Eurowizyjny cringe, czyli „śpiewający kurczak”. Felieton Pawła Markiewicza

Do napisania tego artykułu publicystycznego zachęcił mnie albo inaczej – zmusił mnie felieton mojego redakcyjnego kolegi, a raczej jego część, z której można było wyczytać argument mówiący mniej więcej tyle  – „to, że wygrał śpiewający indyk, nie oznacza, że konkurs Eurowizji jest płytki i zły”. Serio? A komentarze wśród „znawców Eurowizji” są jeszcze gorsze.

Nie oszukujmy się, ale piosenka TOY, która należy do izraelskiej reprezentantki i laureatki tegorocznego konkursu Eurowizji, jest jedną z najbardziej chwytliwych kompozycji, które zostały zgłoszone do muzycznego wydarzenia na przestrzeni kilku ostatnich lat. I to jest niezaprzeczalny fakt. Może to jest też odpowiedź na pytanie, której nieubłagalnie poszukują „znawcy” Eurowizji, a mianowicie – „DLACZEGO TEN KURCZAK WYGRAŁ EUROWIZJĘ”, „INNI MIELI LEPSZE PIOSENKI”, „ALE SYF”. To chyba największy ból dupy, jaki wywołał ten konkurs w swojej historii. Podobnej kontrowersji nie wzbudził nawet tryumf Jamali z politycznym zabarwieniem w 1944.

A przecież doskonale wiadomo, że Eurowizja jest miejscem, gdzie można zaprezentować dosłownie wszystko. Zaczynając od reggae i disco polo, a kończąc na operze, którą w tym roku zaserwowała nam Estonia czy rok temu Chorwacja. Więc dlaczego Netta, ze swoją cholernie chwytliwą i optymistyczną kompozycją, uzbrojoną w gdakanie kury, miałaby być gorsza?

Może dlatego, że wokalistka nie ma talii osy i jest dość pulchną osobą, a ludzie z takim typem sylwetki powinny siedzieć zamknięci w domu, a najlepiej w szafie lub w piwnicy i nigdy nie pojawiać się publicznie, a co dopiero na konkursie Eurowizji. Skandal i szok. Nie oszukujmy się, ale wiadro śmieci i najgorszego szamba, jakie zostało wylane na Nette po ogłoszeniu wyników było niewyobrażalne – głównie ze strony polskiej, która nie potrafi pogodzić się z porażką Gromee i wokalisty, który nie był w stanie udźwignąć występu live (zasłaniając się przy tym błędami ze strony techników). Sorki kochanienki, ale przy takim fałszu nawet złoty deszcz ani fajerwerki nie zagwarantowałyby nam miejsca w finale. I o ile można krytykować sam głos Pani z Izraela, który momentami nie brzmiał tak jak brzmieć powinien, to o tyle wara od jej wyglądu, sylwetki czy aparycji. Żadna osoba, zwłaszcza ta, która bierze udział w międzynarodowym konkursie, żeby pokazać światu swoje możliwości wokalne i muzyczne, nie czyniąc przy tym nikomu krzywdy (czytaj jest neutralna), nie zasługuje na to, co ją spotkało.

A Netta ma czym pochwalić się w kategorii umiejętności muzycznych, bo to nie jest żaden laik, któremu nagle zamarzyła się wielka kariera muzyczna. Ta dziewczyna to prawdziwy dynamit, a swoje możliwości pokazała w programie HaKokhav HaBa (zbieżność z Mandaryną na pewno nie jest tu przypadkowa), gdzie z palcem w nosie zwyciężyła i zyskała przychylność widowni i krytyków muzycznych. I szkoda, że podobnie jak w talent-show, nie mogła na scenę w Portugalii wprowadzić swojego prawdziwego rejestratora dźwięku i konsoli, bo występ byłby jeszcze znacznie lepszy i ciekawszy. Spójrzcie chociażby na Sing Hallelujah. Ktoś jeszcze będzie śmiał podważyć jej możliwości muzyczne? Jeśli dalej to robisz, to weź w łapy taki sprzęt jak Netta, „pobaw” się nim kilka miesięcy i zobaczy czy to takie łatwe i szybkie w obsłudze. A. No i hej Salvador Sobral, pamiętaj, że jesteś na takim samym poziomie co Netta i nie możesz czuć się lepszy jedynie dlatego, że reprezentujesz inny, bardziej spokojny i poetycki nurt muzyczny. Oboje jak na razie jesteście zwycięzcami Eurowizji i tak pozostanie na długo, dopóki żadne z Was nie wykorzysta swoich pięciu minut, a zdaje się, że Twoje szanse zostały zmarnowane – nawet na to, żeby zaprezentować się ze swojej twórczej odsłony przed całym globem, który bacznie Ci się przyglądał. Pamiętajcie, że muzyka nie ma granic.

