Evanscence – The Bitter Truth (2021), recenzja Wojtka Chabera

Inne recenzje

Po prawie dwóch dekadach od wydania debiutanckiego Fallen, Evanescence wraca z nowym albumem, w którym gorycz miesza się z dojrzałością, wyznaczając nowy kierunek w twórczości zespołu.

Amy Lee, współtwórczyni i jedyna członkini oryginalnego składu zespołu, zawsze miała zdolność do trafnego przekazania emocji w swoich utworach. Napędzany goth-metalowym brzmieniem Fallen był przecież muzycznym zapisem jej lęków, frustracji, nadziei i dość dużej dozy romantyzmu, wtedy jeszcze bardzo młodej artystki. W The Bitter Truth słyszymy Amy dużo dojrzalszą, bardziej pragmatyczną niż kiedykolwiek. Na szczęście jej wrażliwość nie została stępiona w żaden sposób i w dalszym ciągu mamy do czynienia z piosenkami pełnymi emocji, które udzielają się odbiorcy.

Jak tłumaczyła artystka przy okazji zapowiedzi nowego albumu, tytułowa gorzka prawda to przekonanie, że musimy stawić czoła rzeczywistości takiej, jaką mamy. Bez względu na to czy jest trudna i nam się nie podoba, musimy iść naprzód, przełknąć tę gorzką pigułkę, którą widzimy w identyfikacji wizualnej albumu. I teza ta dobrze odzwierciedla zawartość The Bitter Truth. Jest w niej sporo goryczy, są nawet odniesienia do wydarzeń społeczno-politycznych (głównie Black Lives Matter i pełnej podziałów, amerykańskiej kampanii prezydenckiej). Ale podobnie, jak mówią prezydenci-elekci po ogłoszeniu wyników wyborów: „był czas walki, a teraz nadszedł czas gojenia ran”, tak Amy Lee zdaje się mówić dokładnie to samo. Różni się jedynie w tym, że nie przesądza czy rany rzeczywiście dadzą się zagoić.

Już na samym początku robi się ciekawie. Spokojne intro Artifact/The Turn, stopniowo budujące napięcie, płynnie przechodzi w energetyczne Broken Pieces Shine, numer trochę w starym stylu, przywodzącym na myśl pierwsze kawałki Evanescence. Mocny riff, świetna perkusja, a przede wszystkim głos Amy Lee, który wypełnia wszelkie możliwe przestrzenie. Singlowy The Game is Over kontynuuje ten mocny początek, sprawiający wrażenie, jakbyśmy słuchali drugiej części Fallen, a nie albumu, który powstał prawie dwie dekady później.

Pierwsza ballada, którą usłyszymy to Wasted on You ze spokojnymi zwrotkami w towarzystwie elektronicznych błysków i mocną rockową sekcją w refrenie. Nie jest to nowe Bring Me to Life, już bliżej tego sztandarowego kawałka umieściłbym Better Without You. Nie chodzi tu jednak o reminiscencję przeszłości, wręcz przeciwnie, to emancypacyjny manifest. Lirycznie, Amy Lee dowodzi w utworze swej niezależności i deklaruje zerwanie więzów, które ograniczały ją i wpychały w szablon, który jej nie odpowiadał.

Bardzo mocnym punktem The Bitter Truth jest Use My Voice. Hymniczny charakter utworu wiąże się nie tylko z jego strukturą i melodią, ale przede wszystkim tekstem, w którym mowa o odważnym i stanowczym zabieraniu głosu. Amy Lee podkreślała, że powstanie piosenki inspirowane było kolejnymi doniesieniami o molestowaniu seksualnym w Stanach Zjednoczonych, kampanią wyborczą w wyborach prezydenckich czy ruchem Black Lives Matter. Przekaz dodatkowo wzmacniają chórki nagrane przez m. in.: Taylor Momsen z The Pretty Reckless, Lzzy Hale z Halestorm, Sharon den Adel z Within Temptation czy Lindsey Stirling.

Warto również zwrócić uwagę na balladę Far From Heaven. Tu do głosu dochodzi symfoniczna strona rockowego brzmienia Evanescence, tak charakterystycznego dla zespołu przez lata. Podobnie, jak w My Immortal, na czoło wysuwa się fortepian, i o ile stary hit dowodzi, że siła czasami tkwi w prostocie, tak Far From Heaven wisi tylko i wyłącznie na głosie wokalistki. Całe The Bitter Truth to popis wokalny Amy Lee, jednak wspomniany utwór jest przykładem niewykorzystanego potencjału, piosenki w której nawet charyzma i głos wokalistki nie wystarczyły, by stworzyć hit, który zapisze się w sercach słuchaczy.

Evanescence wraca nie dość, że po długiej przerwie, to w bardzo dobrej formie. The Bitter Truth jest albumem w wielu miejscach gorzkim i ciemnym, ale nie brak w nim momentów jaśniejszych, wręcz oczyszczających. Łączy w sobie inspiracje wczesnym okresem działalności zespołu, zwieńczonym artystycznym i komercyjnym sukcesem, z dojrzałością i doświadczeniem, które w tym wypadku dobrze przysłużyło się ich muzyce. Dla mnie to płyta-zapowiedź. Nowe otwarcie bez zrywania z tradycją. Pozostaje mieć nadzieję, że turbulencje kadrowe są już poza nimi i zespół w ustalonym składzie będzie miał szansę na dobrą trasę (po pandemii), a przede wszystkim stworzy kolejny niezapomniany materiał.

Evanescence - The Bitter Truth
  • Data premiery: 26 03 2021
  • Single: Wasted on You, The Game Is Over, Use My Voice, Better Without You
Najlepsze utwory: Broken Pieces Shine, The Game is Over, Better Without You
Najsłabsze utwory: Far From Heaven


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Wojtek Chaber
Wojtek Chaberhttps://open.spotify.com/user/wojtek.chaber?si=qfm4waT0Sj2TqsPrFJfU2w
Złośliwi mówią, że mam gust muzyczny siedemdziesięciolatka. Lubię klasyków rocka - Rolling Stonesów, Led Zeppelin czy Pink Floyd. W długie jesienne wieczory zasłuchuję się w muzyce Massive Attack i Nine Inch Nails. Lubię Linkin Park, ale ze starych płyt, a złego nastroju pozbywam się przy dźwiękach Nirvany.

Czytaj również

Po prawie dwóch dekadach od wydania debiutanckiego Fallen, Evanescence wraca z nowym albumem, w którym gorycz miesza się z dojrzałością, wyznaczając nowy kierunek w twórczości zespołu.Amy Lee, współtwórczyni i jedyna członkini oryginalnego składu zespołu, zawsze miała zdolność do trafnego przekazania emocji w swoich utworach....Evanscence – The Bitter Truth (2021), recenzja Wojtka Chabera