Eagles of Death Metal – Zipper Down (2015), recenzja Kacpra Rogalewskiego

Żyjemy w czasach, w których rock przerzucany jest z kąta w kąt. Wszyscy rockmani plują w twarz wcześniej nam znanym wyznacznikom tego gatunku. Przekonanie o tym, iż powróciła epoka brudnego, brutalnego i niegrzeczna rocka wcale nie jest nad wyrazem. Cały gitarowy świat znowu pragnie być jak Elvis Presley na kokainie. A z nim także zespół tworzony przez Josha Homme’a (Queens Of the Stone Age) oraz Jessego Hughesa czyli Eagles Of Death Metal.

Eagles Of Death Metal to kalifornijski zespół powstały w 1998 roku. Współtworzy go dwóch wspaniałych muzyków. Swoją stałą pozycje na rynku potwierdzili dopiero 10 lat później publikując album pt. Heart On. Jest to wydawnictwo dość podobne do ich najnowszego krążka zatytułowanego Zipper Down. Zespół bowiem cały czas czerpie gitarowe brzmienia pierwotnie zakorzenione w 60. i 70. W tej płycie pełno ducha z takich zespołów The Rolling Stones czy Duran Duran.

Zipper Down to prozaiczny zbiór wszystkiego co było najlepsze w muzyce rockowej. No właśnie, było. Po kilku przesłuchaniach albumów dotarło do mnie poczucie monotematyczności tej muzyki. Panowie stworzyli płytę pełną wszystkiego czego moglibyśmy się po niej spodziewać. Niestety wprowadzając bardzo mało innowacyjnych dźwięków przez co longplay może się nudzić.

Wszystkie utwory na tym krążku to książkowy przykład garażowego grania. Pełno w nich poszarpanych gitarowych dźwięków, mocnej perkusji i surowego bitu. Album otwiera kompozycja pt. Complexity przepełniona młodzieńczym rockowym buntem. Nic w tym utworze nie zaskakuje jednak to wcale nie działa na jego niekorzyść. Wszystko idzie zgodnie z spopularyzowanym schematem. Kolejną piosenką jest Silverlake czyli jedna z najostrzejszych propozycji od Eagles Of Death Metal. Brzmi ona niezwykle podniosle przez co mogłaby być wyrazem jakiegoś manifestu. Ponadto w tym utworze członkowie zespołu posługują się pewnym wyrazem komizmu. Tym samym, który zaserwowali nam muzycy z Tenacious D. Pod numerem trzecim na Zipper Down znajduje się bardzo ciekawy utwór, który ewidentnie nawiązuje do Micka Jaggera i spółki. Chodzi o Got a Woman. Ten utwór jest niesamowicie porywający. Z daleko bije od niego ten uwodzicielski wydźwięk, który w latach 60. paraliżował damską część publiczności. Podobnie na zmysły działa I Love You All the Time. Te dwie kompozycje są niesamowicie skoczne i mają przede wszystkim bawić. A muzycy z tego charakterystycznego zespołu wielokrotnie deklarowali, że ich muzyka jest tworzona w celach rozrywkowych. Kompletnie nie przekonała mnie piosenka Oh Girl, której brakuje chyba dopracowania. Miało być dziwacznie i twórczo, a stworzono lekko niedopilnowany zapychacz. Moją uwagę jednak najbardziej przykuł cover Duran Duran, który także znalazł swoje miejsce na tym albumie. Mianowicie w tym utworze paradoksalnie słychać autorskość wykonania. Widać po prostu prace. Nowa wersja Save a Prayer zaskakuje i budzi niemały zachwyt. Eagles Of Death Metal świetnie sprawdzają się w lekko psychodelicznych dźwiękach spokojnej oraz prostej gitary.

Czego nie można odebrać temu albumowi to na pewno dynamiczności. Całe dzieło słucha się przyjemnie, a czas spędzany z zespołem nie męczy ucha. Z Zipper Down biją ogromne pokłady energii. Odnoszę wrażenie, iż członkowie zespołu na tej płycie zrobili to co zawsze pragnęli. Stworzyli kompozycje na które nie było miejsca w ich pozostałych projektach muzycznych. A co za tym wszystkim idzie wiem, że ta płyta sprawiła muzykom niesamowitą radość i satysfakcję. Eagles Of Death Metal to od początku był projekt skazany na szaleństwa rockmanów. A ich album to po prostu złożony rock’n’rollowy alfabet, za którym tęsknił chyba każdy z nas.

Czytaj również