W czwartek nasze rodzime media obiegła informacja, że pierwszym headlinerem Open’ er Festival 2016 będzie znany i lubiany w Polsce zespół Flonogi, sorki, Florence and the Machine. Organizatorzy liczyli zapewne na huragan radości wśród potencjalnych nabywców karnetów, a otrzymali co najwyżej delikatny i niezbyt odczuwalny podmuch wiatru.
Ale zacznę od czegoś innego. Jeżeli mam być z Wami szczery, to nie pamiętam, kiedy poprzednim razem zarządcy tak wielką imprezą w Polsce ogłosili pierwszą gwiazdę swojego festiwalu ponad trzysta dni przed jego rozpoczęciem. Nie ukrywam, że zrobiło to na mnie wrażenie, bo pokazało, że AlterArt (organizator) nie siedzi bezczynnie na tyłku, tylko cały rok ostro zapieprza, aby przez cztery dni licealiści i studenci mogli w czasie koncertów strzelić sobie fotkę na Instagrama, a fani muzyki rozkoszować się ambitną twórczością na najwyższym poziomie.
Wybór Florence wydaje się jak najbardziej uzasadnionym ruchem – grupa jest jedną z najpopularniejszych na świecie, jej ostatni album zyskuje dobre lub bardzo dobre recenzje, a że, tak jak napomknąłem we wstępie, w Polsce ma rzesze oddanych fanów, zestawienie plusów i minusów okazało się dla organizatora jasne i klarowne. Lecz ja jestem felietonistą, więc po raz kolejny muszę wsadzić kij w mrowisko.

29 czerwca 2016 roku, czyli w dniu występu Florence na Babich Dołach, miną nieco ponad dwa lata od jej koncertu w ramach Orange Warsaw Festival 2014. Po drodze artystka wystąpi również w grudniu tego roku w Łodzi. Tak więc w ciągu dwóch lat zespół dowodzony prze rudowłosą wokalistkę zaprezentuje się nad Wisłą aż trzy razy. Piszę „aż”, bo nie mówimy tutaj o trasie koncertowej Happysad, który średnio dwadzieścia pięć razy do roku występuje w moim rodzinnym Rzeszowie, tylko o topowej artystce, której przeboje nucone są od Londynu po Nowy Jork. Tak częste odwiedzanie przez światowego artystę naszego kraju może doprowadzić do przesycenia, które na pewno odtrąci część potencjalnych nabywców wejściówek i zmniejszy zainteresowanie eventem.
Muszę jednak dodać, że w tym przypadku to przesycenie nie jest aż tak oczywiste. Bilety na wspomniany grudniowy występ artystki rozeszły się bodajże w kilka godzin. Masa fanów nie zdążyła zakupić swojej wejściówki. Dlatego akurat ten tok myślenia organizatorów jestem w stanie zrozumieć: sporo ludzi nie wejdzie na Atlas Arenę, w takim razie wydadzą pieniądze na nasze wydarzenie.
Jako, że po ogłoszeniach związanych z line – upem rodzimych festiwali lubię przeglądać opinie internautów, nie inaczej było i w tym przypadku. Przyzwyczaiłem się już do tego, że moje przemyślenia często mijają się z opiniami innych ludzi, ale akurat przy tej okazji – o dziwo! – w znacznym stopniu się pokrywały.
Generalną konkluzją tych wszystkich dłuższych lub krótszych wpisów było to, że jest dobrze, ale liczono na coś więcej. Na innego artystę, na kogoś, kogo rzeczywiście ciężko zobaczyć na polskiej ziemi. Florence ewidentnie do takich artystów nie należy. Trzy koncerty w dwa lata? Jak tak dalej pójdzie, zespół w tym aspekcie pokona Thirty Seconds To Mars (też trzy występy, tyle że w ciągu dwudziestu trzech miesięcy. Marsi mają delikatną przewagę).
Nie należy zapominać, że to dopiero pierwsze ogłoszenie headlinera przez organizatorów. Do końca czerwca jest przecież mnóstwo czasu. Lecz ze smutkiem muszę stwierdzić, że Open’ er od kilku lat, pod względem ściągania artystów, stanął w miejscu. Ostatnim powiewem świeżości było sprowadzenie po raz pierwszy do naszego kraju Coldplaya w 2011 roku. Ewentualnie możemy pod to podciągnąć koncerty Arctic Monkeys, Blur i Pearl Jam z edycji 2013 i 2014. Ten rok był odgrzewaniem starych kotletów. Gwiazdami okazali się w większości artyści, którzy co najmniej raz w ramach tej imprezy już wystąpili (poza Years & Years). Rotowanie tym samym składem, w przypadku muzycznego festiwalu, nie jest popisem ze strony organizatorów.
Lecz Open’er to na ten moment marka sama w sobie. Wydarzenie, które, mimo straty sponsora tytularnego, nie straciło zbyt wiele na swojej popularności. Już sam fakt, że tysiące ludzi deklaruje swoje przybycie na nadmorskie tereny Gdyni oraz gminy Kosakowo trzysta dni przed otwarciem festiwalowych bram pokazuje, że nawet jeśli gwiazdami Open’ era 2017 będą Rebecca Black, Inna oraz reaktywowany specjalnie na tę okazję O – Zone, to pod sceną bawić się będą tłumy.


