
25 listopada w Polsce po raz pierwszy z pełnym koncertem wystąpił Duncan Laurence, zwycięzca tegorocznej Eurowizji. W trochę przykrótkim koncercie pokazał różnorodność swojego repertuaru, cudowny głos i niezwykłą osobowość.
Laurence w całości zaprezentował swój oryginalny repertuar, bez żadnych coverów. I piosenki te, są znakomite, to będzie naprawdę dobry album. Jeśli w końcu zostanie wydany.
Moje zdecydowane perełki to dynamiczne Ice Age i Dear Nothing, jak również ballady Lighthouse i zaśpiewane na bis Wake Up Love. Co ciekawe, to z tym kawałkiem Duncan miał jechać na Eurowizję, ale potem zmieniono go na Arcade. I dobrze, bo mimo uroku, z tym pewnie by nie wygrał. Trochę żałuję, że zabrakło znanego mi z Youtube’a utworu The Greatest.
Podczas wydarzenia Duncan pokazał, że jest nie tylko doskonałym muzykiem, ma fenomenalny głos, ale też ma gadane. Jest zabawny, a cały koncert minął bardzo szybko bo: a) był krótki, b) Duncan wprowadził tak przemiłą i przekochaną atmosferę, że nim zauważyliśmy, było już po wszystkim.
Jestem pewien, że podczas kolejnej trasy Duncan ponownie wróci do Polski, i to pewnie nie na jeden koncert. Wielokrotnie mówił, że lubi nasz kraj, co potwierdził nie tylko podczas wczorajszego konkursu, jak również podczas już kilku wizyt – czy to do Voice’a, czy to do Dzień Dobry TVN, czy na inne Sopoty.
Podczas tej wizyty zdradził, że album w przyszłym roku. Kiedy? Nie wiadomo, ja obstawiam kwiecień lub maj, aby skorzystać z promocji eurowizyjnej.
Tymczasem sprawdźcie setlistę i wideo.

