Eurowizyjni wykonawcy albo pozbywają się łatki tego konkursu, albo nie. Czasami osiągają międzynarodowy sukces, a innym razem są kojarzeni tylko ze swoim występem. Niemiecki zespół Elaiza hitem Is It Right wypracował sobie wystarczającą popularność, aby zaciekawić słuchaczy swoim drugim albumem studyjnym. Ale czy kolejny krążek grupy jest warty przesłuchania? Sprawdźcie.

Elaiza to całkiem młode trio pochodzące z Niemiec, o którym świat (a właściwie Europa) usłyszał podczas Eurowizji w 2014 roku. Właśnie wtedy formacja zaprezentowała wyżej wspomnianą piosenkę o tytule Is It Right, jednak mimo, że spodobała się publiczności, zajęła dopiero 18. miejsce. Lokata poza pierwszą dziesiątką nie przeszkodziła wzrostowi popularności eurowizyjnego hitu. Polacy szczególnie upodobali sobie tę piosenkę jako dobry radiowy utwór na lato, a zespół odwiedził nasz kraj już dwa razy. Tak formacja promowała swój debiutancki longplay Gallery wydany 2 lata temu. Teraz grupa jest już dwa tygodnie po premierze drugiego krążka. A więc przyjrzyjmy się albumowi zatytułowanemu Restless.
Najnowsze wydawnictwo Elaizy otwiera piosenka Hurricane będąca dobrym preludium do reszty krążka. Utwór od początku porywa słuchacza żywą melodią i wpada w ucho. Dużym plusem tego zespołu jest to, że jego członkinie nie tylko śpiewają, ale grają na takich instrumentach jak akordeon i kontrabas. I już na początku słychać połączenie nowoczesnej alternatywy z instrumentalnym brzmieniem, co jest dosyć ciekawe. Głos głównej wokalistki, czyli Elżbiety Steinmetz, nie jest wyjątkowy i wybitny, ale pasuje do piosenek, które śpiewa; jest oprawiony interesującą linią melodyczną. W prostocie tkwi siła – idealnie odnosi się to do kompozycji prezentowanych przez te trio. Dziewczyny z Elaizy stawiają głównie na chwytliwe refreny mające przyciągać słuchaczy do piosenek. Można to zaobserwować również w kolejnej piosence zatytułowanej Shooting Star. To właśnie refren jest głośniejszy, a Elżbietę wokalnie wspierają w nim Yvonne Grünwald oraz Natalie Plöger.
Kolejna kompozycja zatytułowana Summer Somewhere jest przeciętna, to typowo radiowy utwór. Jednak dalej mamy tytułową balladę, która trochę wycisza słuchacza. Ten utwór odsłania dojrzalszą stronę zespołu. O ile na poprzedniej płycie panowały disneyowskie tematy, o tyle w wypadku Restless czarno-biała okładka zobowiązuje – jest poważniej. Kolejnym stonowanym akcentem jest Real, gdzie Steinmetz wyśpiewuje dość wysokie partie i nie idzie jej to wcale aż tak źle. Piękny fortepian w tle dodaje tu nastrojowości. Z klimatycznej strony krążka mamy jeszcze utwór Gone But Not Gone – całkiem ładny, choć nie wyróżnia się niczym wyjątkowym.
Powróćmy do dynamicznych kompozycji Elaizy. Na początek coś, co mi osobiście skojarzyło się z Kelly Clarkson i Stronger, czyli Stronger Next To You. Oczywiście tylko tematycznie, bo wokalnie i muzycznie to koło Kelly nawet nie stało. W przypadku piosenki wykonywanej przez niemieckie trio znów mamy typowo radiowy utwór – przeciętne zwrotki i chwytliwy refren. Artystki pewnie miały nadzieję, że któraś z tych piosenek stanie się hitem na wakacje – szkoda, że w radiu nie słyszałam jeszcze żadnej z nich. Folkowy, chóralny początek, energiczny refren z jakże mądrym uo-uo-uoł i mamy kolejną kompozycję, tym razem to Leave Me Alone. Widzę tu koncertowy potencjał na rozruszenie publiczności, jednak nie jest to ambitny kawałek. Mamy jeszcze Workaholic – czemu artyści tak upodobali sobie te ciągłe work, work, work? W wersji Elaizy to trochę zbyt krzykliwe.
Bonusami na Restless są dwa numery: ładne Be Beautiful na żywo oraz remix Hurricane. Oba te prezenty są całkiem udane, bo słyszymy, że koncerty nie są wyzwaniem dla zespołu, który na żywo brzmi wręcz świetnie, a dodatkowo, umieszczając mix piosenki otwierającej album, dziewczyny udowodniły, że nie boją się takich muzycznych eksperymentów.
Dotychczas, myśląc o Elaizie, miałam przed oczami eurowizyjny występ tej grupy. Jednak po przesłuchaniu Restless, to się zmieniło. Mimo, że nie jest to krążek wybitny i nie prezentuje bardzo wysokiego muzycznego poziomu, to widać, że Elżbieta, Yvonne i Natalie, mają pomysł na siebie. Doceniam to, że potrafią grać na tylu instrumentach i przemycają te umiejętności do własnych kompozycji – to zawsze czyni piosenki lepszymi.

