Solową karierę Leslie Feist rozpoczęła już w 1999 roku. Nie ma wątpliwości co do tego, że jest to artystka, która nie musi nikomu nic udowadniać. Ta wrażliwa wokalistka w tworzenie muzyki wkłada przede wszystkim szczere emocje. A tych na najnowszej płycie można znaleźć całe spektrum. Nie jest to album wesoły ani tym bardziej komercyjny. Ale jest to nie lada gratka dla ludzi, którzy w muzyce szukają czegoś więcej. Przed Wami album, którego słuchanie to dla mnie w ostatnich dniach Pleasure.
Album otwiera pierwszy singiel z płyty, tytułowy utwór będący mieszanką wybuchową. Pleasure idealnie balansuje na granicy punkowego, grunge’owego klimatu i delikatniejszych brzmień. Ta piosenka to przede wszystkim kontrasty, nieoczywistości. Sztuką jest takie manewrowanie muzyką, śpiewem, aby to wszystko razem dobrze grało. A tutaj gra świetnie. Interesujące, innowacyjne połączenia można odnaleźć również w innych piosenkach, na przykład w ciekawym, momentami trochę wykrzyczanym Any Party (z domieszką Pleasure na końcu), spokojniejszym The Wind, balladowym I Wish I Didn’t Miss You. Naturalizm zawsze kojarzyłam z malarstwem, jednak okazuje się, że taki nurt można odnaleźć również u Feist. Dowód na to, że prostota jest zawsze w modzie, mamy w utworach Get Not High, Get Not Low i Baby Be Simple. Siła tkwi właśnie w samej wokalistce, która jest tu jak magnes. Potrafi zahipnotyzować swoim głosem słuchacza. Od początku jestem też zachwycona piosenką Lost Dreams. Jest w niej coś tak fascynującego, że nie potrafię wyrzucić jej z głowy. Piosenki z Pleasure nie są pisane w taki sposób, jak robi się to teraz. Ale zapotrzebowanie na ambitną twórczość na scenie offowej jest zawsze.
Mimo gatunkowej różnorodności płyty, album tworzy świetną całość. A najważniejszym spoiwem jest wrażliwość i ciepły głos Leslie Feist. Emocje i serce, które włożyła w nowe piosenki sprawiają, że to przede wszystkim płyta szczera do bólu, opowiadająca o prawdziwych uczuciach, bardzo prywatnych i intymnych. O takich, o których człowiek zazwyczaj milczy. Artyści jednak mają ten przywilej, że swoim emocjom mogą dać upust poprzez muzykę. Nie muszą nikomu tłumaczyć się dlaczego użyli tych słów, a nie innych. Dają możliwość interpretacji słuchaczom. A płyta Pleasure to jedna z tych, przy której słuchaniu warto się skupić. Feist porusza, wzrusza, tworzy świat wypełniony drgającym głosem i piękną, nieprzesadzoną muzyką. Artystka nie spieszy się, nie próbuje zrobić niczego na siłę. Idealnie pracuje głosem, w niektórych miejscach go łamie, a w innych pokazuje jaka tkwi w nim siła. Czasami jest bardziej akustycznie i gitarowo, w innych miejscach dochodzą do tego muzyczne eksperymenty. Kanadyjka jest artystką w pełni świadomą tego, co tworzy, dlatego z czystym sumieniem wystawiam temu wydawnictwu najwyższą ocenę.

