5 listopada swoją premierę miał pierwszy od piętnastu lat album studyjny Diany Ross. Co legendarna wokalistka ma do powiedzenia dziś, sześćdziesiąt pięć lat po rozpoczęciu kariery? Czy może nagrać album, który będzie brzmiał świeżo, współcześnie, ale jednocześnie tak charakterystycznie dla jej stylu? Okazuje się, że może.
Gdy w czerwcu Diana Ross zaprezentowała światu nowy singiel, zatytułowany Thank You, którym równocześnie zapowiedziała nowy, pierwszy od piętnastu lat album studyjny, to nie da się ukryć – świat muzyki był zaskoczony. Nie ma co oczekiwać innej reakcji, gdy artysta przez ponad dekadę niemal zupełnie milczy, wydając jedynie remixy i składanki swoich największych hitów. Oczekiwania było spore – w końcu artystka jest legendą R&B, czołową postacią słynnej wytwórni Motown, a jej hity, z Upside Down i I’m Coming Ou,t na czele zna i do dziś śpiewa cały świat.
Album Thank You miał się początkowo ukazać we wrześniu, jednak z niewyjaśnionych powodów premiera opóźniła się o dwa miesiące. Jeszcze przed wydaniem płyty, Diana dzieliła się z fanami pojedynczymi singlami, które, jak się okazuje, idealnie oddawały różnorodny charakter całości projektu. Ale od początku.
Thank You to bangier z chwytliwym, wpadającym w ucho refrenem. Melodią, energią, charakterem przypomina mi klasyk I’m Coming Out. Tytułowy singiel z albumu został wydany jako pierwszy i bardzo szybko odczytano go jako swoisty ukłon w stronę fanów artystki. To właśnie taka myśl przecież przewodzi całemu albumowi:
Kolekcja tych piosenek to mój, pełen miłości, prezent dla Was wszystkich. Jestem dozgonnie wdzięczna za możliwość nagrania nowej muzyki w tym czasie. Dedykuję ten album wszystkim słuchaczom. (…) Gdy słyszycie mój głos, słyszycie też moje serce. Niech miłość nas prowadzi!
wypowiedziała się o albumie artystka.
W bardzo podobnym muzycznie stylu utrzymany jest, wydany jako trzeci singiel, utwór I Still Believe. Nie ukrywam, że to jest właśnie to wydanie, w którym najbardziej lubię Dianę – lekko taneczne rytmy, udekorowane jej charakterystycznym wokalem. Utwór przenosi słuchacza wprost do przełomu lat ’70 i ’80, kiedy to artystka przeżywała szczyt solowej kariery. Genialne wypada partia trąbki. Producentem tej piosenki jest Jack Antonoff, który obecnie znany jest ze współpracy m.in. z Laną Del Rey czy Taylor Swift. Ten numer to obowiązkowa pozycja na playlistach tegorocznego Sylwestra,
W If The World Just Danced zaskakuje mocno taneczne, bardzo współczesne, brzmienie. Nietypowy jest tu także głos Diany, który zupełnie nie brzmi jak ona. Piosenka niestety niezbyt przypadła mi do gustu – nie gra tu produkcja, która zagłusza śpiew artystki – nie jestem w stanie nic z niego zrozumieć, no może poza frazą tytułową, Z wokalem także mam problem – zmiany i ulepszenia spowodowały, że słysząc ten kawałek, nigdy nie powiedziałabym, że wykonuje go właśnie królowa Diana Ross. Ponownie, bardzo nowocześnie, ale jednak niezbyt szczęśliwie brzmi Let’s Do It. Pod względem współczesnego brzmienia dużo dużo lepiej wypada In Your Heart – genialne połączenie nowoczesnego bitu z nastrojowym, niemal balladowym klimatem. Numer, tak jak wspomniany Let’s Do It, trochę kojarzy mi się z ostatnimi dokonaniami Jessie Ware, z tym jednak, że In Your Heart bardzo pasuje do ogólnego charakteru płyty, Let’s Do It już nie. Niestety, w wyższych partiach słychać, że głos Diany został podrasowany autotunem, szkoda. Na szczęście zdarzyło się to tylko w jednym miejscu i nie zniszczyło naprawdę świetnej piosenki.
Prawdziwie taneczne brzmienie przynosi dopiero utwór Tomorrow – co to jest za energia! Ciężko się nie pogibać słuchając tego numeru. Owszem, głos znowu został potraktowany autotunem, jednak tu jakoś to mocno nie boli, bo wszystkie elementy piosenki tak bardzo do siebie pasują, że nic nie uwiera, nie przeszkadza. Wszystko się zgadza, pozostaje tańczyć.
