodia pogrążyła się w totalnie zagadkowej atmosferze z dośpiewywanymi wokalizami w oprawie chóralnej. Wszakże są to jednak innowacje wręcz marginalne, pojawiają się zbyt rzadko, by płyta faktycznie mogła wzbudzić we mnie jakieś większe wrażenie.
Kolejną część recenzji chciałbym poświęcić dodatkowym piosenkom, które zostały zawarte w wersji deluxe na drugiej płycie. Utwór Evaporation wykonany został z nieco większą werwą niż pozostałe propozycje z albumu, wszedł on wręcz w pewne rytmy typowe dla rockowej drapieżności. Wydaje mi się, że stanowi on jeden z lepszych kawałków, jakich można posłuchać, zapoznając się z twórczością Gabrielli Aplin. Następna pozycja z piosenek utrwalonych na drugiej płycie to Wake Up With Me, przyjemna i spokojna ballada, zasadniczo nie odbiega formą od pozostałej części albumu, zatem nie stanowi też jakiegoś większego przełomu. Pozostałe cztery piosenki to w zasadzie powtórka z poprzedniej płyty, bowiem są nimi Alive, Please Don’t Say You Love Me, Home i How Do You Feel Today. Tyle tylko, że zostały one zaprezentowane w postaci sesji ze studia RAK.
Przyszedł czas na dokonanie konkluzji, album English Rain nie jest z pewnością jakimś wybitnym arcydziełem muzycznym, ale z drugiej strony nie jest też kompletnym niewypałem. Większość wykonań instrumentalnych i wokalnych trzyma się dość schematycznej obudowy, aczkolwiek znalazło się również kilka fragmentarycznych niespodzianek, które wyjątkowo niosą ze sobą nietypowe doznania estetyczne. Nie wolno też zapominać, że album jest tak na dobrą sprawę dopiero rozpoczęciem kariery artystycznej pani Aplin i być może kolejne płyty wniosą więcej świeżości od swej poprzedniczki. Gabrielle zapewne nie powiedziała jeszcze swojego ostatniego słowa w świecie muzyki, taką mam w każdym razie nadzieję.
