Eminem – Shady XV (2014), recenzja Tomasza Pawelca

Dzisiejszy bohater recenzji należy do raperów, którzy raczej dbają o słuchaczy ilością materiału. Stara się ograniczać krótkie płyty, a je same wydaje dość często. Tym razem mamy do czynienia jednak z kompilacją świętującą 15-lecie jego wytwórni. Shady XV już na pewno w połowie jest przepełniona świetnymi utworami, ponieważ najnowsze, dwupłytowe dzieło Eminema i jego kolegów zawiera w sobie 15 największych hitów wytwórni. Jak na ich tle prezentują się nowe kawałki?

Kompilacja ma pokazać to co najlepsze w założonej w 1999 roku wytwórni. Shady Records założyła ekipa kumpli – Eminem i D12. W międzyczasie pojawiali się nowi członkowie, inni odchodzili. Na chwilę obecną skład wytwórni wygląda następująco: Eminem, Yelawolf, D12 oraz Slaughterhouse. Przy największych hip-hopowych amerykańskich wytwórniach skład wygląda skromnie. Ale być może to jest siła Shady Records?

Przyznam się szczerze, że do recenzji podchodziłem z niemałym niepokojem. Niepokojem o formę Eminema. Ostatnie lata nie były dla niego najlepsze. Choć ubiegłoroczne The Marshall Mathers LP2 wsród przeciętnych opinii otrzymało kilka bardzo dobrych recenzji, tak Recovery było wręcz katastrofą. Nie można się dziwić, że Eminem w 2010 roku poszedł w stronę totalnego mainstreamu – tak obecnie robi cała rapgra. Niestety, bardzo łatwo przesadzić. Wychodzą z tego potem takie twory jak Recovery, które nie odpowiadają zarówno zagorzałym fanom, ani też „niedzielnym słuchaczom rapu”.

Na Shady XV najpopularniejszy białoskóry raper świata uciekł od nieudanej twórczości. Skupmy się chwilowo tylko na pierwszej części albumu, zawierającej nowe utwory. Eminem odrobił pracę domową, spisał się świetnie. Ale nie tylko on, każdy członek Shady Records odwalił kawał dobrej roboty. Na moje szczególne uznanie zasłużyło Psychopath Killer. To nowoczesny mocno psychodeliczny utwór w wykonaniu Slaughterhouse, Eminema i Yelawolfa. O tym ostatnim niedawno było bardzo głośno. To za sprawą singla Till It’s Gone, który od momentu pojawiania się w jednym z odcinków Sons Of Anarchy szybko nabrał na popularności. Z połączenia rapu i folku może wyjść coś naprawdę klimatycznego, artysta nam to udowodnił. Utwór pojawi się też na najnowszym krążku rapera Love Story, na który mocno czekamy. Ale to już temat na 2015 rok.

Głównym singlem promującym album jest Guts Over Fear z gościnnym udziałem Sii. Jej głównym problemem jest to, że wszędzie brzmi tak samo. Gdybym miał zgadywać, czy utwór znajduje się na hip-hopowym albumie czy na LP artystki miałbym ogromny problem. Singiel ma potencjał, by zostać parę razy zagranym w rozgłośniach radiowych, nic więcej. Zbyt przypomina nieszczęsne featuringi Eminema z Rihanną. To czym także się zawiodłem, to tylko jeden nowy utwór D12. To od nich wszystko się zaczęło a na Shady XV grupę potraktowano niejako jako zapychacze. Niefajnie.

Drugą część można by właściwie ominąć. Nie, nie dlatego że jest tak słaba. Po prostu każdy fan Eminema, czy nawet każdy szanujący się słuchacz rapu te utwory zna. Na części Y mamy do czynienia z najpopularniejszymi hitami wytwórni. Nie zabrakło więc legendarnego już Lose Yourself, za które Em otrzymał Oscara (utwór był soundtrackiem do filmu 8 Mila). Nie zabrakło też prawdziwych bangierów od 50 Centa. Nie lubię tego słowa, ale w tym konkretnym przykładzie sprawdzi się. Właściwie nie ma kawałka, którego brakuje… Może Without Me, też niejako już symbolu twórczości Shady’ego .

Płyta jest całkiem udanym podsumowaniem nie tylko twórczości wytwórni, ale też samej kariery Marshalla. To jemu mimo wszystko będzie się zawdzięczać ewentualny sukces komercyjny kompilacji. Miła odskocznia po średnio udanych ostatnich solowych albumach legendy hip hopu. Być może nowe utwory zwiastują powrót Ema na właściwe, artystyczne tory.

eminem shady xv 2014

Czytaj również