All Is Well to spokojna, słodka, popowa ballada, czyli to, z czego wokalistka jest na świecie znana i kochana, klimat, na którym zbudowała swoją karierę.Ten beztroski optymizm jak nic innego jest nam teraz potrzebny – w czasach pandemii naprawdę miło jest słyszeć delikatny, wciąż świeży, tu zupełnie nieprzerobiony, głos Diany, namawiający słuchacza do świętowania chwili, cieszenia się drobnostkami, szepczący wprost do ucha:
Wszystko jest dobrze,
Hej, jest w porządku!
Bądź wdzięczny,
Życzę ci
Szczęścia i chwały
Radości i uśmiechu […]
Kolejna delikatna, nastrojowa pieśń, przywodząca mi na myśl chociażby Touch Me In The Morning, czyli Just In Case – wspaniała, niezwykle klimatyczna, chyba najpiękniejsza z całego albumu. Ta płyta obfituje w ballady, ale The Answer’s Always Love wyróżnia brzdąkająca w tle gitara akustyczna, super brzmi także chórek w powtarzanej, refrenowej, tytułowej frazie. Nie sposób nie zwrócić uwagi na tekst, opowiadający o współczesnym podziale świata, zawsze na dwie połowy. Diana zadaje jednak pytanie, czy tak trudno jest zrozumieć, że nasz świat jest idealnym miejscem do miłości, jedności? Równie piękna jest Count On Me, opleciona dźwiękiem piano, tak samo jako Beautiful Love oraz Time To Call. Ostatnia ze wspomnianych nieco się wyróżnia takim trochę majestatycznym charakterem.
Całość zamyka mi kojarzący się klimatem, nastrojem z Ain’t No Mountain High Enough utwór Come Together. Już taka prawdziwie majestatyczna, stanowiąca swoistą klamrę z otwierającym album Thank You, łącząca w sobie wszystko to, co najlepsze na tym albumie. Uwagę zwracają przede wszystkim dobry głos Diany, chórek, świeże, nowoczesne, ale nie przesadzone brzmienie oraz dźwięki trąbki. Idealne zakończenie.
Nie ukrywam, miałam delikatne obawy co do tego wydawnictwa. Obawiałam się tego, co po latach ma do zaprezentowania Diana Ross. Niepewność była jednak zupełnie nie na miejscu. Thank You to wspaniały, stanowiący swoisty przekrój przez dźwięki charakterystyczne dla artystki, album. Mamy tu liczne, świetne skomponowane i wyprodukowane ballady oraz ciekawe, lepsze i gorsze, numery żywsze, bardziej taneczne. To jednak bardzo ciekawe, że wokalistka odważyła się i sięgnęła po bardzo współczesne brzmienie, które jej sposobowi podejścia do muzyki tanecznej nadało zupełnie innego wymiaru.
Cały projekt to jednak dla mnie także swoista sprzeczność – z jednej strony zupełne pogodzenie się ze swoim stylem i tym, co charakteryzuje Dianę Roos, z drugiej zaś sięganie po nowe, współczesne, które nie zawsze brzmi dobrze. Tak przykro słyszeć w tych piosenkach autotune. W połączeniu z okładką i ogólnym opracowaniem graficznym płyty, mam wrażenie, że wpisuje się ona w toksyczny nurt “nie chcę się starzeć”, który jednak obecnie, za sprawą takich postaci jak Sarah Jessica Parker czy Andie McDowell traci i jasno i otwarcie stawia pytanie “mam przestać się starzeć?”. Niestety, w takich momentach na płycie mam wrażenie, jakby Diana chciała się przestać starzeć. Nie tędy droga, na szczęście jednak odczucie to nie dominuje całej płyty.
Thank You to całościowo bardzo udane, różnorodne wydawnictwo, pokazujące wszystko to, co w Dianie, jej brzmieniu najlepsze. Do takich utworów jak tytułowy, Tomorrow,The Answer’s Always Love oraz Just In Case naprawdę aż chce się wracać. A to dobrze świadczy o albumie – gdy po jednym przesłuchaniu nie chce się o nim zapomnieć, przestać go słuchać – i tak właśnie odbiorca może mieć z najnowszym albumem Diany Ross.
- Data premiery: 05 11 2021
- Single: Thank You, If The World Just Danced, I Still Believe, All Is Well
