Wielu myślało już, że w tym roku zdobyto każdy rekord możliwy do osiągnięcia. A jednak przyszedł Drake, który pokonał wszystkich i pobudził amerykański rynek fonograficzny. Nic w tym dziwnego, jest on tam królem mainstreamowego świata raperskiego. A co więcej atmosferę podgrzał singiel Hotline Bling, który został wydany wiele miesięcy przed premierą kompletnego wydawnictwa. Nie przedłużając. Przyszedł czas na mój pogląd na temat Views.
Całe dzieło prezentuje się dobrze i spójnie. Wszystko płynie z zachowaną jakąś w miarę sensowną chronologią. Album zaczyna się od świetnej kompozycji Keep the Family Close, która idealnie sprawdza się w roli wprowadzenia do całego albumu. Spokój i wokal artysty przypomina nam czasy albumu Nothing Was the Same. Tak naprawdę muzyka przedstawiona w tym utworze to jedna z lepszych w całej karierze Drake’a. Przychodzi więc czas na numery drugi, trzeci i czwarty, które nie wychylają się z szeregu ustalonych ram. To po prostu słyszeliśmy już miliony razy. Wyjątkowo przypadła mi do gustu piosenka zatytułowana Controlla. Cieszę się, że Kanadyjczyk zdecydował się na takie brzmienia. Jego głos bardzo dobrze wpisuje się w ramę tej estetyki. Potem wszystko gdzieś ginie. Album zaczyna się rozjeżdżać. Brakuje jakiejś klamry, która wszystko zebrałaby do jednej konkretnej całości. Co jakiś czas słyszymy genialne wstawki, które giną po kilku sekundach. Na szczęście z ratunkiem przychodzi tłum pomocników. No właśnie – duety!
Coś niesamowitego staję się z raperem, gdy w jego pobliżu są wspaniali goście. Było tak przy okazji pierwszej płyty i każdej kolejnej. Views nie pozostaje w tyle i oferuje nam świetnie przygotowane współprace. Zacznijmy od kompozycji z największym potencjałem komercyjnym, a dokładniej chodzi o utwór Too Good. Kompozycja powstała przy kolejnej już współpracy Drake’a z Rihanną. Szalenie rytmiczna kompozycja, która będzie królowała na światowych parkietach. Jestem tego pewien. Muzycy brzmią niesamowicie swobodnie i świeżo. Po prostu błyszczą oni pozytywną energią. Uwagę wszystkich fanów muzyki rapera od razu zdobył zarówno pierwszy singiel płyty, czyli One Dance. Właśnie ten utwór to najlepszy dowód na wariacje artysty i jego potencjał. Nie boi się on wypuścić utworów, które pierwotnie nie mają żadnego pierwiastka wspólnego z rapem. A jednak udało się po raz kolejny. Pierwszy singiel sprawdza się idealnie jako eksperyment i wielki hit. Przypomina mi on trochę spokojną wersję utworów Major Lazer. Drake ponownie zaprosił także PARTYNEXTDOOR’a, co jak się można domyśleć skończyło się świetnym utworem. Wokale tych panów zgrywają się wręcz idealnie. Na kilka słów pochwały zasługuje niewątpliwie kompozycja, która Drake nagrał z Futurem. Niby typowe brzmienia raperskie, aczkolwiek coś w tym jest. Trochę mroku bardzo dobrze komponuje się z całą muzyką Kanadyjczyka.
Nawet jeżeli bardzo by się chciało to płyta Views nie jest idealna. I nigdy nie będzie. A dlaczego? Głównym minusem nowego wydawnictwa kanadyjskiego artysty pozostają teksty, które są na tym samym poziomie od lat. Znaczy Drake po tylu latach rozwoju nie ma nam nic nowego do przekazania. Pozostaje w tyle za treściami przekazywanymi przez Kendricka, czy nawet Beyonce. Co tu dużo mówić, Drake powiela trochę stereotypy i piszę standardowe teksty dla tego typu muzyki. A szkoda, bo od kilku lat hip-hop ruszył do przodu przez co nie jest już taki, jak dawniej. Nie każdy natomiast zdążył to zauważyć.
Zauważyłem pewną tendencję. Wydawnictwa najpopularniejszych raperów prawie w każdym przypadku są po prostu dziełami produkcji muzycznej, nawet jeśli zawodzą one w sferze artystycznej. Klasę trzyma także Drake i jego świta. Views słucha się przyjemnie dzięki dobrej obróbce. Co więcej, niektóre bity rzeczywiście wbijają w ziemie i pozostają w naszej głowie na długie dni. Jeszcze większe oklaski powinny wybrzmieć za samą ilość kompozycji na albumie. 20 utworów na jednym albumie to zdecydowanie imponująca liczba, a tym bardziej, jak wszystkie piosenki utrzymują jakiś poziom. Oby tak dalej. Tylko prosimy o jakieś bardziej błyskotliwe maksymy.



