FKA twigs – LP1 (2014), recenzja Zuzanny Janickiej

Jeśli ktoś zastanawia się, w jakim stanie jest brytyjska scena muzyczna, i czy alternatywni artyści z Wysp nie zostaną przegonieni przez wykonawców innych nacji (z BANKS, MØ, The Weeknd czy BROODS na czele), może spać spokojnie. Na horyzoncie pojawiła się wokalistka, która ma szansę stać się królową nie tylko gatunku PBR&B (zwanego też alternatywnym r&b), ale i elektronicznych brzmień.

Brytyjka o jamajskich korzeniach, Tahliah Barnett, występująca pod pseudonimem FKA twigs, to jedna z najbarwniejszych debiutantek 2014 roku. Mimo to jej pierwsza płyta dostała niepomysłowy tytuł, LP1, którym artystka chciała zasygnalizować, że mamy do czynienia z jej pierwszym długogrającym krążkiem. Nie mam jednak jej tego za złe, skoro za dość prostą fasadą skrywa się złożony, wielowarstwowy świat.

Z pewnością wielu z was zachodzi w głowę, skąd ta cała FKA twigs się wzięła. Zanim wydała dwie epki, które rozeszły się echem po Internecie, zajmowała się tańcem. Dostrzec ją możemy w teledyskach Jessie J do utworów Do It Like a Dude i Price Tag. Dziś z pewnością FKA twigs chciałaby wymazać ten epizod swojej kariery, bo przez lata określana była mianem „dziewczyny z teledysku”. Wspomina o tym w swoim utworze Video Girl, przytaczając co chwila pytanie, które sama słyszała z pewnością nie raz:

Is she the girl from the video? (PL: Czy ona jest tą dziewczyną z teledysku?).

W obecnym czasie FKA twigs nie musi podpierać się Jessie J, bo jej własna gwiazda świeci większym blaskiem.

LP1 płytą jest dość krótką, bo artystka serwuje nam jedynie dziesięć piosenek. Podoba mi się to, że debiut FKA twigs jest spójnym albumem, którego słuchanie nie nudzi, lecz sprawia niekłamaną przyjemność. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że więcej uwagi poświęcono samym melodiom, aniżeli tekstom czy wykonaniu. FKA twigs ma ładny głos, śpiewa delikatnie i dziewczęco, ale sądzę, że stać ją na dużo więcej.

W świat muzyki brytyjskiej wokalistki wprowadza nas króciutkie, elektroniczne, nieco psychodeliczne nagranie Preface. Dalej artystka serwuje nam takie utwory jak będące przeplatanką gitar i klawiszy Lights On (charakteryzujące się dodatkowo świetnym, chwytliwym refrenem) czy Video Game; wyrecytowane Two Weeks; powolne, leniwe Hours oraz anielskie, błogie Pendulum, zahaczające o soul.

Do gustu szybko przypadła mi kompozycja Numbers. Swoje trzy grosze wtrącił do niej brytyjski producent Sampha, który ma na koncie współpracę z Jessie Ware czy SBTRKT. Razem z FKA twigs stworzyli wielowymiarowy, przestrzenny kawałek, oparty na brzmieniu syntezatora. Lubię również dream popowe Closer, które jest jedyną kompozycją na LP1, w której zwróciłam większą uwagę na wokal artystki. Z początku jej anielski niemalże głos dochodzi do nas jakby z oddali, by później znaleźć się niepokojąco blisko nas razem ze słowami

I’m here to be closer, closer to you (PL: Jestem tu, by być bliżej, bliżej ciebie).

Na zakończenie FKA twigs serwuje nam rhythm’and’bluesową piosenkę Give Up z mroczniejszym wstępem do refrenu, oraz zmysłowe Kicks.

Cenię to, że LP1 nie jest oczywistym krążkiem. Niby FKA twigs odsłania przed nami fragment swojego życia, ale robi to bardzo subtelnie, zachowując cząstkę tajemnicy. Mimo sporej ilości dźwięków i barw jej debiutancki album wydaje się być dość zimny, surowy i hermetyczny. Jak na razie – najlepszy debiut 2014 roku.

Czytaj również