Duet CocoRosie wystąpił w Poznaniu. Relacje Zuzanny Janickiej i Kacpra Rogalewskiego

Siostry CocoRosie przyjechały do Polski na małe koncertowe tournee. Jednym z ich przystanków był organizowany przez Automatik koncert w Poznaniu, na którym byli nasi wysłannicy. Zapraszamy do relacji Zuzanny i Kacpra.

Zuzanna Janicka

Ekscentryczny duet znany jest polskiej publiczności. Pierwszy raz CocoRosie zaprezentowały się w 2006 roku w Poznaniu, zaliczając później występy m.in. w Warszawie, Wrocławiu i na Open’erze. Wraz z nową trasą koncertową zapowiedzianych zostało w Polsce aż pięć – nie bójmy się użyć tego słowa – ich przedstawień. Poznańskim koncertem, który obył się 11 maja w klubie Eskulap, Sierra i Bianca zainaugurowały serię kilku występów w naszym kraju.

„Witam” temu niezwykłemu duetowi powiedziałam zaledwie trzy tygodnie temu. Czas, jaki minął od jego debiutu w moim odtwarzaczu, nie wystarczał, bym odpowiednio zapoznała się z bogatą dyskografią CocoRosie. Przed koncertem udało mi się poznać najnowsze wydawnictwo sióstr (album Heartache City) i kilka pojedynczych numerów z poprzednich płyt. Na szczęście te braki nie przeszkodziły mi w odpowiednim odbiorze koncertu.

Koncert CocoRosie trwał nieco ponad półtorej godziny. Pięknie wypadł jego początek, kiedy na scenie pojawiła się sama Sierra, zaczynając śpiewać Heartache City do… słuchawki telefonu stacjonarnego. Po chwili dołączyła do niej reszta ekipy, i usłyszeć mogliśmy nie tylko sporo piosenek z najnowszej płyty (m.in. Lucky Clover, Un Beso, Forget Me Not, Lost Girls), ale i starsze nagrania, na które publiczność reagowała nadzwyczaj żywo, co kazało mi przypuszczać, że na koncert CocoRosie nie trafiły osoby przypadkowe. Nie zabrakło więc Lemonade, Tears for Animals, R.I.P. Burn Face i Terrible Angels. Wartym odnotowania momentami koncertu były solowy popis Rosie God Has a Voice, She Speaks Through Me i Turn Me On, w którym do sióstr dołączyła ukryta za maską postać (od razu przypomniał mi się hiszpański horror „Sierociniec”), która była nikim innym jak wokalistą Sorne, występującym wcześniej jako support (na który niestety się spóźniłam). CocoRosie świetnie dawkowały emocje. Raz zaskoczyły melancholijną balladą trafiającą do każdej komórki mojego ciała, innym razem podszytym elektroniką utworem, który zachęcał do pląsów. Podczas koncertu przekonałam się, jaki wpływ na człowieka może mieć miejsce, w którym dorasta. Mieszkające po dwóch stronach Atlantyku siostry są niczym ogień i woda – Sierra z powodzeniem wyśpiewywać by mogła operowe arie, a Bianca odnalazłaby się w hip hopie. Obie jednak znane są z jednego – muzycznej wrażliwości i skłonności do eksperymentowania nie tyle z instrumentami, co zabawkami i sprzętami. Do jednej z kompozycji dodały… dźwięki dzwonka do roweru.

Kacper Rogalewski

Piękne, wzruszające i szalone półtorej godziny mojego życia. Tak mógłbym określić koncert zespołu CocoRosie w poznańskim Eskulapie, który przeżywam do dziś. Ale zaczynając od początku. Koncertowi towarzyszył wspaniały ciepły wieczór. Pokaźna grupa fanów zebrała się w dość małej sali koncertowej, aby wspólnie spotkać się z mistrzyniami freak folku. Występ sióstr Casady rozpoczął się wyjątkowo spokojnie. Artystki bowiem zaprezentowały część materiału pochodzącego z ich najnowszego albumu zatytułowane Heartache City. Od samego początku na scenie towarzyszył im muzyk oraz beatboxer. Z biegem czasu publiczność, jak i siostry Casady coraz bardziej się rozkręcała. Mniej więcej w połowie występu pojawiły się dwie najpopularniejsze kompozycje CocoRosie, czyli Warewolf i Lemonade. Oba utwory zostały zaprezentowane w nowych wspaniałych aranżacjach. Intrygujące jest to z jaką łatwością artystki nadały nowy wymiar swoim starym kompozycjom. Potem wszystko zaczęło się na dobre. Zarówno Sierra, jak i Bianca zachwyciły mnie swoimi głosami. Choć niesamowicie odrębne, to równie utalentowane. A każdy ich ton wybrzmiewał niesamowicie. Koncert był tym wszystkim, co kryje w sobie słowo pasja. Amerykanki bawiąc się rozmaitymi dźwiękami przekazały polskiej publiczności mnóstwo inspiracji.

Widziałem na żywo już wielu artystów. Tych bardziej lubianych i tych mniej. Ale czegoś takiego, jak koncert CocoRosie nie przeżyłem nigdy. To tak naprawdę jest nie możliwe do opowiedzenia. Musicie się przekonać sami. Jeżeli chcecie przeżyć coś niesamowitego to spakujcie plecak i biegnijcie na ostatni polski występ wspaniałych sióstr w ramach trasy promującej ich najświeższy album. Nie pożałujecie.

https://www.youtube.com/watch?v=TDWLGzoesfs

Czytaj również