I tak jak Doda powiedziała w jednej z rozmów „Scena wiąże się z tym, że łączymy teatr, łączymy taniec, łączymy muzykę, łączymy iluminacje świetlne i wszystko to, co powoduje, że widz jest przez trzy minuty w szoku”. Czy tak właśnie nie stało się w przypadku Izraela, który co zabawne, krytykowany przez publiczność, zyskał od niej najwięcej głosów? Ona bawi się tą muzyką, jest radosna i to udzieliło się widowni poprzez odbiorniki telewizyjne rozstawione po całym świecie. Skoro tak Wam się nie podobało, to dlaczego Netta zdobyła największą ilość punktów od telewidzów? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wysyłałem na Nią sms”, to spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego nie wysłaliście swojego głosu na reprezentanta innego kraju i nie uczyniliście laureatem np. zmianierowanej Litwy czy ognistego Cypru? To trochę jak z wyborami prezydenckimi w naszym kraju. Nie idę na wybory, nie zagłosuję, ale ponarzekam sobie na wyniki, bo mogę – W O L N O Ś Ć   S Ł O W A. Nawet jak się nie znam, to mogę. W tych czasach każdy jest specem od wszystkiego i paradoksalnie ma najwięcej do powiedzenia w kwestiach, w których wie najmniej.

Pamiętajcie, że to wciąż zabawa, blichtr i blask, a nie poważny konkurs recytatorski czy wygłaszanie wierszy. Eurowizja to wydarzenie komercyjne, które nie tylko zachęca muzyką, pomysłem, ale również wizualizacjami – czymś, co cieszy nie tylko ucho, ale także oko. Nie można tego konkursu określać mianem kiczu czy tandetnego festiwalu. Te określenia najczęściej padają z ust osób, które albo nie są zagłębione w temat (witaj Karolina Korwin-Piotrowska) albo zwyczajnie powielają powszechne opinie. Owszem, znajdą się tam piosenki zabawne, które tylko dodają smaczku Eurowizji (jak Mołdawia), ale to także miejsce dla dobrego popu i wreszcie – prawdziwa kuźnia talentów. Zwłaszcza dla debiutów na miarę Aminaty, Blanche czy Loica Notteta.

Choć już tak na zakończenie, największy ubaw miałem z komentarzy zaraz po tym, jak Polska nie wyszła z półfinału. Wtedy „eksperci” zganiali winę na obecny rząd naszego kraju, że jesteśmy nietolerancyjni, że mamy złą wizytówkę za granicą itp. Cytując klasyka – „szyny były złe, a podwozie, podwozie też było złe”. Ubawiłem się przednio. Podobnie jak w porównaniach, że skoro „kurczak” mógł wygrać, to nasza propozycja była o wiele ciekawsza i zasługiwała co najmniej na awans do finału. Czyżby?

PS swój głos oddałem na Francję, bo pomimo, że nie rozumiałem co śpiewa, to cholernie jej w to uwierzyłem. Ale zwycięstwo Izralea w zupełności mnie zadowala, bo tę dziewczynę stać na wiele i czuję wewnątrz, że w najbliższej przyszłości jeszcze o Niej usłyszymy.

Czytaj również