MENU

    Editors wystąpili w Muzycznym Studio Trójki im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Recenzja Darii Radomskiej

    Są takie zespoły, których występy bez dwóch zdań na długo zostają w pamięci. Dla mnie jednym z nich jest Editors. Było to moje trzecie spotkanie z grupą z Birmingham i zdecydowanie najbardziej wyjątkowe.

    Editors przyjechali promować do Polski swoje najnowsze wydawnictwo Black Gold – album podsumowujący siedemnaście lat grania, zawierający wyselekcjonowane piosenki z sześciu studyjnych płyt i trzy nowe kompozycje Frankenstein, tytułowe Black Gold i Upside Down.

    Choć sami muzycy przyznali, że akustyczne występy nie są dla nich częstym zjawiskiem, wypełnione po brzegi Muzyczne Studio Trójki udowodniło, że zdecydowanie jest to świetny pomysł.

    Rozpoczęcie koncertu od fenomenalnego Smokers Outside The Hospital Doors z drugiego albumu grupy było zdecydowanie strzałem w dziesiątkę i zapowiedzią wspaniałego wieczoru. Gdy głos Toma Smitha wypełnił salę na twarzach publiczności zaczęły pojawiać się uśmiechy.

    Jako drugie zabrzmiało Sugar. Piosenka dla mnie dość sentymentalna i wywołująca za każdym razem ogromne emocje w wersji akustycznej nabrała zupełnie innego wydźwięku. Co ciekawe, było to pierwsze takie wykonanie tego utworu! Magia! Nie mogło też zabraknąć też największych hitów, czyli Munich i Papillon. Bardzo miłym zaskoczeniem dla mnie było usłyszenie Two Hearted Spider, które do koncertu był mi totalnie obojętne, a od niedzieli nie mogę się uwolnić od tego utworu.

    Dość energiczne w oryginale Cold i Violence, które przy akompaniamencie wiolonczeli nabrały delikatności. Z trzech nowych piosenek dane było nam usłyszeć tylko Upside Down, ale myślę, że w lutym pozostałe dwa wybrzmią na pewno. Przed No Sound But The Wind, jednym z najbardziej wzruszających utworów wokalista pozwolił sobie na przełamanie lodów i zażartował na temat okropnych skarpetek, które tego dnia miał na sobie (nie były takie straszne! ). Według mnie publiczność została totalnie oczarowana.

    Genialnym pomysłem było wplecenie w setlistę coveru. Wybór padł na Half a World Away od R.E.M., które w wykonaniu Editors wyszło po prostu fenomenalnie. Myślę, że nikt ze zgromadzonych się tego nie spodziewal

    Na koniec usłyszeliśmy A Ton Of Love i Blood, które doskonale zakończyły wieczór. Choć moim skromnym zdaniem pozostał niedosyt. Głos Toma Smitha zdecydowanie jest jednym z tych, które będą nieustannie poruszać serca i duszę.

    Jedyne czego mi tak naprawdę odrobinę zabrakło, to jakiś kontakt z publicznością. Tak naprawdę poza „dziękuję”, czy wspomnianą wyżej anegdotą, artyści skupili się muzyce. Nie do końca potrafię określić czy mi to przeszkadzało, bo po to właśnie się tam zgromadziliśmy. Sympatycznym gestem było za to to, że każdy z uczestników otrzymał mały upominek – materiałową torbę z napisem „Editors Black Gold” – zdecydowanie będzie przypominać o tym jakże miłym wieczorze.

    Ukłon należy się też organizatorom, którzy pozwolili zgromadzonym na nagrywanie/zdjęcia tylko przez trzy pierwsze piosenki, dzięki czemu później można było się skupić w pełni na muzyce. Intymna atmosfera, bez błysku fleszy jest bez wątpienia tym, co wpasowuje się w tego rodzaju występy i, co ważniejsze, moim zdaniem, w stylistykę Editors.

    To naprawdę niesamowite przeżycie, móc uczestniczyć w takim wydarzeniu. Piotr Metz zapowiadając występ grupy w radio powiedział, że Editors to jeden z najważniejszych zespołów rockowych XXI w. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Skromność i talent jaka przebija przez angielską grupę na przełomie lat zaskarbiła sobie serca fanów na całym świecie. Moje skradli kilka ładnych lat temu i nic nie zapowiada zmian.

    Daria Radomska
    Daria Radomska
    Zawieszona pomiędzy alternatywnym graniem a zdecydowanymi krzykliwymi wokalami. Zakochana w rocku lat 80tych. Na pewno spotkasz mnie na jakimś koncercie!

    Ostatnio opublikowane