Eleni Foureira – Vasilissa (2017), recenzja Marty Muśko

nullAktorstwo, moda, choreografia i przede wszystkim muzyka to pasje dominujące w duszy tej drobnej dziewczyny, która w zaledwie dekadę zasłużyła na tytuł królowej greckiej sceny pop i miano jednej z najpopularniejszych wokalistek na południu kontynentu. Poznajcie Eleni Foureirę, która już w maju będzie reprezentować Cypr podczas tegorocznej Eurowizji i jej czwarty w dorobku album Vasilissa.

Eleni Foureiera postanowiła pójść muzyczną drogą w 2007 roku, dołączając do grupy Mystique. Trzy lata później świat usłyszał o jej debiutanckim, imiennym albumie, który uzyskał w Grecji status platyny. W odniesieniu sukcesu pomogła jej współpraca z Danem Balanem i wspólnym numerem Chica Bomb, który stał się międzynarodowym hitem. W latach 2012 i 2014 ukazywały się kolejne solowe płyty, występowała na największych galach muzycznych w Grecji, a także w musicalu Barbarella obok greckich gwiazd muzyki pop. Dalsze lata przyniosły wokalistce współpracę z nową (dziś jedną z największych w kraju) wytwórnią fonograficzną Panik Records oraz możliwość sędziowania w greckiej edycji So You Think You Can Dance.

Foureira jest również znana z chęci udziału w greckich preselekcjach. Ma za sobą kilka nieudanych podejść, ale determinacja do zaśpiewania dla europejskiego widza była na tyle silna, że otrzymała taką szansę dopiero w obecnym roku. Otrzymała bilet do Lizbony jako reprezentantka Cypru. Zanim jednak poznamy utwór z którym zamierza podbić międzynarodową scenę, przekazuje naszej uwadze swój czwarty album – Vasilissa, który w niespełna dwa miesiące stał się jednym z najlepiej sprzedających krążków na wyspach.

11 utworów z przewagą języka greckiego i domieszką angielskiego. Artystka już od pierwszej próby jaką jest tytułowa, etniczno-klubowa Vasilissa, brzmieniem zabiera nas w dalekie, słoneczne kraje. Równie egzotycznie jest przy żywiołowym Sto Theo Me Paei. Kompozycja jest bliżej znana osobom obserwującym sytuację na rynku międzynarodowym oraz miłośnikom Konkursu Piosenki Eurowizji, gdzie w 2015 roku swoją anglojęzyczną propozycję Golden Boy zaprezentował wokalista z Izraela – Nadav Guedj. Jeszcze w tym samym roku swoją interpretację przedstawiła Eleni i przy jej odsłuchu towarzyszy mi odczucie, że ten taneczny numer był jej przeznaczony, a pierwowzór został przez nią całkowicie wyparty.

Tęsknicie już za świętami? Biały krajobraz wciąż dominuje, jednak nie wydaje się być tak atrakcyjny, jak w okresie bożonarodzeniowym. Dzięki wokalistce i 2018 S’ Agapo możecie ponownie otoczyć się radosną atmosferą i dzwonkami sań. Trzeba przyznać, że umieszczanie świątecznej kompozycji na albumie, który ma towarzyszyć słuchaczom przez okrągły rok  jest dość nietypowym zabiegiem, ale kto odważnemu zabroni? Zupełnie nie byłabym zaskoczona, gdyby kiedyś wydała świąteczny krążek w środku upalnego lata. Na ostudzenie tanecznego zapału otrzymujemy Den Sou Xrostao Agapi – jedyną balladę na 11-elementowym krążku. Można byłoby rzec, tylko jedną, jednak stwierdzam, że jest to w pełni dogodna ilość. Liryka nie jest najmocniejszą stroną artystki. Kompozycja brzmi poprawnie, jednak bez emocjonalnego zaangażowania, a sam wokal został dość brutalnie potraktowany przez muzyczne tło, które wyszło przed szereg i skutecznie ją zagłuszyło.

Niektóre piosenki zostały przygotowane w dwóch wariantach językowych. Klubowy dynamit w postaci Mono Gia Sena otrzymał swój anglojęzyczny odpowiednik Follow The Sunrise, zaś Ti Koitas w towarzystwie rapera Mike’a dla reprezentacji na międzynarodowym rynku został przedstawiony jako Come Tiki Tam. Sytuacja w przypadku tych dwóch kawałków jest dość przewrotna. Mono Gia Sena w swoim ojczystym języku jest niepowtarzalne, a Follow The Sunrise brzmi przeciętnie, mimo ciekawej muzycznej odsłony. Z kolei bliższe komercji Ti Koitas w ostatecznym rozrachunku ciekawie prezentuje się w obydwu wariantach. Jest również Ladies (Stand Up), które nie przykuwa uwagi i szybko zostaje zapomniane na tle bogatej konkurencji. Poza tym tu ponownie dzieje się coś dziwnego na polu wokal-muzyka za sprawą dziwnej produkcji, która wciąż wydaje się być niedopracowana.

Nie musisz być piękny, ani bogaty. Ważny, abyś miał to przysłowiowe coś. Dość powszechnie poruszany w utworach przekaz został dopieszczony niespodziewanym brzmieniem To Kati Pou Exeis, które wraz z rozwojem aż do samego końca nabiera jeszcze ciekawszych obrotów. Warto zwrócić uwagę, iż na albumie została umieszczona radiowa, skrócona wersja singla, którą pozbawiono klubowej wstawki w drugiej połowie. Zdecydowanie polecam wersję video, która nie odejmuje utworowi jego kulminacyjnego punktu. Słyszalny jest też progres w umiejętnościach wokalnych. We wcześniejszych wykonaniach Eleni można było dosłuchać się licznych niedociągnięć, które w moim odbiorze często brzmiały chaotycznie. Obecny materiał brzmi o wiele lepiej, a sam głos wydaje się być w pełni przez nią okiełznany. Czy to za sprawą technicznych poprawek, czy nabierania doświadczenia i doskonalenia swojego warsztatu – o tym przekonamy się już wkrótce w Lizbonie. Jedno jest pewne – jej artystyczna odwaga, wyrazistość i co raz ciekawszy repertuar powoduje, że pokładam w tej artystce wielkie nadzieje jako jednej z moich faworytek w tegorocznej stawce. Dziewczyna ma ogromny potencjał w świecie muzyki tanecznej i popu, a płyta Vasilissa i pochodzące z niej single jedynie to potwierdzają.

Czytaj również