Elton John – Wonderful Crazy Night (2016), recenzja Marty Mrowiec

Elton John to jeden z moich ulubionych artystów, nic więc dziwnego, że bardzo czekałam na jego kolejny album. Przyznam, że jego energia i żywiołowość mnie zaskoczyły. To zupełnie inny album niż jego poprzednik.

Jakiś czas temu czytałam książkę Eltona Johna Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie. To smutna książka. Bardzo smutna. O AIDS, o samotności, chorobie, braku szacunku. To również książka o walce. Elton John pokazuje możliwości walki z tą chorobą. Otwarcie opowiada o swoich uzależnieniach, życiu jakie wiódł i chwili, w której wszystko się zmieniło. Jeżeli ktoś na tego artystę patrzy przez pryzmat jego orientacji seksualnej, powinien sięgnąć po tę pozycję. Pokazuje ona Eltona jako dobrego człowieka, który nieustannie pomaga innym. A czy nie o to chodzi w życiu, by być dobrym? Wracając jednak do kwestii muzycznych. Nowy album mnie zaskoczył. Spodziewałam się spokoju, smutku, liryczności, pięknych ballad poruszających serce. Dostałam masę energii, dawkę pozytywnych dźwięków, a przede wszystkim odmienionego Eltona. Młodzieniaszka, w którym ciągle tkwi potencjał. I chociaż jestem świadoma, że ten krążek nie jest rewolucyjny, nie zmieni oblicza muzyki i zapewne nie wpisze się na stałe w jej kanon, to jest to spora dawka dobrego grania.

Już tytułowy utwór zabiera nas w świat szalonego rockandrolla. To spora dawka gitarowego grania. Żywiołowy i energiczny numer. In the Name of You, Blue Wonderful czy A Good Heart utrzymane są w klimacie bardziej pasującym do poprzedniej płyty, to ballady melancholijne i spokojne. Jednak gdzieś przez ten spokój przebija się nutka szaleństwa. Przyznam, że chociaż bardziej lubię The Diving  Board to najnowszy album ma coś w sobie wesołego, co sprawia, że z przyjemnością po niego sięgam. Elton pokazał, że mimo swojego wieku mógłby podzielić się witalnością i wigorem z niejednym młodym muzykiem. Podobno Wonderful Crazy Night, jak mówił sam artysta, zostało nagrane w 17 dni. Powstało 14 utworów, 10 z nich trafiło na wersję podstawową albumu, dwa dodatkowe na wersję deluxe. Słychać, że niektóre utwory brzmią jakby grane były na żywo, bez dociągnięć, jednak to nadaje im charakteru i prawdziwości.

Elton John nikomu nic nie musi udowadniać. Wydając kolejny album mógł sobie pozwolić na ekstrawagancję w sposobie nagrywania. Claw Hammer z nieco westernowskim klimatem delikatnie płynie, a Looking Up dzięki świetnym wstawkom fortepianowym zapada w pamięć. Z kolei w Guilty Pleasure oprócz znakomitej partii gitarowej mamy gospelowy chórek. Gatunkowo mamy tutaj swego rodzaju misz-masz. Trochę blusa, trochę rocka, trochę muzyki folkowej. Wszystko to jednak w połączeniu z ciekawymi, acz prostymi aranżami niesamowicie buja. Czuć na tym albumie duszę i włożone serce. Elton nagrywa z pasją i polotem. Mimo wieku nadal wykazuje się spontanicznością, żywiołowością i werwą. W dodatku jego wokal ciągle jest wyrazisty i charyzmatyczny.

Wonderful Crazy Night zabiera nas właśnie w taką szaloną, całonocną zabawę. To zbiór 12 temperamentnych numerów, przy których nie sposób nie tupnąć nóżką. Jeżeli lubicie żywiołowe albumy, jednak zakorzenione w tradycyjnych dźwiękach, to ten album jest dla was. Elton John pokazał, że ciągle potrafi się bawić. Tak jak na okładce jawi się nam jako roześmiany facet, taki jest na albumie. Również kolorowe tło odzwierciedla klimat albumu. Barwny i różnorodny.

Czytaj również