Edyta Górniak na trasie Love2Love w Gdańsku, relacja Łukasza Mantiuka

Edyta Górniak to zdecydowanie jedna z najważniejszych artystek w Polsce. Mimo, że właśnie świętuje swoje 25-lecie wybrałem się na jej koncert po raz pierwszy. I nie żałuję, bo warto. Diva divą, jednak show było znakomite.

Show – nie z winy Edyty – rozpoczęło się z ponad 40-minutowym opóźnieniem. Sprzedano bilety na miejsca, których nie ma i trzeba było przesunąć krzesełka. Wyszło śmiesznie, no ale w końcu się zaczęło.

Edyta-Gorniak,-Gdansk,-Love4Love-Tour,-fot-Lukasz-Mantiuk-2

Edyta rozpoczęła swój koncert utworem Jestem kobietą. Później mieszała swoje największe przeboje z początków kariery np. Szyby czy Niebo to my wraz z tymi najnowszymi przebojami jak Teraz – Tu, Oczyszczenie czy Your High.

Mimo iż Edytę kojarzymy głównie z wielkimi power-balladami, to jednak jej koncert nie był taki. Wypełniły go głównie te nowsze kawałki, energiczne i nowoczesne. Dzięki temu cały koncert nabrał dynamiki i jakości, a nie był swoistym ziew-festem.

Podczas gdańskiego koncertu pojawiło się troje gości. Edyta wraz z Mietkiem Szcześniakiem zaśpiewali moją kochaną Dumkę na dwa serca. Pojawił się również Glaca z zespołu Sweet Noise, a wykonanie Nie było to jeden z bardziej interesujących momentów podczas koncertu. Ostatni duet to Co mi panie dasz z Markiem Piekarczykiem. Mimo niesamowitych wokali i niesamowitej siły całej dwójki, to jednak przeszło to trochę bez echa.

Ostatecznie jestem bardzo zadowolony z koncertu. Pojawiły się dwa z trzech utworów na które czekałem – mówię tu o Nie proszę o więcej oraz To nie ja. Zabrakło trzeciego – Litania. Np. Niebo to my albo Szyby chętnie bym zastąpił właśnie Litanią.

Koncert ten pokazuje, że Edyta nie chce być już wielką balladową diwą, której oczekuje publiczność. Edyta jest nowoczesna, podąża za standardami i panującymi aktualnie klimatami. Dlatego nie powinno dziwić, że Your High pojawia się dwukrotnie, a przeważają utwory z najnowszych płyt. Nie dziwi też – a niesamowicie bawi i cieszy cover Gangnam Style na sam koniec. Edyta pokazuje, że potrafi zakończyć koncert z jajem i lekkim przekąsem (właściwie to pokazywała to przez cały koncert, gdyż wymieniając najważniejsze wydarzenia swojej kariery nie zapomniała wymienić hymnu).

Czytaj również