Drake – More Life (2017), recenzja Sary Karaszewskiej

0
231

Najnowszy projekt jednego z najbardziej popularnych twórców mainstreamowego hip-hopu nosi nazwę More Life. Pierwsza jego zapowiedź miała miejsce za pośrednictwem Twittera. Drake wstawił krótki filmik prezentujący zestaw More Life. Co ciekawe, nie jest to typowa płyta…  Fani czekali na finalny efekt miesiącami. Pierwsze opinie były pozytywne, a co więcej stwierdzały one jeden, niepodważalny fakt. Drake stworzył coś, co od początku do końca mieści się w konkretnej koncepcji. Coś, co nie koniecznie nastawione jest na pierwsze miejsca na liście przebojów, ale coś, co jest odzwierciedleniem jego zamysłu i muzycznej intuicji. Z pewnością to kwestia czasu, aż jego najnowsze piosenki będą puszczane na okrągło w radiu, TV czy klubach. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta.

Drake, a właściwie Aubrey Drake Graham to kanadyjski piosenkarz i aktor. Po raz pierwszy na wielkim ekranie można było go zobaczyć w serialu Degrassi: Nowe pokolenie. Przez długi czas związany był z amerykańską wytwórnią muzyczną, utworzoną przez Lil Wayne’a w 2005 roku. Pięć lat później Drake wydał swój pierwszy, studyjny album zatytułowany Thank Me Later, który trafił na szczyt Billboard 200 i sprzedał się w setkach tysięcy kopii. Aubrey w swojej rodzinie miał osoby, które były muzycznie uzdolnione. Mimo że sam od najmłodszych lat skupiał się na aktorstwie, nie bez powodu ciągnęło go do muzyki. Patrząc na to, z iloma gwiazdami już współpracował, na ilu galach miał okazję wystąpić i na jakich światowych listach przebojów wylądował razem ze swoimi kawałkami, stwierdzić można, że tytuł jednego z najlepszych raperów nie jest przypadkowy.

Na albumie znajdują się aż 22 piosenki. Albumie albo nie-albumie. To coś, co Drake powtarza po raz drugi w swojej dotychczasowej twórczości. Bardziej playlista swoich kawałków. Może właśnie zestaw, bo raczej nie mixtape… Nie wiadomo z jednej strony jak o tym mówić. Utwór Free Smoke otwiera całość. Miesza się w nim wiele gatunków. Słychać głos kobiecy, krótką zapowiedź i samego Drake’a. Już po pierwszym odsłuchu w mediach zawrzało. Dlaczego? Drake nawija w nim o J.Lo. Jako że łączyło ich coś więcej, jest to coś, do czego aluzję na More Life będzie można wyłapać jeszcze parę razy. Drugi utwór No Long Talk to jeden z moich ulubionych. To może nie do końca coś, co odpowiada charakterystyce brzmienia Drake’a, ale wyszło mu to bardzo dobrze. Giggs, z którym współtworzył ten kawałek to angielski raper, który swoimi brzmieniami zapewne zainspirował Drake’a. Passionfruit to dość spokojna i taneczna pozycja. Jeśli chodzi o te taneczne… Nie ona jedyna. Get It Together czy Madibba Riddim również bym do nich zaliczyła. Madibba Riddim przypomina mi dawne Too Good z Rihanna. Blem to utwór, który w moim przypadku leci na wiecznym zapętleniu. To zdecydowanie Drake, którego uwielbiam. Świetny kawałek z bardzo dobrym tekstem. Nic dodać, nic ująć. Utwory takie jak Skepta Interlude, Get It Together  czy 4422 to nie tylko dzieło Drake’a, ale i jego gości. Myślę, że nacisk powinien być kładziony właśnie na nich. W każdym z tych utworów dał im swobodę i możliwość zarysowania ogólnego konceptu. Gyalchester to wyjątkowo mocne brzmienia, które da się wyróżnić na tle reszty. Teenage Fever to mój kolejny ulubiony kawałek. Sampel J.Lo zawarty w niektórych momentach… Genialny zabieg i tak jak mówiłam wcześniej, nie bez powodu J.Lo…  Jednymi ze słabszych utworów tej płyty w moim odczuciu jest Jorja Interlude i Portland stworzone razem z Travisem Scottem. Bardzo lubię jego muzykę, ale ten utwór niestety zupełnie nie trafia w moje oczekiwania. Sacrifives z 2 Chainz i Young Thug to również coś, co nie wpada mi w ucho. Ten utwór wydaje mi się wyjątkowo nijaki, surowy.

Biorąc pod uwagę całość, płyta strasznie mi się podoba. Patrząc bardziej obiektywnie, nie przez pryzmat moich konkretnych upodobań, jest na bardzo wysokim poziomie. Sam fakt stworzenia tak ciekawej i innej kompozycji na zasadzie playlisty… Świetny zabieg. Co ważne, mimo niezbyt wielkich oczekiwań wobec Drake’a, przyjął się on wśród krytyków muzycznych i nie tylko. Mieszanka stylów to chyba kolejny krok do przodu. Odciął się od swoich typowych, standardowych brzmień i postanowił trochę poszaleć. Lista gości na More Life jest długa i są to znani ludzie, których styl może trochę odbiegać od tego Drake’a. Nie stanowiło to jednak żadnego problemu ani przeszkody. Wręcz sprzyjało. Nie myślałam, że ta płyta tak bardzo trafi do mnie i, że tak wiele utworów będę męczyć non stop. Każdemu, kto jeszcze nie słyszał, polecam!