Ellie Goulding – Brightest Blue (2020), recenzja Kacpra Pelo

Inne recenzje

5 lat. Dokładnie tyle musieli czekać fani brytyjskiej wokalistki Ellie Goulding na kolejny, już czwarty, album studyjny. Choć od jakiegoś czasu karmiła nas pojedynczymi singlami, dopiero teraz swoją premierę ma najnowszy krążek Brightest Blue. Ellie udowodniła, że niezależnie od komercyjnych sukcesów, pozostaje świadomą artystką przez wielkie A.

Ellie Goulding  zadebiutowała w 2010 roku. Ma na swoim koncie kilka płyt, wyprzedane do ostatnich miejsc trasy koncertowe oraz single na najwyższych miejscach muzycznych notowań. Od wydania Lights – pierwszego CD – nie pozostawała w miejscu. Cały czas parła do przodu i zmieniała się razem ze swoimi utworami. Oprócz postępów w jej karierze, ważne są te w jej prywatnym życiu. Choćby szczęśliwe małżeństwo i to, że nie jest już młodą dziewczyną, a dorosłą kobietą. Właśnie te wszystkie czynniki składają się na album, jakim jest Brightest Blue – świeży, dojrzały i przemyślany. Choć nie zabrakło w nim odrobiny szaleństwa.

Brightest Blue opisuje moje słabości… Życie w złożonym świecie, gdzie związki wciąż determinują, czy jesteśmy szczęśliwi, a złamane serce może okazać się najbardziej bolesną rzeczą, bez względu na to, jak wielka jest twoja świadomość samego siebie. Piosenki z tej części płyty symbolizują też dorastanie i stawanie się kobietą.

Płyta jest podzielona na dwie części – Brightest Blue oraz EG.0. Pierwsza z nich składa się z trzynastu utworów, w tym z trzech interludes. Chociaż nie są one samodzielnymi tworami, dodają całości głębi i podkreślają to, o czym śpiewa Ellie.  Tą część otwiera mocna ballada Start w duecie z serpentwithfeet, która stanowi preludium do dalszych piosenek. Piosenek o tym, że nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa i iść przez życie z podniesioną głową. Takie utwory jak Love I’m Given przeplatają się z podobnymi do New Heights. Jedne z mocnym, elektronicznym bitem i odważnym tekstem. Drugie ze skromnym akompaniamentem fortepianu i silnym wokalem Goulding. Na tle innych wyróżnia się utwór Tides, który muzycznie pasuje bardziej to strony B tej płyty. Przypomina trochę stylistycznie jeden z kawałków z Delirium. Chwytliwy rytm, niebanalny tekst – ma potencjał na bycie kolejnym singlem. Oprócz tego, pozostałe utworu pozostają w podobnej do siebie konwencji, ale nie są powtarzalne. Każdy z nich jest odrobinę eksperymentalny i zupełnie różny, choć razem tworzą wspaniałą, spójną całość. Te same historie artystka przedstawia na różne sposoby – o tym jest ta część – odkrywaniu własnych uczuć i godzeniu się z przeszłością.

EG.0 otwiera nastrojowe intro Overture. Tajemniczy instrumental jest swojego rodzaju mostem, który łączy dwie części płyty. Sama Ellie podkreśla, że piosenki tam pochodzą od jej buntowniczego alter-ego. Tu nie ma niespodzianki, bo wszystkie utwory zostały opublikowane sporo przed premierą albumu. Ostatnie kolaboracje brzmią świeżo i radiowo. Wpadają w ucho od pierwszego przesłuchania i nie da się od nich uwolnić do końca dnia. A z każdym przesłuchaniem zyskują na wartości! Szkoda tylko, że zabrakło choć jednego, nowego utworu. Chciałbym usłyszeć coś więcej w tym stylu, na przykład w wersji solowej.

Brightest Blue to album na który warto było tyle czekać. Wszystko jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Ellie Goulding z jednej strony powraca do korzeni, ale czerpie z tego w zmienionej formie. Przez podzielenie płyty na dwie części zamyka krytykom usta i udowadnia, że jest prawdziwie wszechstronną artystką. Potrafi eksperymentować z muzyką i przelewać w nią swoje uczucia, a z drugiej strony tworzyć radiowe hity, które na pewno podbiją listy przebojów.

Ellie Goulding - Brightest Blue
  • Data premiery: 17 07 2020
  • Single: Worry About Me, Power, Slow Grenade
Najlepsze utwory: Tides, Woman, Flux
Najsłabsze utwory: Hate Me


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Kacper Pelo
Kacper Pelo
Student lingwistyki, beznadziejnie zakochany w muzyce pop i artystycznych kawałkach.

Czytaj również

5 lat. Dokładnie tyle musieli czekać fani brytyjskiej wokalistki Ellie Goulding na kolejny, już czwarty, album studyjny. Choć od jakiegoś czasu karmiła nas pojedynczymi singlami, dopiero teraz swoją premierę ma najnowszy krążek Brightest Blue. Ellie udowodniła, że niezależnie od komercyjnych sukcesów, pozostaje świadomą artystką...Ellie Goulding - Brightest Blue (2020), recenzja Kacpra Pelo